Uncategorized

Mroczna historia sióstr Monteiro – Uwiodły i zabiły ponad 80 podróżnych 1901, Baden Baden

Zanim rozpoczniemy tę mroczną opowieść z Baden Baden, chciałbym wiedzieć, z którego zakątka świata nas słuchasz. Czy jesteś w domu, może w drodze do pracy, a może przemierzasz nocne ulice swojego miasta. Ta historia przeniesie cię do mglistych wzgórz Schwarzwaldu, gdzie luksusowy pensjonat skrywał najciemniejsze sekrety.

Jeśli lubisz prawdziwe historie kryminalne pełne tajemnic i zwrotów akcji, zostań z nami i nie zapomnij subskrybować kanału. Podobnie jak goście sióstr Monteiro, którzy przekroczyli próg ich pensjonatu. Może już nigdy stąd nie wyjdziesz, ale w przeciwieństwie do nich, ty będziesz bezpieczny. Lato 1901 roku spowijało Baden Baden ciepłym, [muzyka] wilgotnym powietrzem.

Eleganckie miasto uzdrowiskowe w sercu Schwarzwaldu tętniło życiem. Arystokraci z całej Europy przybywali tu, aby skorzystać z leczniczych właściwości termalnych źródeł. Ulice wypełniały się powozami, a kawiarnie brzęczały od rozmów w kilku językach. Jednak kilka kilometrów od centrum, gdzie asfaltowe drogi ustępowały miejsca kamienistym ścieżkom, a cywilizacja ginęła w mroku drzew, stał samotny pensjonat.

Willa Waltaten, tak nazywała się posiadłość, była imponującym trzypiętrowym budynkiem w stylu bawarskim, z ciemnymi belkami krzyżującymi się na białych ścianach. Okna ozdobione były rzeźbionymi okiennicami, a przed głównym wejściem rosły kwitnące [muzyka] hortensje. Wszystko wyglądało spokojnie i przyjaźnie, jak z pocztówki z niemieckich Alpi.

Klara Monteiro stała przy oknie salonu na pierwszym piętrze, obserwując wąską drogę wijącą się przez las. Miała 32 lata, ale wyglądała młodziej. Jej oliwkowa cera, dziedzictwo portugalskich korzeni, kontrastowała z jasnoniebieskimi oczami, które odziedziczyła po niemieckiej matce. Długie kasztanowe włosy splatała zawsze w elegancki kok, a jej ruchy były pełne gracji, jakby każdy gest był starannie wyćwiczony. Amelie, on już jedzie.

Powiedziała cicho, nie odrywając wzroku od okna. Jej młodsza siostra podeszła z kuchni, wycierając ręce w fartuch. Ameli była bardziej drobna, z delikatniejszymi rysami, ale w jej ciemnych oczach płonął ten sam niepokojący blask, co u siostry. Miała 28 lat i mówiła z lekkim akcentem, [muzyka] który goście zawsze uważali za czarujący.

Mieszanka portugalskiego śpiewu z niemiecką precyzją. Her Fiser spytała dołączając do siostry przy oknie. Tak punktualny jak zawsze. Przez las zbliżał się powóz ciągnięty przez dwa konie. Na kozłach siedział stary woźnica Hans Fiser, który dwa razy w tygodniu przywoził im gości z dworca kolejowego. Mężczyzna współpracował z siostrami od trzech lat i nigdy nie zadawał niepotrzebnych pytań.

Za odpowiednią opłatę was gotowy zapomnieć o tym, ilu pasażerów przewoził do Villa Walden i ilu z powrotem. Klara poprawiła się przed lustrem. Ciemnozielona suknia podkreślała jej figurę, a mały naszyjnik z zielonego jadeitu, pamiątka po matce, delikatnie błyszczał przy szyi. Pamiętasz, co mówił w liście? spytała Amelie, układając na stole bukiet świeżych polnych kwiatów.

Wilhelm Krüer, 45 lat, prawnik z Frankfurtu. Podróżuje sam, planuje zostać tydzień. Chcę odpocząć od [muzyka] zgiełku miasta i jak to napisał, odnaleźć spokój ducha w objęciach natury. Siostry wymieniły się spojrzeniami. Takie opisy zawsze były najbardziej obiecujące. Powóz zatrzymał się przed pensjonatem z trzaskiem kół na żwirze.

