Wstrząsające wyznanie! Mąż AM ujawnia tragiczne okoliczności jej śmierci
Od Las Vegas i sceny u boku światowych legend do domu pełnego cierpienia. Wstrząsająca historia Violetty Villas, wyrok dla opiekunki i tajemnice, które pozostały po śmierci gwiazdy
Śpiewała w Las Vegas, zachwycała publiczność niezwykłym głosem i występowała w świecie, w którym królowały nazwiska takie jak Frank Sinatra. A jednak ostatnie lata jej życia rozegrały się z dala od blasku reflektorów, w zaniedbanym domu w Lewinie Kłodzkim. Kiedy 5 grudnia 2011 roku Violetta Villas zmarła, Polska pogrążyła się w żałobie. Wkrótce pojawiły się jednak pytania znacznie bardziej niepokojące niż sama wiadomość o śmierci. Dlaczego artystka z poważnymi obrażeniami nie otrzymała pomocy lekarskiej? Co działo się za zamkniętymi drzwiami jej domu? I jak doszło do tego, że kobieta, której ufała przez lata, została później skazana przez sąd?
Ostatnia noc wielkiej gwiazdy. Nikt nie spodziewał się, że rozpocznie się wieloletnia batalia

Był zimny grudniowy wieczór 2011 roku. W niewielkim Lewinie Kłodzkim życie toczyło się zwyczajnym rytmem. Nikt nie przypuszczał, że właśnie tutaj zakończy się historia jednej z najbardziej niezwykłych artystek polskiej estrady.
Violetta Villas miała 73 lata. Zaledwie dziesięć miesięcy wcześniej uczestniczyła w uroczystościach jubileuszowych w Kielcach, gdzie uhonorowano ją medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Publiczność pamiętała jej niepowtarzalny głos, charakterystyczne blond loki i spektakularne suknie.
Teraz pod jej dom podjechali policjanci, a sprawą zainteresowała się prokuratura.
Śmierć artystki wzbudziła wątpliwości na tyle poważne, że zarządzono sekcję zwłok. Początkowo pojawiały się przypuszczenia dotyczące zapalenia płuc lub powikłań związanych z urazami.
Jednak szczegółowe ustalenia nie przyniosły jednej, prostej odpowiedzi.
Prokuratura informowała o współistnieniu zmian chorobowych i pourazowych, w tym poważnego złamania kości udowej z przemieszczeniem oraz obrażeń klatki piersiowej. Nie ustalono jednoznacznej przyczyny zgonu.
Najbardziej poruszające było pytanie, dlaczego kobieta z tak poważnym urazem nie znalazła się pod odpowiednią opieką medyczną.
To właśnie ono stało się początkiem sprawy, która przez kolejne lata miała wracać na sale sądowe.
Kobieta, która miała być najbliżej. Kim była Elżbieta B.?
Przez wiele lat u boku Violetty Villas znajdowała się Elżbieta Budzyńska, występująca w postępowaniach jako Elżbieta B. Początkowo była wielbicielką piosenkarki, później zajmowała się jej zwierzętami i gospodarstwem.
Z czasem stała się osobą niezwykle ważną w codziennym życiu artystki.
Według relacji Krzysztofa Gospodarka, syna Villas, to właśnie opiekunka stopniowo zyskiwała coraz większy wpływ na sprawy jego matki. Rodzina twierdziła, że kontakt z piosenkarką stawał się coraz trudniejszy.
Sam Gospodarek mówił, że przez siedem lat nie miał kontaktu z matką i ponownie zobaczył ją dopiero podczas hospitalizacji.
Elżbieta B. przedstawiała sytuację inaczej. Utrzymywała, że przez dziesięciolecia troszczyła się o artystkę i była jej najbliższą osobą.
Po śmierci Villas te sprzeczne relacje nabrały dramatycznego znaczenia.
Prokuratura zarzuciła opiekunce nieudzielenie pomocy oraz znęcanie się nad piosenkarką. Według oskarżenia miało dochodzić między innymi do izolowania artystki od otoczenia i pozostawiania jej w trudnych warunkach.
Były to poważne zarzuty wymagające rozstrzygnięcia przez sąd.
W pierwszym postępowaniu sąd uznał Elżbietę B. za winną nieudzielenia pomocy, wymierzając jej karę dziesięciu miesięcy pozbawienia wolności. Wątek znęcania się przeszedł dalszą drogę procesową i później również zakończył się prawomocnym skazaniem.
Nie oznaczało to jednak, że sąd uznał ją za winną zabójstwa. Takiego rozstrzygnięcia nie było.
Ta różnica jest niezwykle ważna, choć w atmosferze medialnej sensacji często ginęła wśród dramatycznych nagłówków.
Osiem lat walki o prawdę. Drugi wyrok okazał się jeszcze bardziej wstrząsający
Sprawa Elżbiety B. nie zakończyła się na dziesięciu miesiącach więzienia.
30 października 2019 roku Sąd Okręgowy w Świdnicy utrzymał w mocy wyrok skazujący byłą opiekunkę na półtora roku bezwzględnego pozbawienia wolności za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad Violettą Villas.
Osiem lat po śmierci piosenkarki zapadło więc prawomocne rozstrzygnięcie dotyczące dramatycznych wydarzeń z ostatnich lat jej życia.
Wiadomość poruszyła opinię publiczną. Wcześniej przez długi czas ścierały się dwa obrazy tej samej historii: oddanej opiekunki, która twierdziła, że poświęciła artystce życie, oraz kobiety oskarżanej o wykorzystywanie zależności swojej podopiecznej.
Sąd ostatecznie potwierdził odpowiedzialność karną Elżbiety B. za znęcanie się.
Dla syna piosenkarki wyrok miał szczególne znaczenie. Krzysztof Gospodarek od lat próbował wyjaśnić okoliczności ostatniego okresu życia matki i odzyskać kontrolę nad jej dziedzictwem.
Ale nawet prawomocne orzeczenia nie mogły przywrócić tego, co zostało bezpowrotnie utracone.
Zdumiewający testament. Cały majątek miał trafić do opiekunki
Jeszcze jeden wątek sprawił, że tragedia Violetty Villas stała się przedmiotem wieloletnich sporów.
Chodziło o testament.
Z dokumentu wynikało, że artystka przekazuje swój majątek Elżbiecie B. W grę wchodziły między innymi nieruchomość w Lewinie Kłodzkim i pozostała po piosenkarce spuścizna.
Syn gwiazdy zakwestionował jednak ważność testamentu.
W postępowaniu spadkowym istotną rolę odegrały opinie biegłych dotyczące stanu świadomości artystki w chwili sporządzania dokumentu. Ostatecznie testament został unieważniony, a spadkobiercą uznano Krzysztofa Gospodarka.
Można sobie wyobrazić, jak wielkie emocje towarzyszyły tej sprawie. Rodzina nie tylko przeżywała żałobę, lecz musiała także walczyć o rodzinny dom, pamiątki i dorobek jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich piosenkarek.
Dla Gospodarka stawką nie był wyłącznie majątek materialny.
Chodziło również o fotografie, nagrania, dokumenty, sceniczne suknie i świadectwa kariery, która zaczęła się w Polsce, a później zaprowadziła jego matkę na najbardziej prestiżowe sceny świata.
Według relacji syna po śmierci artystki w domu brakowało wielu przedmiotów dokumentujących jej karierę. Nie udało się jednak publicznie wyjaśnić losów wszystkich zaginionych pamiątek.
To kolejna część historii Violetty Villas, w której pozostają pytania bez pewnej odpowiedzi.
Las Vegas, wielkie pieniądze i międzynarodowa sława. Kim była kobieta, która zakończyła życie w Lewinie?
Aby zrozumieć rozmiar tej tragedii, trzeba wrócić do czasów, gdy nazwisko Violetta Villas było symbolem ogromnego talentu.
Urodzona w Belgii Czesława Cieślak wychowywała się później w Polsce. Od najmłodszych lat interesowała się muzyką i uczyła gry na instrumentach.
Jej głos był niezwykły. W biografiach artystki podkreślano wyjątkowo szeroką skalę wokalną, sięgającą według często przytaczanych opisów czterech oktaw.
Potrafiła wykonywać zarówno przeboje estradowe, jak i utwory operowe oraz operetkowe.
Przełom nastąpił na początku lat sześćdziesiątych. Sukcesy na festiwalach otworzyły jej drogę do międzynarodowej publiczności.
Wkrótce zainteresowali się nią zagraniczni impresariowie.
W 1966 roku trafiła do Las Vegas, gdzie występowała w słynnej rewii „Casino de Paris” w hotelu Dunes.
Dla artystki pochodzącej z komunistycznej Polski było to osiągnięcie niemal niewyobrażalne. W amerykańskim świecie rozrywki, kojarzonym z Frankiem Sinatrą i innymi wielkimi gwiazdami, polska piosenkarka budowała własną pozycję.
Śpiewała w wielu językach, zachwycała scenicznym rozmachem i przyciągała uwagę publiczności.
Według relacji biograficznych otrzymała propozycję wieloletniego kontraktu w Las Vegas.
Nie zdecydowała się jednak na pozostanie w Ameryce.
Powróciła do Polski, między innymi z powodu choroby matki. W realiach PRL ponowny wyjazd i swobodne kontynuowanie kariery zagranicznej nie były proste.
Czy gdyby została w Stanach Zjednoczonych, jej życie potoczyłoby się inaczej?
Nie sposób tego rozstrzygnąć.
Jedno jest pewne: miała talent pozwalający jej marzyć o światowej karierze. A jednak wiele lat później jej nazwisko zaczęto kojarzyć nie tylko z muzyką, ale także z dramatycznymi doniesieniami o warunkach życia.
