PRZELUDNIENIE, KOLEJKI PO OCTEM I PUSTE PÓŁKI. Ten jeden dokument z dziewięćdziesiątego ósmego roku na zawsze ZRUJNOWAŁ bezpieczny świat milionów Polaków!
Gdy w sklepach brał górę dojmujący brak podstawowych towarów, a zszokowani obywatele z przerażeniem obserwowali lawinowo rosnącą inflację, komunistyczna rzeczywistość chwiała się w posadach pod naporem bezwzględnych strajków. W tamtych mrocznych czasach, gdy państwowa telewizja sączyła starannie wyselekcjonowaną propagandę, a o jakiejkolwiek wolności gospodarczej można było jedynie pomarzyć, całe rodziny z zapartym tchem wyczekiwały skrawków normalności z Zachodu. Kultowe Pewexy, szeleszczące kasety magnetofonowe nagrywane potajemnie w nocnej ciszy czy zdobywane cudem zagraniczne adidasy stanowiły jedyną namiastkę lepszego świata, o którym marzyło całe pokolenie. Prawdziwa rewolucja nadchodziła jednak wielkimi krokami z zupełnie innej strony, a napięta atmosfera w kraju sięgała absolutnego zenitu, zwiastując nieuchronny koniec minionej epoki.

Wszystko zmieniło się w grudniowy wieczór, kiedy przed telewizorami zasiedli niemal wszyscy mieszkańcy nadwiślańskiego kraju, by z zapartym tchem śledzić historyczny pojedynek na argumenty między Lechem Wałęsą a pewnym siebie Alfredem Miodowiczem. Ten medialny spektakl obnażył bezsilność władzy i stał się potężnym katalizatorem przemian, które miały na zawsze odmienić bieg historii. Zaledwie kilkadziesiąt godzin przed Wigilią uchwalono jednak coś, co wywołało prawdziwe trzęsienie ziemi w opustoszałym budżecie państwa. Rewolucyjna ustawa o działalności gospodarczej wprowadziła zasady czystego kapitalizmu, dając obywatelom wolną rękę w zakładaniu biznesów. Kraj zalała fala chaosu, dzikich bazarów oraz szczękających na chodnikach łóżek polowych, z których przedsiębiorczy Polacy handlowali sprowadzanym z zagranicy towarem.
Ten nieskrępowany niczym wolny rynek błyskawicznie obnażył brutalną prawdę o kondycji państwa, w którym tradycyjne, bezpieczne posady państwowe z dnia na dzień przestały cokolwiek znaczyć. Miliony ludzi, przyzwyczajone do wieloletniej stagnacji i państwowego nadzoru, stanęły przed bezwzględną koniecznością walki o przetrwanie w nowej, drapieżnej rzeczywistości. Choć dla jednych stało się to fundamentem wielkich fortun, dla innych oznaczało bolesne zderzenie z brutalnymi realiami transformacji. Ostateczny kres dawnego świata dokonał się na oczach zdezorientowanego społeczeństwa, które z niepokojem patrzyło w przyszłość, nie wiedząc jeszcze, że stary porządek bezpowrotnie odeszedł do historii.