Fiser zszedł z kozła i pomógł pasażerowi wysiąść. Wilhelm Krüer był wysokim mężczyzną o arystokratycznym wyglądzie. Szpakowate włosy czesane na przedziałek, starannie przystrzyżone wąsy, elegancki garnitur podróżny. Niósł skórzaną walizkę i laskę z rzeźbioną rączką. Klara otworzyła drzwi jeszcze zanim zdążył zapukać. Her Kruer, jakaż to przyjemność.

Powiedziała z promiennym uśmiechem, wyciągając rękę na powitanie. Jestem Klara Monteiro. Witamy w Villa Walscha. Prawnik ucałował jej dłoń w staroświecki sposób, zaskoczony jej uroczą prezencją. Pani jest bardzo uprzejma. Muszę przyznać, że po długiej podróży widok tak pięknego miejsca to prawdziwa ulga. A to moja siostra Ameli.

Klara wskazała na młodszą kobietę, która właśnie wyszła z budynku. Razem prowadzimy ten mały raj. Amelie również przywitała się z gościem, a jej cichy, melodyjny głos sprawił, że Kryger natychmiast poczuł się rozluźniony. Coś w sposobie, w jaki patrzyły na niego te dwie kobiety, sprawiało, że czuł się wyjątkowy, jakby był jedynym gościem na świecie.

Proszę, pozwólcie, że pokażę panu pokój. Powiedziała Klara, biorąc go pod ramię. Przygotowałyśmy dla pana nasze najlepsze pomieszczenie z widokiem na las, bardzo spokojne miejsce. Weszli do środka. Wnętrze pensjonatu było gustownie urządzone. Ciemne drewno, orientalne dywany, antyczne meble. W powietrzu unosił się zapach lawendy i czegoś jeszcze, czegoś słodkiego i odurżającego.

Jak państwo tu trafiły? spytał Kruger, gdy wspinali się po szerokich drewnianych schodach. To dość odludne miejsce jak na dwie młode damy. Odziedziczne po naszej ciotce. Odpowiedziała Amelie. Były żonaty z niemieckim przemysłowcem. Po jego śmierci zostałyśmy tu same, ale pokochałyśmy to miejsce. Jest tak spokojnie, tak daleko od problemów świata.

Pokój dla gości znajdował się na drugim piętrze, na końcu korytarza. Był przestronny i jasny, z dużym łóżkiem, komodą, fotelem i małym stoliczkiem przy oknie. Okno wychodziło na gęsty las, w którym słońce tworzyło złote plamy światła między liśćmi. “Obiad podajemy o 6:00” powiedziała Klara stawiając jego walizkę na stojaku.

“A teraz proszę odpocząć po podróży. Jeśli będzie pan czegoś potrzebował, wystarczy zadzwonić”. Wskazała na mały dzwonek na nocnej szafce. Kiedy zostały same, siostry zeszły na parter i zatrzymały się w kuchni. Wydaje mi się odpowiedni. Stwierdziła Amelie nalewając herbatę z białego porcelanowego dzbanuszka. Bardzo odpowiedni i bogaty.

Widziałaś ten zegarek? Złoty, prawdziwy. A ta laska? Pewnie antyk. Ile myślisz, że ma przy sobie? Wystarczająco. Prawników zawsze stać na luksus. Klara podeszła do okna kuchni, skąd widać było wejście do piwnicy. Stara kamienna klatka schodowa zakryta drewnianym pokrywem prowadziła do pomieszczenia, które oficjalnie służyło jako spiżarnia i piwnica na wino. Nieoficjalnie.

Musimy być ostrożne powiedziała cicho. To nie jest przypadkowy podróżny. Prawnik z Frankfurtu może mieć wpływy. Tym lepiej. Odparła Ameli z tajemniczym uśmiechem. Wpływowi mężczyźni mają więcej do stracenia i więcej do oferowania. Przez okno widać było, jak Fiser odjeżdża pustym powozem. Nie wróci tu przez tydzień, chyba że go zawezwą.

