Niewzruszony dowódca. Jak Potocki zachował zimną krew? Historia Polski | Tatarzy | Horda
Drugiego dnia bitwy podhajcami tatarzy zrobili niemal wszystko, czego potrzebowali do zwycięstwa. Ominęli polski front, przeszli przez lasy i jar, uderzyli od tyłu, a następnie rozbili część trzeciego rzutu wojsk koronnych. Przed nimi otworzył się słabo broniony obóz i realna szansa na rozbicie całego ugrupowania.
Wtedy natarcie straciło impet, bo część Ordy rzuciła się na plądrowanie obozu. Czy właśnie ten błąd uratował armię Rzeczypospolitej przed klęską? Sprawdźmy, co naprawdę wydarzyło się podhajcami. >> [muzyka] >> Ah We wrześniu 1698 roku wojna Rzeczypospolitej z Imperium Osmańskim trwała już od wielu lat, lecz Turcja nie miała siły zaczepnej z czasów
odsieczy wiedeńskiej. Klęska pod Zentą w 1697 roku poniesiona z rąk armii księcia Eugeniusza Sabackiego pokazała skalę jej osłabienia. Rosja zdobyła Azow, Austria rozszerzała panowanie na Węgrzech, a dyplomacja europejska coraz mocniej naciskała na zakończenie konfliktu. Rzeczpospolita miała jednak własny rachunek do wyrównania.
Od 1672 roku kamieniec Podolski pozostawał w rękach tureckich. Jan II Sobieski przez lata próbował odzyskać twierdzę i wzmocnić wpływy w Mołdawii, lecz bez rozstrzygnięcia. Gdy w 1697 roku na polskim tronie zasiadł elektor Saski Fryderyk August, [muzyka] czyli August II, pojawiła się nowa szansa. Król dysponował własną armią, pieniędzmi i ambicją większą niż samo odzyskanie [muzyka] kamieńca.
Wiosną 1698 roku przygotowywano wyprawę przez Mołdawię i [muzyka] Wołoszczyznę. Armia polsko-saska miała przekroczyć Dniestr, operować między Dniestrem a Prutem i przesunąć działania ku dolnemu Dunajowi. W planach pojawiały się Jassy, Brajła i Białogród. Sukces mógł dać Rzeczypospolitej odzyskanie Podola, a Augustowi II osobisty kapitał polityczny i dynastyczny. Problemem była logistyka.
Generał Trautmansdorf ostrzegał [muzyka] przed złymi drogami, trudnościami z żeglugą. i możliwością przecięcia dostaw przez Tatarów. Lato mijało, koncentracja wojsk się opóźniała, a magazyny nie były przygotowane na długą ofensywę. Równocześnie zmieniała się sytuacja międzynarodowa. Austria potrzebowała pokoju na wschodzie, a w sierpniu August II [muzyka] spotkał się w Rawie ruskiej z Piotrem i obaj coraz wyraźniej patrzyli na północ ku Szwecji.
Wielka wyprawa mołdawska [muzyka] traciła polityczny sens. Porta wiedziała o polsko-saskich przygotowaniach. Kamieniec zaopatrzono i wzmocniono, a następnie skierowano do działań tatarów [muzyka] krymskich i budziackich. Mieli uderzyć szybko, spustoszyć pogranicze, zakłócić koncentrację przeciwnika i odciągnąć go od kamieńca.

Kampania, [muzyka] która miała być ofensywą Augusta II, zaczynała się więc od obrony własnego [muzyka] terytorium. Na papierze przewaga Rzeczypospolitej i Saksonii wyglądała imponująco. Korona zmobilizowała około 24000 żołnierzy, Litwa około 7000, [muzyka] a realna liczebność armii saskiej w rejonie Lwowa wynosiła co najmniej 20 000.
Były to jednak siły rozproszone. Pod koniec sierpnia większość oddziałów koronnych dopiero ściągała do obozów. Litwini nie dotarli na teatr działań, a Sasi pozostawali pod Lwowem. Saksonia wystawiła silną piechotę, jazdę i artylerię, lecz armia cierpiała na dezercje oraz braki aprowizacyjne. Z 63 planowanych dział pod Lwów dotarło początkowo tylko 28.
