Zabrali im wszystko w jedną mroźną noc: BRUTALNA PRAWDA O WYSIDLENIACH ZAMOJSZCZYZNY
Wyobraź sobie noc, podczas której trzask łamanych drzwi, szczekanie wściekłych psów i lodowate uderzenie karabinu w twarz na zawsze brutalnie odbierają ci wszystko, co do tej pory nazywałeś domem. Stoisz na mrozie, w tym, w czym akurat spałeś, a obcy, bezwzględni oprawcy w mundurach krzykiem dają ci zaledwie kilkadziesiąt minut, byś spakował w skromny tobołek dorobek całego swojego życia i wyszedł w bezlitosną ciemność. Płonące stodoły, ryczenie porzuconego inwentarza i potężny huk ciężarówek to ostatnie, co zapamiętasz z rodzinnej wsi. Podobny, niewyobrażalny wręcz koszmar stał się udziałem ponad stu dziesięciu tysięcy bezbronnych Polaków z Zamojszczyzny. Spokojna rolnicza kraina w ułamku sekundy, na mocy jednego chłodnego, biurokratycznego nakazu, zamieniła się w prawdziwe piekło na ziemi. Piekło, które nie zrodziło się z militarnej konieczności, lecz z upiornego marzenia o absolutnej dominacji rasowej i poszerzeniu granic rzekomego życiowego raju dla najeźdźców.

Zamojszczyzna, słynąca na całą Europę ze swoich niebywale żyznych i czarnych gleb, od pokoleń hojnie karmiła i dawała bezpieczne schronienie tutejszym gospodarzom. Niestety, to właśnie to wielkie rolnicze bogactwo i urodzaj stały się jej najprawdziwszym przekleństwem. Jesienią tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku bezlitosny nazistowski okupant wydał na ten raj oficjalny wyrok, uznając, że idealna polska kraina pod każdym względem zasługuje na to, by stać się nowym, modelowym terytorium dla dumnej niemieckiej rasy panów. Zgodnie z nieludzkim, rasistowskim i diabolicznym Generalnym Planem Wschodnim, Heinrich Himmler wydał chłodny, zbrodniczy rozkaz niemal całkowitego, brutalnego wyczyszczenia blisko trzystu kwitnących dotąd wiosek z rdzennie polskiej ludności. Cała misternie uknuta, zbrodnicza machina logistyczna precyzyjnie i metodycznie ruszyła w ruch, a nadzorował ją osobiście niezwykle bezwzględny oficer – Odilo Globocnik. Niemcy błyskawicznie zamierzali wykarczować wszelkie tutejsze polskie korzenie, marząc wręcz obsesyjnie o przeobrażeniu historycznego miasta Zamościa w czysto nazistowskie Himmlerstadt.
Pierwsze uderzenie obcej potęgi, które spadło brutalnie na śpiącą miejscowość Skierbieszów, nie miało absolutnie żadnej taryfy ulgowej ani litości. Rozgrywało się nocą, w przeraźliwym, obezwładniającym chłodzie, aby totalnie zdezorientowana ludność z przerażeniem nie mogła znaleźć nawet sekundy na ucieczkę i jakikolwiek opór. Setki pędzonych w kolumnach zziębniętych Polaków, z bagażem nie przekraczającym trzydziestu nędznych kilogramów, trafiało prosto do obozów przejściowych, które ociekały prawdziwym dramatem. Przepełnione do granic możliwości, ziejące niewyobrażalnym mrozem i chorobami drewniane baraki były przedsionkiem makabry. Tam, przy chłodnych komisarycznych stołach, niemieccy „eksperci rasowi” dokonywali bezlitosnej, wyrachowanej selekcji, w ekspresowym tempie sortując przerażonych, wycieńczonych rodaków niczym rzeźne bydło. Rodziny były brutalnie i trwale rozdzielane, a głośny płacz malutkich, wyrwanych siłą z ramion dzieci mieszał się ze strasznym trzaskiem pejczy. Młodych i silnych mężczyzn ładowano masowo do bydlęcych, ryglowanych wagonów jako darmową siłę niewolniczą dla III Rzeszy. Nielicznych uznawano za “godnych”, zmuszając do przymusowej i obrzydliwej germanizacji. Z kolei starych, chorych i nieprzydatnych do pracy wysyłano natychmiast na okrutną śmierć, kierując bezpośrednio do bezlitosnych pieców krematoryjnych w Auschwitz czy przerażającym Majdanku.
Tymczasem w ciepłych jeszcze domach wypędzonych Polaków, gdzie na piecach nierzadko stygł dopiero co ugotowany obiad, masowo osiedlano tysiące uprzywilejowanych kolonistów, sprowadzonych prosto z dalekiej Besarabii czy Bukowiny. Najeźdźcy z dumą zasiedlali cudze obejścia, by przejąć i rozwijać te ukradzione majątki. Opór wyrzuconych rolników narastał jednak w ogromnym tempie, rodząc błyskawicznie niezłomny i krwawy odwet. Wygnani, bezdomni chłopi, niemający już literalnie niczego do stracenia, z bronią w ręku organizowali się w potężne, partyzanckie grupy i desperacko ruszyli do lasów. Wybuchło brutalne powstanie, które przeszło do wielkiej i dumnej historii. Zdeterminowani, żądni zemsty rodacy bezlitośnie i zaciekle palili przejęte zbrodniczo polskie wsie, siali uzasadniony postrach wśród nowych, niemieckich osadników, uderzając potężnie w pociągi i paraliżując okupacyjne transporty.
Reakcja wroga na ten rosnący, niespotykany dotąd opór ludowy była bezlitosna, krwawa i wstrząsająca, dając początek masowej rzezi znanej jako Akcja Wehrwolf. Niemieckie bestie dokonywały otwartych zbrodni, bezpardonowo karząc zbiorowo całe niewinne miejscowości za cień pomocy udzielonej niezłomnym partyzantom. Tragedia ukrytej przy lesie wsi Sochy stała się symbolem apokalipsy tego krwawego terenu. Za rzekome i nieudowodnione pomaganie lokalnemu, zbrojnemu podziemiu, niemieckie, zbrodnicze komando całkowicie spaliło do gołej ziemi wioskę i w sposób bezwzględny oraz niewyobrażalny wymordowało wszystkich mieszkańców. Z nieba na wciąż uciekających, przerażonych, i szukających jakiegokolwiek ratunku cywilów, spadały śmiertelne, niszczące bomby, wypuszczane celowo z potężnych i nieustępliwych maszyn wojskowego lotnictwa III Rzeszy, doszczętnie kończąc brutalny, wojenny mord.
Mimo fali powszechnego, dławiącego strachu Zamojszczyzna ostatecznie obroniła swoją wolność. Choć blisko trzydzieści procent wszystkich lokalnych gospodarzy musiało na własnej skórze doświadczyć tragicznego w skutkach wysiedlenia, ogromnej biedy i wyczerpującej, poniewierczej gehenny, nie pozwolono Niemcom z powodzeniem zamienić tego obfitującego w plony i historycznego obszaru we własną, rasowo czystą kolonię. Lata potężnych wysiedleń na zawsze wydrążyły jednak ogromną, niewyleczalną ranę. Upływający czas bardzo niechętnie łagodzi to makabryczne wspomnienie po ocalałych, którzy każdego ranka patrzą z trwogą i smutkiem na mroczny, krwawy kawałek lokalnej i polskiej ziemi, nosząc w sobie po dziś dzień głęboką, pokoleniową, wojenną ranę.