A nie będą. Wieczór zapadł szybko. W jadalni na parterze oświetlonej świecami i lampą naftową zasiadło do stołu troje ludzi. Wilhelm Kruger i siostry Monteiro. Na stole stało prosle, ale aromatyczne jedzenie. Pieczona kaczka z czerwoną kapustą, knedle z owocami, domowe wino. To wino własnej produkcji? Spytał Kryger degustując purpurowy płyn.

Tak, z winogron, które rosną na zboczu za pensjonatem. Odpowiedziała Klara. To stara receptura naszej ciotki. Bardzo relaksująca. Rzeczywiście wino miało niezwykły smak. Słodkawe, z nutami przypraw i czegoś, czego nie potrafił określić. Po kilku łykach poczuł przyjemny rozczulenie, a rozmowa z siostrami stała się jeszcze bardziej urzekająca.

Amelie opowiadała o życiu w portugalskiej północy, skąd pochodziły, o winnicach i oliwnych gajach, o słońcu, które wydawało się tam świecić jaśniej niż gdziekolwiek indziej. Klara dodawała szczegóły o ich podróżach po Europie, o tym jak szukały miejsca, gdzie mogłyby się osiedlić i stworzyć coś własnego. A pan Herkrüer? Spytała Amelie opierając brodę na dłoni.

Co pana sprowadza w nasze góry? Z pewnością nie tylko potrzeba odpoczynku. Prawnik przez moment wahał się. Wino uczyniło go bardziej rozmownym niż zwykle. Prawdę mówiąc, przechodzę przez trudny okres. Moja żona zmarła rok temu, a syn wyjechał do Ameryki. Zostałem sam w tym wielkim domu we Frankfurcie. Praca to jedyne, co mi pozostało, ale ostatnio czuję się strasznie samotny.

Siostry słuchały z współczuciem. Ich oczy wyrażały szczyby żal i zrozumienie. To musiało być bardzo trudne, powiedziała łagodnie Klara. Ale proszę wiedzieć, że tutaj nie jest pan sam. Dopóki zechce pan zostać, będziemy o pana dbać jako rodzinę. Te słowa wypowiedziane w ciepłym świetle świec przy akompaniamencie trzaskającego w kominku ognia i szumu lasu za oknami zabrzmiały jak najpiękniejsza muzyka.

Kruger poczuł, że pierwszy raz od miesięcy może naprawdę odpocząć. “Jesteście państwo bardzo gościnne” powiedział unosząc kieliszek. “Za panie i za to cudowne miejsce”. Wypili toast. Klara i Ameli wymieniły się krótkim spojrzeniem. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Trzeci dzień pobytu Wilhelma Krygera w Villa Walden rozpoczął się delikatnym deszczem, który bębnił w okna i nadawał całemu pensjonatowi przytulnej, intymnej atmosfery.

Prawnik obudził się późno, co było dla niego niezwykłe. Zwykle wstawał o świcie, ale tutaj sen przyszedł naturalnie i był głęboki, spokojny. Kando Bajot Adessa Junar Klara już czekała na niego w jadalni z kawą i świeżymi bułeczkami. Jak się pan czuje? Spytała z troską. Mam nadzieję, że deszcz pana nie budzi. Przeciwnie, śpię jak dziecko. Odpowiedział szczerze.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze spałem. To chyba coś w tym powietrzu górskim. A może w naszym winie? Zaśmiała się Klara. Ameli mówi, że ma ono właściwości lecznicze. Jej babcia była z nachorką w północnej Portugalii. Krüer usiadł przy stole i rozejrzał się po jadalni. Dopiero teraz w dziennym świetle zwrócił uwagę na niektóre dziwne detale.

Na ścianie wisiały stare mapy regionu, niektóre sprzed stuleci, a na kominku stały dziwne ceramiczne figurki, które wyglądały na bardzo stare. To ciekawe przedmioty. Zauważył wskazując na figurki. Och, to archeologiczne znaleziska z okolicy. Podobno ta ziemia była kiedyś świętym miejscem dla starożytnych plemion celtyckich. Czasem po deszczu można znaleźć w lesie dziwne kamienie z wyrytymi znakami.

W tej chwili do jadalni weszła Ameli, niosąc dzbanek z mlekiem. Wyglądała na zmęczoną, jakby nie spała przez całą noc. Wszystko w porządku, siostro? spytała Klara po portugalsku. Tak, tylko słyszałam dziwne odgłosy w nocy, jakby ktoś chodził po piwnicy. Krüger nie rozumiał portugalskiego, ale wyczuł napięcie w głosie Amelie.

Czy to coś ważnego? Spytał grzecznie. Och, nie, to tylko problemy z instalacją. Odpowiedziała szybko Klara. Ten stary budynek czasami skrzypi. Proszę się nie przejmować. Ale Kruger był prawnikiem i przywykł do obserwowania ludzi. Zauważył, że ręce Ameli lekko drżały, gdy nalewała mu mleko i że siostry wymieniały się nerwowymi spojrzeniami.

Po śniadaniu deszcz ustal ogrodzie. Pensjonat był otoczony zagajnikiem, ale za nim roztaczały się otwarte łąki schodzące w dół ku dolinie. Miejsce było rzeczywiście piękne i spokojne, idealne na odpoczynek. Gdy wracał ścieżką w stronę budynku, zauważył coś dziwnego. Za rogiem pensjonatu przy wejściu do piwnicy leżała kupka świeżej ziemi, jakby ktoś niedawno coś kopał.

Obok stała łopata, a na kamiennych stopniach prowadzących do piwnicy widniały ślady błota. Jego prawiczy instynkt podpowiedział mu, że coś nie gra. podszedł bliżej do wejścia do piwnicy. Drewniane drzwi były zamknięte na kłótkę, ale przez szpary między deskami sączyło się dziwne, słodkawe powietrze. Herkł się gwałtownie.

Za nim stała Klara z bukietem polnych kwiatów w ręku. Przepraszam, nie chciałam pana przestraszyć. Zbierałam kwiaty na stół. Ja tylko spacerować po okolicy. Wydukał, czując się jak złapany na gorącym uczynku. To piękny ogród. Dziękuję. Ameli dużo czasu spędza przy pielęgnowaniu roślin. Klara podeszła bliżej.

Jej oczy błyszczały w dziwny sposób. A piwnica to stara spiżarnia. Przechowujemy tam wino i zapasy na zimę. Nic ciekawego. Oczywiście. Odparł szybko Kryger. Nie chciałem być indyskretny. Ależ gdzie? Proszę się czuć jak w domu. Ale gdy wracali razem do pensjonatu, Klara trzymała go lekko pod ramię, jakby chciała upewnić się, że nie zawróci w stronę piwnicy.

Wieczorem przy kolacji siostry były jeszcze bardziej czarujące niż poprzednich dni. Amelie włożyła eleganką czerwoną suknię, która podkreślała jej ciemne włosy i oliwkową cerę. A Klara miała na sobie naszyjnik ze srebra, który błyszczał w świetle świec. “Jutro będziemy musiały wyjechać na cały dzień” powiedziała Klara, podając mu kieliszek swojego specjalnego wina. Do miasta po zakupy.

Będzie się pan nudzić sam? Nie, nie, odpoczynek mi nie wadzi. Zapewnił Kruger, choć w głębi duszy poczuł się niepokój. Znajdę sobie zajęcie. Może zechce pan przejść się do wioski? Zaproponowała Amelie. To tylko godzina marszu przez las. Tam można spotkać miejscowych ludzi, usłyszeć lokalną historię.

Kruger skinął głową, ale zauważył, że gdy [muzyka] Ameli mówiła o wiosce, jej głos brzmiał jakoś dziwnie, jakby nie mówiła poważnie. Po kolacji, gdy siostry poszły uprzątnąć w kuchni, Krger wyszedł na taras, aby zapalić cygaro. Noc była ciepła i gwieździsta, a z lasu dobiegały odgłosy nocnych zwierząt. Wszystko wydawało się spokojne i sielankowe.

Nagle usłyszał jakiś odgłos dobiegający spod ziemi. Niski, przeciągły jęk, jakby ktoś wołał o pomoc. Zesztywniał. Odgłos powtórzył się wyraźniej tym razem. Wydawało się, że dochodzi z piwnicy. Ostrożnie zszedł z tarasu i podszedł do wejścia do piwnicy. Kłódka nadal była zamknięta, ale przez szczeliny między deskami widać było słabe światło, jakby ktoś palił tam świeczką. I wtedy usłyszał głosy.

Rozmawiały cicho dwie kobiety. Rozpoznał głosy sióstr, ale mówiły po portugalsku, szybko i z napięciem. Nie rozumiał słów, ale ton nie pozostawiał wątpliwości. Planowały coś i to coś dotyczyło jego. Serce zaczęło mu bić szybciej. Instynkt prawnika, który przez lata ostrzegał go przed niebezpieczeństwami w sali sądowej, teraz krzyczał alarm.

Coś było bardzo, bardzo nie tak z tymi uroczymi siostrami i ich idylicznym pensjonatem. ostrożnie cofnął się w stronę budynku, starając się nie wydawać żadnego odgłosu. Musiał dostać się do swojego pokoju i przemyśleć sytuacja, a może nawet spakować się i odjechać pierwszym porannym powozem. Ale gdy dotarł do drzwi wejściowych, okazało się, że są zamknięte na klucz od środka.

Byl uwięziony. Wilhelm Kruer spędził noc w fotelu przy oknie swojego pokoju, nie mogąc zasnąć. Przez głowę przewijały mu się różne scenariusze. Może przesadza, może [muzyka] głosy, które słyszał, to tylko zwykła rozmowa sióstr, a zamknięte drzwi to przypadek lub zwykła ostrożność w tak odludnym miejscu, ale jego doświadczenie prawnicze podpowiadało mu coś innego.

Zbyt wiele szczegółów nie pasowało do siebie. Dziwny zapach w piwnicy. Świeża ziemia, nerwowość Amelii, sposób w jaki Klara odciągnęła go od wejścia do piwnicy. O świcie usłyszał kroki na korytarzu, a potem delikatne pukanie do drzwi. Her Krueger, to ja, Ameli. Czy wszystko w porządku? Otworzył drzwi. Młodsza z sióstr stała w nocnej koszuli przykrytej szlafrokiem.

Włosy miała rozpuszczone, a w oczach malowała się troska. Nie mogłem spać. Odpowiedział szczerze. Słyszałem dziwne odgłosy. Och, przepraszam. To pewnie myszy w ścianach ten stary dom. Ameli wydawała się zakłopotana. Przygotowałam dla pana herbatę z rumiank. Pomoże panu zasnąć. wróciła po chwili z tacką, na której stała porcelana filiżanka parującej herbaty. Zapach był przyjemny, kojący.

To bardzo miło. Powiedział biorąc filiżankę, ale coś go powstrzymało przed piciem. A gdzie pani siostra? Klara poszła wcześnie do miasta. Musi załatwić kilka pilnych spraw. Wróci wieczorem. Kryger skinął głową i udawał, że pije herbatę. W rzeczywistości tylko zwilżył usta. W płynie wyczuł słodkawy smak, podobny do tego z wina, ale intensywniejszy, prześlicznie pachnąca. Pochwali.

Zresztą wszystkie pani herbaty są wyjątkowe. Amelie uśmiechnęła się zadowolona. To stara rodzinna recepta. Moja babcia mówiła, że potrafi ukołysać najbardziej niespokojnego ducha. Kiedy wyszła, Kruger wylał resztę herbaty przez okno. Cokolwiek w niej było, nie miał zamiaru tego sprawdzać na sobie. Spędził poranek na obserwacji okolicy z okna.

Ameli krzątała się po ogrodzie, ale często zerkała w stronę piwnicy. Około południa zniknęła w środku budynku, a on postanowił wykorzystać okazję. Ostrożnie zszedł [muzyka] na parter. Dom wydawał się pusty, ale przesuwał się jak najciszej. Jego celem była kuchnia. Może znajdzie tam jakiś drugi klucz do drzwi wejściowych.

W kuchni panował idealny porządek, ale w powietrzu unosił się ten sam słodkawy zapach, [muzyka] który czuł w piwnicy. Na stole leżały stare, ręcznie pisane notatki w kilku językach: portugalskim, niemieckim i czymś, czego nie potrafił rozpoznać. Jedna z kartek była zapisana po niemiecku. To była lista nazwisk i dat.