Część sprzętu utknęła w Jarosławiu. Była to duża siła, ale znajdowała się daleko od miejsca, gdzie za kilka dni miała rozstrzygnąć się sytuacja. Przeciwnik działał inaczej. Starsze relacje podawały 30, 40, [muzyka] 60, a nawet 80 000 tatarów. Janusz [muzyka] Wojtasik analizując realne możliwości hanatu krymskiego ocenia wyprawę na około 12 do 15 000 [muzyka] ludzi.
w tym ordę budziacką i kilkuset segbanów. 2000 janczarów, które przybyły [muzyka] wraz z wyprawą pozostawiono dla wzmocnienia kamieńca. Po doprowadzeniu posiłków i zapasów do twierdzy główne siły ruszyły na Wołyń. Początkowo Orda maszerowała zwartą kolumną i nie rozpuszczała czambułów, aby utrzymać kierunek marszu w tajemnicy. [muzyka] Dopiero w rejonie Oleksińca wysłano silne zagony rozpoznawcze i łupieszcze.
Część dotarła aż w okolice Lwowa. Ich meldunki miały duże znaczenie. Kapłan Gire wiedział już, że pod Lwowem stoją Sasi. Natomiast znacznie słabsze wojska koronne są rozdzielone i dopiero się koncentrują. dowodził kapłan Girej Kauga, czyli pierwszy następca Hana Krymskiego. Jego atutem była mobilność.
Na jednego ordyńca przypadało kilka koni, [muzyka] dzięki czemu tatarzy mogli wykonywać długie marsze, zmieniać wierzchowce i szybko przerzucać całe zgrupowania. Gdy kapłan Gire dowiedział się, że niewielkie siły koronne stoją pod monasterzyskami, postanowił uderzyć przed ich połączeniem z resztą armii. Po stronie polskiej najważniejszą postacią stał się hetman polny koronny Feliks Kazimierz, zwany [muzyka] Szczęsnym, Potocki.
Hetman wielki Stanisław Jabłonowski pozostawał przy królu, więc Potocki musiał improwizować obronę na podstawie niepełnych meldunków. 7 września wiedział już, że silna Orda idzie w stronę jego wojsk. Prosił Stanisława Szczukę, by król jak najprędzej pospieszył z wojskiem. Na Sasów nie można było jednak czekać. Potocki musiał wybrać miejsce, w którym kilka tysięcy ludzi będzie mogło przetrwać uderzenie znacznie ruchliwszego przeciwnika.
Wybrał Podhajce. Podchajce nadawały się do obrony lepiej niż monasterzyska. Miasto leżało w obniżeniu otoczonym wyżynami. Od wschodu ciągnął się koropiec tworzący mokradła i duże stawy. Od zachodu rosły zwarte lasy, a wzdłuż ich skraju płynął strumień w głębokim jarze. Przepraw było niewiele. Miasto miało mury, wieże i palisady, a zaniedbany zamek nadal posiadał działa i kontrolował ważne przejście.
Potocki znał też doświadczenie z 1667 roku. Wtedy Jan Sobieski, jeszcze jako hetman, wykorzystał ten sam teren, piechotę, artylerię i umocnienia, by odeprzeć liczniejszego przeciwnika. Trzy dekady później Potocki miał więcej jazdy, ale znacznie mniej piechoty, [muzyka] czyli tej części armii, która najlepiej zamykała wąskie podejścia ogniem.
Zanim nadeszły główne siły z monasterzysk, w Podhajcach było około 1080 regularnych żołnierzy, mniej więcej 760 [muzyka] kawalerzystów i 320 piechurów. Po doliczeniu prywatnych strzelców, kozaków [muzyka] i miejscowych chłopów obrońców mogło być ponad 2000. Na południu stało około 6000 ludzi Nikodema Żabokliciego, głównie jazdy z 12 działami.
Obie grupy musiały się połączyć. Kapłan Girej dostrzegł szansę. Jeżeli zdobędzie Podchajce i rozbije oddział Potockiego, a osobną grupą zatrzyma Żaboklickiego, wojska koronne zostaną pobite [muzyka] kolejno. Około 8000 ludzi skierował na miasto, około 4000 [muzyka] przeciw kolumnie idącej z monasterzysk. Plan był groźny, lecz teren działał w obie strony.
Żaboklicki maszerował wąską, błotnistą doliną między koropcem i lasem. Utrudniała ona ruch polskiej kolumny, ale ograniczała też manewr tatarskiej jazdy. Tabor, piechota i działa [muzyka] tworzyły ruchomą osłonę. Podchajce również nie były dobrym celem dla kawalerii. Atak przez groble pod ogniem dział odbierał Ordzie przewagę liczebną.
8 września miało się okazać, [muzyka] kto lepiej wykorzysta te warunki. Po świcie 8 września Żaboklicki opuścił monasterzyska. wybrał trudniejszą drogę osłoniętą koropcem. Z przodu szła lekka jazda pod dowództwem cześnika koronnego Jana Sobieskiego, dalekiego krewnego zmarłego króla.
Za nią posuwał się tabor z piechotą i dragonią, zabezpieczany działami. Straż tylna miała powstrzymywać pościg. Kapłan Gire wysłał przeciw tej kolumnie około 4000 ludzi, [muzyka] a sam ruszył na Podhajce. Potocki piechotą obsadził stare miasto, pancernymi zachajce, [muzyka] lekką jazdą przeprawę przy zamku. Niewielki odwód tworzyły między innymi Husaria Michała Potockiego, Arkabuzeria i Pancerni.
Po południu tatarska straż przednia zaatakowała przeprawę przy zamku. Lekka jazda polska została odepchnięta, a tatarzy weszli na groble. Tam liczebność straciła [muzyka] część znaczenia. Działa zamkowe mogły razić nacierających na wąskim odcinku. Ogień zatrzymał atak, a szarża odwodu Michała Potockiego [muzyka] pomogła odzyskać kontrolę nad przeprawą.
Kapłan Girej uderzał następnie na stare miasto i zahajce. Na północnym skraju przedmieścia tatarzy zdołali się wedrzeć i wziąć około 100 chłopów do niewoli. Kryzys opanowały trzy chorągwie pancerne przysłane z nadciągającej straży przedniej Żaboklickiego. Równocześnie druga grupa tatarska naciskała na polską kolumnę marszową.
Sytuacja była niebezpieczna, bo wozy i oddziały rozciągały się na wiele kilometrów. Tatarzy nie potrafili jednak rozwinąć pełnej przewagi. Błoto, las, rzeka i tabor [muzyka] zwężały pole działania, a straż tylna otrzymała wsparcie dział i części jazdy. Przed zmrokiem Żaboklicki dotarł w rejon Podajec.
Pierwszy cel kapłan Gireja nie został osiągnięty. Nie zdobył miasta, nie rozbił Potockiego i nie powstrzymał połączenia polskich sił. Wieczorem zrozumiał też, że frontalne atakowanie umocnionych punktów pod ogniem broni palnej nie daje mu przewagi. Polacy mogli uznać pierwszy dzień za udany. Problem w tym, że tatarzy poznali już ich pozycję, a w nocy obie strony przygotowały nowe plany.
W zamku obradowali Szczęsny Potocki, Nikodem Żaboklicki i Krzysztof Skarbek. Po połączeniu oddziałów mieli około 6000 regularnych żołnierzy, nieco ponad 1000 piechoty i 16 lekkich dział. Większość armii stanowiła jazda. Meldunki mówiły o dziesiątkach tysięcy tatarów, lecz doświadczeni dowódcy wiedzieli, że te liczby są przesadzone.
Nawet realna przewaga Ordy pozostawała jednak znaczna. Żaboklicki i skarbek chcieli wykorzystać rozwiązanie Jana Sobieskiego z 1667 roku. Oprzeć obronę na szańcach, piechocie i artylerii, a ja zachować do kontrataku. Potocki wybrał inny wariant. W obawie o miasto i własne dobra większość piechoty oraz spieszonej arkabuzerii pozostawił przy przedmieściach.
Główne pole bitwy miała utrzymać kawaleria. 2 km na północ od miasta ustawiono trzy rzuty. W pierwszym znalazło się około 1470 [muzyka] pancernych, niewielka grupa piechoty i sześć [muzyka] dział. Drugi tworzyło około 1700 husarzy z kolejną baterią. Trzeci liczył około 1270 [muzyka] pancernych i cztery działa. Za nimi znajdował się obóz z dobytkiem, chroniony głównie przez czelać.
Potocki [muzyka] rozdzielił więc swoją niewielką piechotę między przedmieścia i pole bitwy, zamiast stworzyć z niej mocną zaporę na najbardziej zagrożonym odcinku. W pierwszym dniu decyzja o ochronie miasta miała uzasadnienie. Drugiego dnia, kiedy całe wojsko stało [muzyka] już pod Podhajcami, stała się znacznie bardziej ryzykowna.
Szyk opierał się na założeniu, że główne uderzenie przyjdzie od północy. [muzyka] Dowódcy uznali lasy, jar i strumień od południowego zachodu za [muzyka] przeszkody niemal wykluczające większy manewr tatarski. Między lewym skrzydłem trzeciego rzutu a miastem pozostała więc luka, której nie zamknięto szańcami [muzyka] ani silną piechotą.
Kapłan Gire zaplanował uderzenie właśnie tam. Dwie grupy miały związać Polaków od północy. Trzecia, ta sama, która dzień wcześniej atakowała kolumnę Żaboklickiego, pozostała w lasach na południe od miasta. Jej zadaniem było wejście na tyły. 9 września, około południa kapłan Gire prowadził przed polskim frontem około 5000 ludzi, a Kazi Girej około 2000.
Około 4000 pozostawało niewidocznych. Frontalne natarcie natrafiło na ogień dział i muszkietów. Jan Sobieski rzucił do kontrataku około 630 kawalerzystów. Walczyli pod górę przeciw wielokrotnie liczniejszemu przeciwnikowi [muzyka] i po dłuższym starciu musieli się cofnąć. Ale Tatarzy ponownie znaleźli się pod ogniem polskiej piechoty i artylerii.
Z polskiej perspektywy front wytrzymywał, jednak prawdziwe uderzenie miało dopiero [muzyka] nadejść. Ukryta w lasach grupa tatarska ruszyła, gdy uwaga polskich dowódców [muzyka] była skupiona na walce od północy. Ordyńcy przeszli teren uznany przez Potockiego za bardzo trudny do sforsowania.
przekroczyli strumień [muzyka] i pojawili się za lewym skrzydłem trzeciego rzutu. Stało tam około 640 kawalerzystów ze skwadronów Michała Liniewskiego, Stanisława Stamirowskiego i Michała Potockiego. Nie byli przygotowani na uderzenie z [muzyka] tej strony. Tatarzy zaatakowali z przewagą i szybko rozbili część ugrupowania.
Otworzyła się droga do obozu, a dalej na tyły pozostałych polskich linii. To był najgroźniejszy moment bitwy. Gdyby atak był prowadzony dalej w zwartym ugrupowaniu, Tatarzy mogli naciskać od tyłu. W chwili, gdy kapłan Gire wiązał Polaków od frontu. Potocki nie miał przygotowanej silnej linii między obozem a miastem. Piechota, która mogła zamknąć wyłom ogniem, stała przy przedmieściach.
