Uncategorized

Krawczyk i Celińska prowadzili PODWÓJNE ŻYCIE, a za kulisami serialu Klan rozegrał się dramat, którego nikt nie zdołał powstrzymać.

Polski show-biznes od dziesięcioleci opiera się na doskonale wyreżyserowanym kłamstwie, w którym oklaski i błyski fleszy zagłuszają dźwięk tłuczonego szkła oraz ciche dramaty rozgrywające się w czterech ścianach. Miliony telewidzów wpuszczały do swoich domów postacie, które wydawały się uosobieniem ciepła, stabilizacji i sukcesu, nie mając pojęcia, że ich idole po zejściu z planu przegrywają walkę z własnymi demonami. Najbardziej bolesnym symbolem tego zjawiska stały się kulisy telenoweli Klan, gdzie pod płaszczykiem rodzinnej sagi dochodziło do prawdziwych tragedii. Agnieszka Kotulanka, którą cała Polska pokochała jako opanowaną i szlachetną Krystynę Lubicz, nagrodzoną nawet w dwa tysiące roku statuetką Telekamery, przez lata skrywała wyniszczającą chorobę alkoholową. Nałóg stopniowo przejmował kontrolę nad jej życiem zawodowym, zmuszając scenarzystów do nagłych zmian w tekstach, aż w końcu w dwa tysiące trzynastym roku producenci podjęli radykalną decyzję o zakończeniu współpracy. Choć koledzy z planu, tacy jak Tomasz Stockinger oraz Andrzej Grabarczyk, wspominali później jej dramatyczne próby podjęcia leczenia i powrotu do normalności, aktorka zmarła dwudziestego lutego dwa tysiące osiemnastego roku w wieku sześćdziesięciu jeden lat na skutek wylewu krwi do mózgu. W tym samym serialu jako Monika Ross występowała ikona lat osiemdziesiątych Izabela Trojanowska, która po rozpadzie swojego małżeństwa również szukała zapomnienia w kieliszku. Choć plotkarska prasa rozpisywała się o jej spóźnieniach i niedyspozycjach na planie, artystka zdołała w porę zatrzymać się nad przepaścią i odzyskać kontrolę nad karierą.

Jeszcze większy szok wywołują wyznania gwiazd, których autorytet wydawał się wręcz niepodważalny, a ich publiczny wizerunek stał w całkowitej sprzeczności z nałogiem. Stanisława Celińska, podziwiana za bezkompromisowy talent i niezwykłą siłę charakteru, przez lata funkcjonowała w szponach uzależnienia, które rujnowało jej relacje z najbliższymi. Jej córka po latach wspominała bolesne dzieciństwo, w którym musiała ukrywać zapach alkoholu i papierosów oraz radzić sobie z emocjonalną nieobecnością matki. Celińska jako jedna z pierwszych miała jednak odwagę publicznie nazwać swój stan zniewoleniem ciała, duszy i umysłu, z którego wyciągnęły ją dopiero głęboka wiara, modlitwa oraz ucieczka z Warszawy. Równie dramatyczny sekret skrywał król polskiej estrady Krzysztof Krawczyk, kojarzony z niespożytą energią i pogodą ducha. Na początku lat osiemdziesiątych, podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, wokalista eksperymentował wprawdzie z marihuaną i LSD, lecz jego największym przekleństwem okazała się niewinnie wyglądająca saszetka z lekami. Znajomy lekarz przepisywał mu środki pobudzające przed koncertami oraz silne tabletki nasenne po występach, co doprowadziło do ciężkiej lekozależności, z której wyrwała go dopiero stanowcza interwencja przyszłej żony Ewy oraz zwrot ku Bogu. Podobną walkę o odzyskanie szacunku do samej siebie stoczyła Edyta Olszówka, uchodząca za jedną z najbardziej charyzmatycznych aktorek swojego pokolenia. Jej tajemnica przestała być sprawą prywatną po głośnym incydencie na pokładzie samolotu i konflikcie ze stewardesą odmawiającą podania kolejnego trunku, a przełomem w jej terapii i wyjściu z kłamstwa okazała się dopiero lektura książki Wiktora Osiatyńskiego.

