Wilhelmi i Dymny zamienili życie swoich żon w PIEKŁO, a za zamkniętymi drzwiami mieszkań legend PRL rozgrywał się dramat, o którym latami milczano.
Polska kinematografia okresu PRL zbudowała wokół swoich największych amantów i artystów niemal pomnikowy kult, w którym ekranowa charyzma, błyskotliwy dowcip oraz nienaganne maniery stanowiły gwarancję społecznego uwielbienia. Kiedy jednak gasły kamery, a idole tłumów wracali do swoich mieszkań, eleganccy dżentelmeni nierzadko przeobrażali się w bezwzględnych domowych tyranów, fundując swoim partnerkom lata upokorzeń, strachu i fizycznego cierpienia. Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów takiego podwójnego życia była historia Marii Probosz, zjawiskowej aktorki, która w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym roku na planie filmu Powrót wabiszczura poznała charakterystycznego odtwórcę ról drugoplanowych, Czesława Nogackiego. Sześć lat spędzonych u boku chorobliwie zazdrosnego partnera zamieniło jej codzienność w regularną gehennę. Nogacki nie tylko wszczynał awantury na planach zdjęciowych, skutecznie odstraszając producentów i niszcząc jej karierę, ale dopuszczał się także brutalnych pobić, po których zmasakrowana twarz aktorki uniemożliwiała jej normalne wyjście z domu. Zrozpaczona kobieta sama zaczęła szukać ucieczki w alkoholu, a z toksycznego matni wyrwał ją dopiero przyjaciel z dzieciństwa i późniejszy mąż, Andrzej Hasik. Równie dramatyczne chwile za zamkniętymi drzwiami przeżywała młodziutka Anna Dymna, która związała się z legendą krakowskiej Piwnicy pod Baranami, Wiesławem Dymnym. Choć kochała go bezgranicznie, ich wspólne życie aż do nagłej śmierci artysty w lutym tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego ósmego roku było naznaczone wielodniowymi ciągami alkoholowymi, zdemolowanym mieszkaniem i wybuchami dzikiej agresji. Jeszcze przed ślubem podczas jednej z kłótni Dymny uderzył ją tak mocno, że podbił jej oko, a jego wcześniejsza partnerka Barbara Nawratowicz wspominała nawet atak ciężką popielniczką w napadzie pijackiej zazdrości.

Domowy koszmar w rodzinach wybitnych twórców nie zawsze jednak potrzebował pięści, gdyż równie skutecznie potrafiły niszczyć wieloletnie uzależnienia, nocne ucieczki oraz emocjonalna niedostępność. Przekonała się o tym aktorka Jolanta Zykun, która uległa czarowi starszego od siebie geniusza kabaretu i satyryka, Jerzego Dobrowolskiego. Podczas gdy na scenie i planie filmowym artysta zachowywał pełną dyscyplinę, w domu kompletnie tracił nad sobą kontrolę, znikając na całe dnie bez znaku życia lub wracając w stanie skrajnego upojenia. Zykun przez lata żyła w permanentnym napięciu, wywożąc córki do znajomych, by oszczędzić im widoku pijanego ojca, a po jego śmierci w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym ósmym roku otwarcie przyznała, że oprócz bólu poczuła przede wszystkim ogromną ulgę po latach piekła. Z bliźniaczym dramatem mierzyła się młoda aktorka Jolanta Lothe, która pod koniec lat sześćdziesiątych na planie filmu Hasło Korn zakochała się w starszym o dwanaście lat Ludwiku Paku, pamiętnym odtwórcy ról w kultowym Misiu. Mimo ostrzeżeń matki, Wandy Stanisławskiej-Lothe, początkująca gwiazda wierzyła, że jej miłość uzdrowi uzależnionego partnera, lecz po kilku latach ciągłej walki musiała kazać mu odejść, patrząc, jak były ukochany stacza się na samo dno i trafia na długotrwałe leczenie odwykowe. Podobny schemat powielił inny gigant ekranu z filmów Rejs oraz Wniebowzięci, Zdzisław Maklakiewicz. Jego pierwsza żona, Renata Firek, musiała znosić nie tylko jego wielodniowe pijackie eskapady, ale także toksyczną teściową Czesławę, z którą mieszkali i która otwarcie nastawiała syna przeciwko synowej. Po rozwodzie historia powtórzyła się w drugim małżeństwie aktora z Wiesławą Kosmalską, a córka z pierwszego związku, Marta Maklakiewicz, gorzko podsumowała po latach, że idol milionów zagrał ponad sto wybitnych ról, lecz jako mąż i ojciec poniósł całkowitą klęskę.
Kolejnym wymiarem małżeńskiego cierpienia u boku ekranowych półbogów była chroniczna niewierność, skrajny egoizm oraz psychiczna dominacja, które doprowadzały kobiety na skraj załamania nerwowego. Roman Wilhelmi, uwielbiany jako Olgierd z Czterech pancernych i psa, Nikodem Dyzma czy Stanisław Anioł z Alternatywy 4, sprowadził do Polski swoją drugą żonę, węgierską tłumaczkę Marikę Kollar. Gdy na świat przyszedł ich syn Rafał, aktor zaczął być zazdrosny o uwagę poświęcaną dziecku, a dom zamienił na nocne kluby, alkohol i kolejne romanse, przyznając po latach brutalnie, że zafundował żonie najpierw raj, a potem piekło. Po rozwodzie w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym szóstym roku Wilhelmi unikał płacenia alimentów, przez co zmuszona do sprzedaży mieszkania Marika wyjechała z synem do Wiednia, a chłopiec zobaczył ojca już tylko raz w życiu. Z seryjnych zdrad uczynił swój znak rozpoznawczy także Tadeusz Pluciński, naczelny amant PRL, który czterokrotnie stawał na ślubnym kobiercu, między innymi z Moniką Dzienisiewicz-Olbrychską oraz Jolantą Wołłejko, za każdym razem niszcząc związki niekończącymi się podbojami miłosnymi. Podobną drogą kroczył obdarzony głębokim głosem Krzysztof Chamiec, którego pierwszą żoną była Aleksandra Grzędzianka, a kolejną Joanna Jędryka. Mimo krążących w środowisku ostrzeżeń o jego agresji po alkoholu, Jędryka wyszła za niego z miłości, by wkrótce odkryć bolesną prawdę o ciągłych kłamstwach, zdradach i awanturach, które zakończyła rozwodem ku wielkiemu niedowierzaniu pewnego siebie gwiazdora. Z kolei zjawiskowa Małgorzata Braunek wpadła w psychologiczną pułapkę małżeństwa z bezkompromisowym reżyserem Andrzejem Żuławskim, za którego wyszła w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym pierwszym roku. Twórca traktował dom jak plan filmowy, wymagając od żony całkowitego podporządkowania i życia w histerycznym napięciu, co zmusiło aktorkę do ucieczki z ich synem Xawerym w połowie lat siedemdziesiątych. Tę ponurą listę zamyka wybitny autor tekstów Wojciech Młynarski, który w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym czwartym roku poślubił aktorkę Adriannę Godlewską. Kobieta poświęciła własną karierę, wychowując trójkę dzieci, Agatę, Paulinę oraz Jana Emila, i przez niemal trzy dekady dźwigała w samotności ciężar poważnych problemów zdrowotnych i emocjonalnych męża, by ostatecznie po latach psychicznego wyczerpania zostać porzuconą dla innej kobiety i sformalizować rozwód w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku.