Tajemnica zniknięcia legendarnego króla strzelców i jego TRAGICZNA WALKA O POWRÓT DO ŻYCIA PO STRASZLIWEJ DIAGNOZIE, o której przez miesiące milczała cała rodzina.
Kiedy w lutym dwa tysiące dwudziestego szóstego roku słynny piłkarz pojawił się na kinowej premierze po długiej nieobecności, jego widok natychmiast wywołał lawinę spekulacji. Przez wiele miesięcy w sportowych kuluarach szeptano o szpitalnych salach, nagłym załamaniu stanu zdrowia i najgorszych możliwych scenariuszach dotyczących siedemdziesięciosześcioletniego gwiazdora. Zniknięcie z trybun człowieka, który przez pół wieku funkcjonował w samym centrum medialnego zgiełku, dawało ogromne pole do domysłów. Prawda okazała się jednak znacznie bardziej złożona, a za zamkniętymi drzwiami szpitali rozegrał się podwójny dramat, który w brutalny sposób doświadczył dwa pokolenia jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich rodzin.

Wszelkie pogłoski o śmiertelnej chorobie samego sportowca okazały się mocno przesadzone, choć jego prywatne zmagania z własnym ciałem były niezwykle bolesne i wyczerpujące. Były prezes piłkarskiej centrali przeszedł skomplikowaną operację kolana. Człowiek słynący niegdyś z fenomenalnego przyspieszenia, który na murawie zostawiał rywali daleko w tyle, musiał o kulach na nowo uczyć się stawiać kroki. Wielotygodniowa, żmudna rehabilitacja obdarła go ze sportowej niezniszczalności. Zamiast biegać, musiał z wielką pokorą znosić ból każdego ruchu, ukrywając przed światem swoją słabość. To jednak nie jego ortopedyczne problemy stanowiły największy ciężar, z jakim w ostatnich kilkunastu miesiącach musieli zmierzyć się bliscy wybitnego reprezentanta kraju.
Prawdziwy, wstrząsający koszmar rozegrał się bowiem w życiu jego wnuczki, Weroniki. Młoda, pełna pasji kobieta, dla której woda i deska windsurfingowa stanowiły sens życia, usłyszała diagnozę brzmiącą jak wyrok. Złośliwy nowotwór kości zmusił lekarzy do radykalnych działań, w tym drastycznego usunięcia części miednicy. Dziewczyna wylądowała w wózku inwalidzkim, walcząc z niewyobrażalnym bólem i całkowitą niemocą przy najprostszych, codziennych czynnościach. To właśnie jej heroiczna walka o przetrwanie i cudowny powrót do sportu stały się głównym powodem do dumy dla starzejącego się dziadka. Kiedy oboje stanęli przed fotoreporterami podczas premiery filmu dokumentalnego o jej losach, przypominali dwójkę ocalałych z zupełnie różnych, choć równie wyniszczających życiowych bitew.
Słynne nazwisko, które na pozór otwierało wiele drzwi, dla młodej Weroniki wielokrotnie okazywało się potężnym przekleństwem. Kiedy Grzegorz Lato zasiadał w fotelu prezesa związku, na jego głowę wylewało się morze społecznej nienawiści w związku z licznymi aferami i sportowymi niepowodzeniami. Ta ogólnonarodowa frustracja rykoszetem uderzała w niewinne dziecko. Wnuczka legendy była popychana, nękana i bezlitośnie rozliczana przez rówieśników z fatalnych decyzji dorosłych. Wypominano jej nawet niezamknięty dach na warszawskim stadionie podczas pamiętnego, zalanego deszczem meczu. To okrutne zderzenie z bezwzględnością tłumu pokazało, jak dramatycznie wysoką cenę płaci się za funkcjonowanie w cieniu narodowego symbolu.
Sam bohater z Mielca doskonale wiedział jednak, czym jest brutalność losu. Jego droga na piłkarski szczyt była naznaczona głębokimi, osobistymi tragediami. Jako dziewięcioletni chłopiec stracił ojca w absurdalnym wręcz wypadku, gdy mężczyzna poślizgnął się na plamie oleju, uderzył głową w krawężnik i zmarł przed operacją. Z kolei tuż przed wielkimi triumfami, choroba nowotworowa zabrała mu matkę. Król strzelców z siedemdziesiątego czwartego roku, który na boisku rozumiał się w ułamku sekundy z Kazimierzem Deyną czy Andrzejem Szarmachem, swoje największe życiowe sukcesy na oczach całego świata świętował jako człowiek całkowicie pozbawiony rodzicielskiego oparcia.
Upływający czas nie oszczędzał mu również innych dotkliwych ciosów, w tym tych wizerunkowych, w które media z lubością go wciągały. Makabryczny rodzinny dramat wywołany przez jego chrześniaka, który dopuścił się morderstwa, bezlitośnie łączono na pierwszych stronach gazet z nazwiskiem piłkarza, potęgując medialną nagonkę. Z kolei naturalne ustępowanie miejsca młodszym gwiazdom w latach osiemdziesiątych, takim jak Zbigniew Boniek, oraz późniejsze kontrowersje wokół jego działalności związkowej sprawiały, że dawni fani najchętniej wymazaliby go ze swoich wspomnień, a on sam coraz częściej zmuszony był do publicznej defensywy.
Mimo ogromnego bagażu trudnych doświadczeń, krzywdzących oskarżeń i fizycznego cierpienia, starość wybitnego sportowca nie przypomina losu zgorzkniałego samotnika. U boku niezastąpionej żony Zdzisławy, z którą przetrwał dekady tułaczek po zagranicznych ligach, wciąż potrafi odnaleźć życiowy balans. Ostatecznym dowodem na to, że lokalna społeczność nie przekreśliła swojego największego bohatera, stała się historyczna decyzja radnych z Mielca o nadaniu miejskiemu stadionowi jego imienia. Mężczyzna, wokół którego narosło tak wiele konfliktów, ostatecznie zapowiedział swój wielki powrót na trybuny, udowadniając, że żadna krytyka nie jest w stanie odebrać mu miejsca w historii.