W świecie artystycznej bohemy i muzycznego buntu granica między kreacją a autodestrukcją zacierała się jeszcze szybciej, zbierając niekiedy śmiertelne żniwo. Zdzisław Maklakiewicz, kultowy odtwórca ról w filmach takich jak Rejs czy Wniebowzięci, uczynił z nocnego życia towarzyskiego swój znak rozpoznawczy, jednak za fasadą błyskotliwego humoru kryła się choroba alkoholowa, która rozbiła jego małżeństwo i zmusiła do zamieszkania z matką. Jego córka Marta Maklakiewicz przyznała po latach, że ojca znała głównie z ekranu telewizora, a genialny aktor zmarł w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym siódmym roku, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Jeszcze krócej, bo tylko trzydzieści siedem lat, trwało życie Ryszarda Riedla, legendarnego wokalisty zespołu Dżem, którego wykonania utworów List do M. czy Wehikuł czasu przeszły do historii polskiej muzyki. Charyzmatyczny muzyk przegrał wieloletnią batalię z twardymi narkotykami, które mimo licznych detoksów oddalały go od kolegów z zespołu i doprowadziły do śmierci z powodu niewydolności serca trzydziestego lipca tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego czwartego roku, krótko po tym, jak sam przestrzegał młodzież przed zgubnym wpływem używek. W szponach chemicznego zniewolenia znalazł się także symbol niezależności i współtwórca grup Kryzys, Brygada Kryzys, Izrael oraz Armia, Robert Brylewski. Na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych muzyk przez ponad dekadę był uzależniony od amfetaminy, nosząc dawkę narkotyku zawsze przy sobie dla poczucia bezpieczeństwa, aż w dwa tysiące roku dopadły go silne halucynacje i myśli samobójcze, po których własnymi siłami, poprzez stopniowe zmniejszanie dawek, zdołał wyrwać się z nałogu.

Najbardziej budujące w tej mrocznej kronice polskiego show-biznesu są jednak historie tych, którzy po dekadach upadku zdołali narodzić się na nowo, choć wcześniej nikt nie dawał im żadnych szans. Lech Dyblik, kojarzony z niezwykle wiarygodnych ról ludzi z marginesu społecznego, czerpał inspirację z własnego piekła, które zaczęło się jeszcze w pełnym przemocy domu rodzinnym, a pogłębiło w szkole teatralnej. Po kilkutygodniowych ciągach alkoholowych jego ciało drżało tak bardzo, że stanął przed wyborem między trzeźwością a śmiercią przed czterdziestką, a choć jedno wypite na bankiecie piwo kosztowało go kolejne dwa lata nałogu, ostatecznie odzyskał żonę i trzy córki. Podobną drogę przeszedł Krzysztof Antkowiak, niegdyś nastoletni idol śpiewający Zakazany owoc, którego wczesna sława pchnęła w ramiona alkoholu, narkotyków i ciężkiej autodestrukcji, zanim odnalazł ratunek w wierze. Prawdziwy cud wydarzył się również w życiu dwóch współczesnych gwiazdorów, którzy we wrześniu dwa tysiące dwudziestego szóstego roku mogą pochwalić się już dwunastoma latami pełnej abstynencji. Borys Szyc, który w dwa tysiące ósmym roku stracił prawo jazdy za jazdę pod wpływem i nie ukrywał, że zdarzało mu się pić nawet w obecności córki, zrozumiał wreszcie, że alkohol go zabije, i dziś otwarcie nazywa siebie trzeźwym alkoholikiem. Z kolei Michał Koterski, rozśmieszający widzów w filmach swojego ojca Marka Koterskiego, przez dwadzieścia lat leczył się w ośrodkach zamkniętych z uzależnienia od narkotyków, które brał od trzynastego roku życia, a dziś sam prowadzi ośrodek terapeutyczny, udowadniając, że nawet z najgłębszego dna można wspiąć się na sam szczyt.

Disclaimer: This story is fictional and created for entertainment purposes only. Any names, characters, places, or events are fictitious or used fictitiously. No real person or organization is intended to be portrayed.

You Might Also Enjoy