Setki zwierząt, zaniedbany dom i alarmujące sygnały
Violetta Villas od lat słynęła z miłości do zwierząt.
Przygarniała psy, koty i inne potrzebujące opieki stworzenia. Z czasem jej dom w Lewinie Kłodzkim zaczął przypominać rozrastające się prywatne przytulisko.
Według relacji osób zaangażowanych w pomoc zwierzętom na posesji przebywało w pewnym okresie nawet kilkaset zwierząt.
Tak ogromna liczba wymagała pieniędzy, opieki weterynaryjnej, odpowiednich warunków sanitarnych i codziennej pracy.
Sytuacja stopniowo stawała się coraz trudniejsza.
Pojawiały się doniesienia o zaniedbaniu gospodarstwa, problemach z wyżywieniem zwierząt i pogarszającym się stanie zdrowia samej właścicielki.
Już w 2006 roku konieczna okazała się poważna interwencja. Artystka trafiła do szpitala w Stroniu Śląskim.
Był to moment, w którym jej problemy przestały być wyłącznie prywatną sprawą.
Zainteresowali się nimi dziennikarze, przedstawiciele lokalnych instytucji oraz organizacje zajmujące się ochroną zwierząt.
Podejmowano próby znalezienia rozwiązania.
Jednak Villas była silnie przywiązana do swoich podopiecznych. Według ówczesnych relacji zdarzało się, że nie zgadzała się na planowane przekazanie zwierząt do innych placówek.
Jej dramat nie sprowadzał się więc do jednej decyzji czy działania jednej osoby.
Była to skomplikowana sytuacja, w której miłość do zwierząt, pogarszające się zdrowie, problemy organizacyjne oraz relacje z otoczeniem splatały się przez lata.
Ostatni wielki występ. Dziesięć miesięcy później już nie żyła
W lutym 2011 roku Violetta Villas uczestniczyła w jubileuszu 50-lecia pracy artystycznej w Kielcach.
Były kwiaty, wspomnienia, muzyka i wyrazy uznania.
Wydarzenie przypomniało Polakom, jak wielką rolę odegrała w historii rodzimej estrady.
Została uhonorowana medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Publiczność widziała legendę.
Niewielu obserwatorów mogło w pełni zdawać sobie sprawę z tego, jak trudne były jej codzienne warunki życia.
Dziesięć miesięcy później przyszła wiadomość o śmierci.
Wtedy wspomnienia z Las Vegas, festiwali i telewizyjnych występów ustąpiły miejsca informacjom o śledztwie, sekcji zwłok i konfliktach dotyczących ostatnich lat życia piosenkarki.
19 grudnia 2011 roku Violetta Villas została pochowana na warszawskich Powązkach.
Żegnano artystkę, której głos przez dziesięciolecia wzruszał słuchaczy.
Ale dla jej rodziny i osób próbujących wyjaśnić tragedię był to dopiero początek wieloletniej drogi.
Najbardziej bolesne pytanie: dlaczego pomoc nie przyszła wcześniej?
Historia Violetty Villas jest wstrząsająca nie tylko z powodu sądowych wyroków.
Porusza również dlatego, że sygnały o jej problemach pojawiały się na długo przed grudniem 2011 roku.
Były publikacje prasowe, relacje świadków, interwencje dotyczące zwierząt i hospitalizacja.
A jednak nie udało się zapewnić artystce takich warunków życia i opieki, które uchroniłyby ją przed dramatycznym finałem.
Nie znaczy to, że każda osoba obserwująca jej sytuację ponosi odpowiedzialność prawną. Takiego wniosku nie można wyciągnąć z dostępnych informacji.
Pozostaje jednak trudne pytanie o granice społecznej obojętności.
Jak pomagać człowiekowi, który odmawia pomocy? Jak chronić osobę starszą i zależną od innych, nie odbierając jej prawa do decydowania o własnym życiu? I jak rozpoznać moment, w którym troska deklarowana przez najbliższe otoczenie nie wystarcza?
To pytania znacznie szersze niż historia jednej piosenkarki.
Violetta Villas zostawiła po sobie setki nagrań, niezapomniane interpretacje i wspomnienia występów, które na zawsze zapisały się w historii polskiej muzyki.
Zostawiła również opowieść o samotności, zaufaniu i cenie, jaką czasem płaci człowiek, gdy jego świat zaczyna ograniczać się do jednego domu.
Jej głosu nie udało się uciszyć. Nagrania przetrwały, choć ostatnie lata życia artystki naznaczone były cierpieniem i sądowymi sporami. I właśnie dlatego historia Violetty Villas nadal wywołuje tak wielkie emocje: przypomina, że nawet największa sława nie gwarantuje bezpieczeństwa, bliskości ani godnej starości.
A wy jak uważacie — czy dramatowi Violetty Villas można było zapobiec, gdyby odpowiednia pomoc pojawiła się kilka lat wcześniej?