Wtedy tatarski plan zaczął się rozpadać. Znaczna część jeźdźców po wtargnięciu do słabo bronionego obozu przerwała pościg i zajęła się plądrowaniem. Zamiast pogłębiać wyłom, rozproszyła się między wozami i namiotami. Zdobycz była jednym z podstawowych celów tatarskich wypraw, więc nie był to niezrozumiały kaprys. Na poziomie [muzyka] taktycznym decyzja okazała się jednak fatalna.
dawała przeciwnikowi [muzyka] czas. Janusz Wojtasik właśnie tutaj lokuje przełom starcia. Polskie oddziały mogły otrząsnąć się po zaskoczeniu i przegrupować. Potocki skierował do kontrataku dotąd niezaangażowane prawe skrzydło trzeciego rzutu. Około 640 [muzyka] ludzi w 12 chorągwiach. Wracali też żołnierze rozbitych skwadronów.
Do obrony obozu włączyła się czelać, a kontratak wspierała artyleria. Tatarzy, którzy jeszcze przed chwilą mieli przewagę na tyłach polskiego szyku, znaleźli się między wozami wobec przeciwnika odzyskującego organizację. Nie zdołali ponownie zebrać siły potrzebnej do wykorzystania wyłomu i zostali wyparci z obozu.
Czy armię koronną uratowała wyłącznie chciwość przeciwnika? Nie. Bez odporności pierwszych linii, artylerii zatrzymującej [muzyka] frontalne ataki i odwodów zdolnych do kontrataku, przerwanie tatarskiego natarcia mogłoby nie wystarczyć. Jednak plądrowanie obozu stworzyło Polakom możliwość odzyskania [muzyka] inicjatywy w chwili, gdy ich położenie było najgorsze.
Potocki popełnił poważny błąd, źle oceniając możliwość obejścia. Kapłan [muzyka] Gire ten błąd rozpoznał i niemal wykorzystał. zabrakło mu konsekwencji dokładnie wtedy, gdy jego plan zaczął działać. Po wyparciu Tatarów z obozu walki zaczęły wygasać. Kapłan Gire nie podjął kolejnej próby przełamania pozycji. Orda wycofała się w stronę Kozowej, [muzyka] po drodze paląc mu żyłów.
Potocki nie ruszył w pościg, obawiał się zasadzki i przez noc utrzymywał wojsko w gotowości. Dopiero rankiem 10 września podjazdy potwierdziły odejście [muzyka] przeciwnika. Na pierwszy rzut oka pasuje to do obrazu polskiego zwycięstwa. Tatarzy nie zdobyli pod hajec, nie rozbili wojska koronnego i opuścili pole walki.
Władysław Konopczyński określał starcie jako ostatnie zwycięstwo Szczęsnego Potockiego nad Tatarami. Szczegółowa rekonstrukcja Janusza Wojtasika prowadzi do ostrożniejszej oceny. Badacz nazywa dwudniową bitwę nierozstrzygniętą. 8 września Polacy lepiej wykorzystali teren i błędy przeciwnika. 9 września kapłan Gire odnalazł słaby punkt szyku.
wprowadził na tyły silną grupę i stworzył sobie realną możliwość rozbicia części armii. Potocki [muzyka] nie przewidział kierunku głównego uderzenia. Nie da się też wiarygodnie podać jednej liczby strat. Relacje rozchodzą się od kilkudziesięciu poległych po stronie polskiej do kilkuset, a w przypadku Tatarów od około 200 do kilku tysięcy.
Tak szeroki rozrzut nie pozwala wybierać najbardziej efektownej wartości. Wiadomo natomiast, że szczególnie ciężkie walki toczyły się przy odbijaniu obozu. Trzeba również spojrzeć na cele obu stron. Potocki miał ocalić wojsko, utrzymać podajce i nie dopuścić do rozbicia sił koronnych przed nadejściem reszty armii. To osiągnął. Kapłan Gire.
Miał zakłócić koncentrację przeciwnika, spustoszyć pogranicze i odciągnąć uwagę od kamieńca. Po odejściu spod Podhajec jego czambuły nadal działały na podolu i pokuciu, zdobywając łupy i jasyr. Z jego perspektywy wyprawa nie kończyła się więc całkowitym niepowodzeniem. Podchajce były raczej skuteczną obroną przed katastrofą niż klasycznym rozbiciem przeciwnika.
