ZNISZCZONO JE za jedno słowo. Seks, szantaż i UPIORNE kulisy życia największych gwiazd PRL!
W blasku fleszy polskie kino czasów PRL wyglądało jak kraina uśmiechu, elegancji i wielkich nazwisk, ale za zamkniętymi drzwiami gabinetów rozgrywał się prawdziwy koszmar. Wystarczyło jedno słowo, by z dnia na dzień przekreślić dorobek życia, a obiecująca kariera zamieniała się w bilet w jedną stronę na zawodowe wygnanie. Reżyserzy, producenci i partyjni notable traktowali młode, piękne aktorki jak własność, żywe trofea, których jedynym zadaniem była absolutna uległość. Jeśli kobieta miała odwagę postawić granice, system niszczył ją w białych rękawiczkach. Nie zostawiano dokumentów ani oficjalnych zakazów. Po prostu urywały się telefony, role stawały się żenująco małe, a w kuluarach zaczynał krążyć wyrok śmierci towarzyskiej, przyprawiając ofiarom łatkę aktorek trudnych, aroganckich i niewdzięcznych. Dziesięć kobiet, które miały u stóp całą Polskę, zapłaciło najwyższą cenę za obronę własnej godności.

Uroda, która miała być przepustką do wielkiego świata, bardzo szybko stawała się przekleństwem i złotą klatką. Ewa Lemańska, uwielbiana przez miliony Maryna z Janosika, po wielkim sukcesie oczekiwała kolejnych wyzwań. Zamiast tego otrzymywała zaproszenia do biur i na zakrapiane bankiety, gdzie o rolach decydowały nieformalne układy. Gdy odmówiła udziału w tej obskurnej grze, branża natychmiast o niej zapomniała, zmuszając ją ostatecznie do emigracji za ocean. Podobny los spotkał Halinę Golanko, w której reżyserzy widzieli wyłącznie nagie ciało. Próba wyrwania się z szufladki seksbomby i odrzucanie prywatnych zaproszeń od decydentów skutkowały powolnym, brutalnym wypychaniem na margines. Jeszcze mroczniej potoczyły się losy Marii Probosz, nazywanej polską Marilyn Monroe. Traktowana jak towar, zmuszana do upokarzających ustępstw i znosząca seksistowskie uwagi, po prostu nie wytrzymała presji. Środowisko, które najpierw bezlitośnie wyeksploatowało jej wizerunek, w chwilach kryzysu odwróciło się od niej, popychając ją w szpony samotności i nałogu, z którego już nigdy się nie podniosła.
System potrafił łamać kobiety nie tylko szantażem, ale też czystym terrorem psychicznym i brutalnym wykluczeniem. Jolanta Umecka, odkryta na basenie amatorka, na planie filmowym przeżyła piekło. Reżyser, by wymusić na niej pożądane emocje, stosował metody graniczące z sadyzmem, publicznie ją upokarzając i doprowadzając do łez, a ostatecznie nawet odbierając jej głos w postprodukcji. Sukces słynnej produkcji na wodzie nie był dla niej nagrodą, lecz obrzydliwą traumą, która na zawsze zniechęciła ją do kina. Z kolei Ewa Krzyżewska, gwiazda doceniona aż przez Francuską Akademię Filmową, dusiła się w dusznej atmosferze salonów, gdzie karierę robiło się przy kieliszku. Jej naturalny introwertyzm i niechęć do mizdrzenia się przed wpływowymi mężczyznami zostały natychmiast uznane za arogancję. Wolała całkowicie porzucić aktorstwo i wyjechać z kraju, niż stać się uległą ozdobą na targowisku próżności. Podobnie Grażyna Staniszewska, legendarna Danusia z Krzyżaków, zderzyła się z betonową ścianą, gdy nie chciała być uległa poza planem zdjęciowym. Brak zgody na środowiskowe układy sprawił, że polskie kino z zimną krwią wymazało ją ze swoich planów.
Dla wielu z nich zachowanie niezależności oznaczało dosłowną walkę o przetrwanie, a nierzadko heroiczną ucieczkę przed całkowitym zniszczeniem. Krystyna Mikołajewska po monumentalnej roli w Faraonie zamiast propozycji kolejnych ról otrzymywała obietnice zagranicznych wyjazdów w zamian za prywatne przysługi. Jej stanowcza odmowa bycia zabawką w rękach protektorów poskutkowała cichą, lecz bezwzględną zemstą i odebraniem szansy na rozwój. Pola Raksa, absolutny symbol piękna i ukochana Marusia całej Polski, przez lata dusiła się w formacie, który wymagał od niej bycia jedynie uśmiechniętym obiektem pożądania. Gdy sprzeciwiła się uprzedmiotowieniu i odrzucała sugestie rozbieranych scen, jej kariera zaczęła błyskawicznie wygasać, aż w końcu sama, z poczuciem ogromnego rozczarowania, na zawsze pożegnała się z zawodem. Joanna Pacuła z kolei musiała ratować się dramatyczną ucieczką z ojczyzny. Sprzeciw wobec wpływowego oficjela, który groził jej zniszczeniem kariery i odebraniem paszportu, zmusił ją do opuszczenia Polski w atmosferze politycznej nagonki i oskarżeń o zdradę.
Najczarniejsza i najbardziej wstrząsająca pozostaje jednak historia Teresy Iżewskiej. Jej gigantyczny sukces na festiwalu w Cannes wywołał niewyobrażalną wściekłość komunistycznych władz. Za to, że odważyła się błyszczeć na Zachodzie i nie chciała wejść w upokarzające układy w kraju, ukarano ją nieoficjalnym, dożywotnim zakazem pracy w liczących się produkcjach. Z gwiazdy, której wróżono międzynarodową sławę, zrobiono wyrzutka, zesłanego do prowincjonalnych teatrów z dala od wielkich ekranów. Jej kariera została bestialsko zamordowana z zimną krwią, a ona sama zmarła w tragicznych i do dziś niewyjaśnionych okolicznościach. Losy tych wszystkich kobiet układają się w przerażający akt oskarżenia wobec środowiska, w którym ciało było wyłącznie walutą, a niezależność najcięższą zbrodnią. Ich nagłe zniknięcie z ekranów nie było wynikiem braku talentu, wypalenia czy kaprysu losu. Była to bezlitosna kara za odwagę powiedzenia twardego “nie” w świecie, w którym mężczyźni przy władzy wymagali od kobiet absolutnego posłuszeństwa.