Uncategorized

PIĘKNE BESTIE w spódnicach posłane na szubienicę. Miały ledwie 20 lat, gdy ich delikatne dłonie SPŁYNĘŁY KRWIĄ tysięcy niewinnych

Czwarty lipca 1946 roku zapisał się w historii jako dzień, w którym ludzka sprawiedliwość upomniała się o swoje w najbardziej widowiskowy sposób. Na wzgórzu w Gdańsku zgromadziło się niemal dwieście tysięcy osób, pragnących na własne oczy zobaczyć upadek oprawców z pobliskiego obozu. Na tyłach amerykańskich wojskowych ciężarówek stanęło jedenastu skazańców z pętlami na szyjach, a wśród nich pięć młodych, zadbanych kobiet. Żadna z nich nie miała więcej niż dwadzieścia pięć lat. Kiedy silniki zawyły, a pojazdy ruszyły gwałtownie przed siebie, ciała oprawczyń zawisły w powietrzu, kończąc żywot przez uduszenie. Tłum nie odwrócił wzroku, a wręcz przeciwnie, w mrocznym amoku rzucił się na wiszące zwłoki, by odrywać z ubrań guziki i odcinać kawałki sznura na szczęście. To makabryczne widowisko było finałem zbrodni, które nawet dziś mrożą krew w żyłach.

Większość z tych młodych dziewcząt jeszcze kilka lat wcześniej prowadziła zupełnie zwyczajne życie. Dorastały w duchu państwowej ideologii, należąc do organizacji młodzieżowych, gdzie wpajano im, że idealna kobieta powinna dbać o dom, kuchnię i rodzinę. Wojna brutalnie zweryfikowała te plany, a zapotrzebowanie na personel w systemie obozowym sprawiło, że tysiące ochotniczek zamieniło fartuszki na mundury. System rekrutacyjny bezlitośnie prał ich umysły, ucząc, że litość jest słabością, a przemoc jedynym językiem władzy. Władze szybko dostrzegły, że kobiety potrafią być znacznie bardziej okrutne, skrupulatne i wyrachowane od swoich męskich odpowiedników, co czyniło z nich idealne wręcz maszyny do zadawania bólu.

Najbardziej jaskrawym przykładem tego moralnego zepsucia była Jenny Wanda Barkmann, nazywana przez uwięzionych Pięknym Widmem. Pochodząca z Hamburga niedoszła modelka zachwycała urodą, pod którą kryła się natura absolutnej sadystki. Z dziką furią katowała słabszych, często ze skutkiem śmiertelnym, a najbardziej wycieńczone jednostki z uśmiechem na ustach wysyłała prosto do komór gazowych. Nawet w obliczu nadchodzącej śmierci, na sali rozpraw i w celi, nie opuszczał jej doskonały nastrój. Codziennie układała nową fryzurę, flirtowała ze strażnikami i wybuchała pogardliwym śmiechem, twierdząc, że życie to przyjemność, a każda przyjemność musi być krótka. Jej bezczelność tak rozwścieczyła zgromadzonych na egzekucji, że to jeden z ocalałych osobiście zepchnął ją z platformy ciężarówki.

Równie potworne zapędy przejawiała Ewa Paradis, która w porannych apelach znajdowała doskonałą okazję do zabawy w boga. Śmiejąc się wniebogłosy, okładała swoje ofiary kijem po twarzach, a w mroźne dni polewała ich nagie ciała lodowatą wodą, biczując każdą osobę, która ośmieliła się drgnąć. Z kolei Gerda Steinhoff, była kucharka i konduktorka tramwajowa, błyskawicznie pięła się po szczeblach obozowej kariery, z lubością uczestnicząc w brutalnych selekcjach. Na procesie próbowała udawać drobną, niewiele znaczącą urzędniczkę, uśmiechając się ironicznie w twarz sędziom, jednak przerażające zeznania bezlitośnie obnażyły jej zbrodniczą naturę i przypieczętowały ostateczny wyrok.

W tym gronie znalazły się także kobiety z lokalnego podwórka. Wanda Klaff, z pochodzenia gdańszczanka, katowała swoje ofiary batem przy każdym wyjściu z baraku. Prześladowani skakali przez okna, byle tylko uniknąć ciosów, które zamieniały ciało w krwawą miazgę. Elisabeth Becker, dwudziestodwuletnia dziewczyna z pobliskiej miejscowości, po podpisaniu dziesiątek wyroków na ewakuowanych, jako jedyna desperacko błagała o ułaskawienie najwyższe władze państwowe. Jej młody wiek nie zdołał jednak zatrzeć pamięci o pozostawionych na pełnym morzu barkach, wypełnionych po brzegi wygłodzonymi i konającymi ludźmi. Pętla na szyi ostatecznie zrównała losy wszystkich oprawczyń.

Nie wszystkie zbrodniarki poniosły jednak tak widowiskową i natychmiastową karę. Herta Bothe, słynąca ze strzelania do wygłodniałych z bliskiej odległości dla czystej rozrywki, została skazana przez zagraniczny sąd na zaledwie dziesięć lat pozbawienia wolności, z których odsiedziała ledwie połowę, dożywając później bardzo spokojnej starości w ojczyźnie. Mroczne demony przeszłości dogoniły niedawno także inną uczestniczkę tej brutalnej machiny, Irmgard Furchner. Zasiadła ona na ławie oskarżonych jako dziewięćdziesięciosześcioletnia staruszka, która na wieść o procesie próbowała uciec przed wymiarem sprawiedliwości taksówką z domu opieki. Udział w działaniach administracyjnych, które pochłonęły kilkanaście tysięcy istnień, ostatecznie zaprowadził ją przed sąd dla nieletnich, ze względu na jej wiek w czasach popełniania czynów. Te historie dobitnie przypominają, że absolutne zło nie zawsze ma twarz demona w mroku, ale potrafi przybrać postać olśniewającej, uśmiechniętej młodej dziewczyny.

Disclaimer: This story is fictional and created for entertainment purposes only. Any names, characters, places, or events are fictitious or used fictitiously. No real person or organization is intended to be portrayed.

You Might Also Enjoy