Polacy utrzymali pozycję. Tatarzy stracili szansę na większy sukces. Żadna ze stron nie rozbiła jednak głównych sił przeciwnika. Najbardziej gorzki paradoks ujawnił się po bitwie. Gdy kilka tysięcy żołnierzy koronnych walczyło podhajcami, około 20 000 armia Saska dopiero maszerowała ze Lwowa.
[muzyka] W ciągu pi dni przebyła zaledwie około 45 km. August II ruszył do wojska po otrzymaniu wiadomości o walkach. W liście do Stanisława Jabłonowskiego tłumaczył, że po meldunku o tatarskich natarciach porwaliśmy się co tchu do wojska naszego. Gdy król zbliżył się do rejonu działań, było już po wszystkim. Po podhajcach wojska korony, Litwy i Saksonii mogły wreszcie zebrać [muzyka] siły znacznie większe niż te, które walczyły 8 i 9 września.
Hetmani chcieli maszerować na kamieniec albo przynajmniej zablokować twierdzę na czas rokowań pokojowych. August II coraz mniej chciał kontynuować [muzyka] kampanię. Wskazywał jesienną pogodę, braki żywności, brak ciężkiej artylerii i napiętą sytuację na Litwie. Rada Senatu w Brzeżanach zgodziła się na przerwanie większej ofensywy.
Planowano jeszcze 10 korpus polsko-saski do blokady Kamieńca, ale projekt upadł. Stosunki między królem Sasami i wojskiem koronnym gwałtownie się pogarszały. Pod koniec września w rejonie Brzeżan niewiele brakowało, by zamiast wspólnej walki [muzyka] przeciw Turkom doszło do starcia Polaków z Sasami. Kampania przygotowywana z rozmachem zakończyła się bez wielkiego sukcesu operacyjnego.
Jej najważniejszym starciem pozostała bitwa stoczona przez część armii bez udziału króla, bez głównych sił saskich [muzyka] i bez hetmana wielkiego koronnego. 26 stycznia 1699 roku [muzyka] podpisano pokój w Karłowicach. Rzeczpospolita odzyskała podole [muzyka] z kamieńcem i ziemie utracone na rzecz Turcji.
Główny cel polityczny osiągnięto więc nie dzięki rozstrzygającej kampanii Augusta II, [muzyka] lecz w wyniku ogólnego osłabienia imperium Osmańskiego, [muzyka] sukcesów całej Ligi Świętej i dyplomacji. Sam pokaz możliwości mobilizacyjnych Rzeczypospolitej mógł wzmacniać pozycję jej posła w rokowaniach, ale nie zmienia faktu, że wielka ofensywa planowana na 1698 [muzyka] rok nie doszła do skutku.
Dlaczego zatem wojsko koronne uniknęło klęski podhajcami? Słożyło się na to kilka elementów. właściwie wybrane [muzyka] miejsce obrony, ogień artylerii i piechoty, odporność oddziałów w pierwszym dniu oraz zachowanie odwodu zdolnego do kontrataku. W decydującej chwili pomógł [muzyka] też błąd przeciwnika.
Tatarzy znaleźli drogę na tyły, [muzyka] lecz część z nich zatrzymała się przy obozie i rozproszyła w poszukiwaniu [muzyka] łupów. Polacy wykorzystali tę przerwę. Dlatego Podhajce trudno sprowadzić do jednego słowa: zwycięstwo. Była to przede wszystkim skuteczna obrona przed groźniejszym scenariuszem, rozbiciem nie w pełni skoncentrowanej armii koronnej.
Starcie pokazało zarazem, że dobry teren i odwaga żołnierzy nie zastępują zabezpieczenia tyłów, rozpoznania [muzyka] i konsekwencji w dowodzeniu. A jak wy oceniacie Podhajce jako polskie zwycięstwo? nierozstrzygniętą bitwę czy przede wszystkim klęskę, której udało się uniknąć.