DRAMATYCZNE ODCIĘCIE OD TLENU NA SCENIE, fatum tej samej daty i mroczne wizje, które budzą ją w nocy. SZOKUJĄCA PRAWDA O PODWÓJNYM ŻYCIU uwielbianej polskiej artystki
Zawsze uśmiechnięta, tryskająca niespożytą energią i zarażająca publiczność swoim legendarnym, perlistym śmiechem. Przez lata wydawało się, że jej życie to niekończące się pasmo sukcesów, okraszone blaskiem fleszy i uwielbieniem milionów widzów. Jednak za tą pieczołowicie wykreowaną maską wiecznej optymistki kryją się mroczne sekrety, bolesne rozstania i mistyczne doświadczenia, o których opinia publiczna nie miała dotąd najmniejszego pojęcia. Katarzyna Pakosińska, bo o niej mowa, przez dekady funkcjonowała w bezlitosnym świecie męskiego show-biznesu, płacąc za to najwyższą, zdrowotną i psychiczną cenę. Dopiero z perspektywy czasu, przekroczywszy barierę pięćdziesięciu dwóch lat, gwiazda pozwala na odsłonięcie prawdy o dramatycznych kulisach swojego odejścia z najpopularniejszej grupy satyrycznej w kraju, zaskakujących zawirowaniach miłosnych oraz niewytłumaczalnych zjawiskach, które od lat kierują jej losem.

Wielki mit o wielkiej kabaretowej rodzinie rozpadł się z hukiem kilkanaście lat temu. Odejście Pakosińskiej z Kabaretu Moralnego Niepokoju do dziś owiane było gęstą mgłą niedomówień, a w kuluarach szeptano o potężnych konfliktach. Prawda okazała się o wiele bardziej brutalna. Współpraca w hermetycznej grupie, pod wodzą Roberta Górskiego, z czasem zamieniła się dla artystki w walkę o przetrwanie. To było jak nagłe odcięcie od tlenu. Dwie skrajnie różne wizje artystyczne i życiowe zderzyły się ze sobą niczym ostre noże, a w obliczu braku jakiegokolwiek mediatora, katastrofa była nieunikniona. Funkcjonowanie w nieustannym pędzie, mordercze trasy koncertowe i konieczność ukrywania skrajnego wyczerpania doprowadzały ją na skraj wytrzymałości. Samotne macierzyństwo w połączeniu z rygorystycznym grafikiem kabaretu tworzyły wybuchową mieszankę. Gwiazda nierzadko musiała w akcie desperacji kopać w opony busa koncertowego, by w ogóle zmusić się do wejścia na pokład. Presja była tak niewyobrażalna, że podczas jednego z wczesnych, niezwykle stresujących festiwali, artystka po prostu straciła przytomność na scenie, osuwając się bezwładnie na deski zaraz po reprymendzie od samego Stanisława Tyma. Z uśmiechniętej dziewczyny stawała się zakładniczką własnego wizerunku.
Rozpad kabaretowego imperium zbiegł się w czasie z rewolucją w jej życiu prywatnym, które do tej pory również przypominało dobrze napisaną, choć pozbawioną namiętności sztukę. Jej pierwsze małżeństwo z Tomaszem, inżynierem i twórcą historycznych plakatów dla jej grupy, zakończyło się rozwodem, choć oboje wypracowali niezwykle osobliwy, wręcz szokujący dla tradycjonalistów model opieki nad córką Mają. Zamiast przenosić dziecko z domu do domu, to byli małżonkowie wymieniali się rezydencjami, by zapewnić dziewczynce stabilność. Gwiazda była przekonana, że jej życie uczuciowe dobiegło końca, opierając się na dawnych astrologicznych przepowiedniach, które wróżyły jej tylko jedną, jedyną linię małżeńską. Los miał jednak wobec niej zupełnie inne, wstrząsające plany. Zdesperowana artystka wyruszyła do Gruzji z zamiarem zdobycia pięciotysięcznika Kazbek. Ta wyprawa nie tylko zmieniła jej priorytety, ale dosłownie uratowała jej życie, a wszystko za sprawą tajemniczego Gruzina, który nagle stanął na jej drodze.
Irakli Basilashvili, gruziński książę i inżynier, w błyskawicznym tempie zawładnął sercem polskiej gwiazdy, oferując jej romantyzm i bezpieczeństwo, o jakim zawsze marzyła. Sytuacja nabrała jednak upiornie mistycznego wymiaru, gdy na jaw wyszedł pewien druzgocący fakt z życiorysów obu jej mężów. Okazało się, że zarówno pierwszy, jak i drugi wybranek serca artystki urodzili się dokładnie tego samego dnia, ósmego sierpnia, będąc zodiakalnymi Lwami. Astrologiczna wróżba o jednej linii małżeńskiej wypełniła się w najbardziej przewrotny z możliwych sposobów, nakładając na siebie losy dwóch zupełnie obcych mężczyzn. Irakli, mający za sobą samotne wychowywanie dwójki własnych dzieci, natychmiast stał się dla dorastającej Mai Antoniny prawdziwym ojcem i największym autorytetem, budując wraz z aktorką nowoczesną, wielonarodową rodzinę patchworkową, w której dawne zdrady i rozstania ustąpiły miejsca bezgranicznemu zaufaniu. Młodszy mąż stał się dla gwiazdy nie tylko życiową ostoją, ale i menadżerem, czuwającym nad jej zawodowym bezpieczeństwem.
Związek z młodszym mężczyzną brutalnie uświadomił aktorce upływający czas, zmuszając ją do radykalnego zwolnienia tempa. Organizm, który przez dekady znosił pobudki o czwartej rano i podwójne spektakle każdego wieczoru, zaczął odmawiać posłuszeństwa. Oaza spokoju, jaką zbudowała w swoim domu, ostro kontrastuje z estradowym szaleństwem. W domowym zaciszu słynna skandalistka zamienia się w wyciszoną introwertyczkę, zatopioną w literaturze i zieleni ogrodu. Jednak najwięcej kontrowersji budzi jej głęboko skrywana, nadprzyrodzona wrażliwość. Osoby z jej bliskiego otoczenia z przerażeniem słuchają o jej zdolnościach mediumicznych. Artystka regularnie doświadcza niezwykle realistycznych, proroczych wizji i snów, które wielokrotnie zmuszały ją do gwałtownego wybudzania się w środku nocy, by ostrzec bliskich przed nadciągającym niebezpieczeństwem. Ten szósty zmysł, potężna intuicja i zdolność odczuwania cudzych energii sprawiają, że telewizyjna śmieszka w rzeczywistości kroczy przez życie z ciężarem, o którym większość jej radosnych fanów nie ma nawet bladego pojęcia. Dzisiaj, u boku Piotra Wojdyły w porannej telewizji, prezentuje swoje nowe, dojrzałe oblicze, udowadniając, że za najgłośniejszym śmiechem bardzo często kryją się najbardziej niewiarygodne i wstrząsające historie, z których można by napisać scenariusz niejednego hollywoodzkiego thrillera.