Johann Weber, maj 1899, Friedrich Schulz, sierpień 1899. Henry Dubois październik 1899 Antonio Rossi grudzień 1899 Lista ciągnęła się dalej zawierała ponad 30 nazwisk przy każdym imieniu widniała data i krótkiej notka po portugalsku ostatni wpis brzmiał Wilhelm Kryer lipiec 1901 adwokat Frankfurt sam podróżuje bogaty serce zamarło mu w piersi to nie mogła być przypadkość to była lista co gości ofiar z gorączką szukał dalszych dowodów w szafce znalazł plik starych gazet z różnych niemieckich miast nagłówki mówiły o zaginionych osobach hamburski kupiec zaginął w

drodze do Baden Baden poszukiwany wiedeński arystokrata nie dotarł na kurację tajemnicze zniknięcie belgijskiego przemysłowca wszystkie daty odpowiadały wpisom na liście nagle usłyszał kroki na schodach szybko schował papiery i udawał, że szuka wody do picia. Do kuchni weszła Amelie.

Jej oczy natychmiast spoczęły na szafce, którą zostawi lekko otwarta. Szukał pan czegoś? Spytała, ale jej głos brzmiał już inaczej niż rano. Chłodno, podejrzliwie. Tylko wody. Przepraszam, że grzebie po państwa kuchni. Amelie podeszła do szafki i zamknęła ją z deliberacją. Nie ma sprawy, ale następnym razem proszę zadzwonić dzwonkiem.

Jestem tutaj, aby panu służyć. Jej uśmiech nie dosięgał oczu. Popołudnie mijało w dziwnej atmosferze. Ameli była uprzejma, ale wyraźnie go obserwowała. Gdy próbował wyjść [muzyka] do ogrodu, delikatnie sugerowała, że może lepiej zostać w domu przez przypadku. Gdy spytał o klucz do swojego pokoju, powiedziała, że klucze mają tylko w jednym egzemplarzu i Klara zabrała je ze sobą.

Wieczorem Klara wróciła z miasta, ale jej zachowanie również się zmieniło. Była mniej żywiołowa, bardziej opanowana, a w jej oczach pojawił się zimny blask. Jak minął panu dzień? Spytała podczas gdy Ameli przygotowywała kolację. Spokojnie, czytałem, odpoczywałem. To dobrze. Odpoczynek to wszystko, czego potrzeba, ale sposób, w jaki to powiedziała, zabrzmiał jak groźba.

Kolacja przebiegała w przygnębiającej ciszy. Siostry mówiły do siebie tylko po portugalsku, a ich spojrzenia były pełne napięcia. Kruger udawał spokój, ale w środku czuł narastającą panikę. Gdy podano wino, to samo co poprzednich wieczorów, zdecydował się na ryzykowny krok. Panie, czy mogę zadać osobiste pytanie? Powiedział, unosząc kieliszek, ale nie pijąc.

Oczywiście odpowiedziała [muzyka] Klara. Jak to się stało, że dwie młode, piękne kobiety zdecydowały się żyć w tak odludnym miejscu? Nie odczuwają państwo samotności. Siostry wymieniły się długim spojrzeniem. My nie jesteśmy samotne powiedziała powoli Ameli. Mamy siebie i naszych gości. Zawsze znajdziemy towarzystwo. A goście często tutaj przychodzą.

Och, tak. Uśmiechnęła się Klara. Wielu. Różni ludzie szukają spokoju w naszych górach. Niektórzy zostają dłużej niż planowali, a niektórzy wcale już nie odchodzą. dodała cicho Ameli. Te słowa zawisły w powietrzu jak wyrok śmierci. Krüer wiedział, że jego czas się kończy. Musiał coś zrobić i to szybko. Noc była najdłuższa w życiu Wilhelma Krugera.

Przesunął komodę przed drzwi swojego pokoju i siedział w fotelu z ciężkim mosiężnym świecznikiem w ręku. To była jedyna broń, jaką zdołał znaleźć. Przez okno obserwował ogród pogrążony w ciemności. Około 3:00 nad ranem zauważył światło w piwnicy. Ktoś chodził tam z lampą, a cienie na ścianach tworzyły groteskowe figury.

Po chwili zobaczyły siluety obu sióstr wynoszących coś ciężkiego. Wyglądało to jak duży worek. Przenieśły ten pakunek gdzieś w głąb lasu, znikając między drzewami. Wróciły po godzinie, bez pakunku, ale z łopatami w rękach. Kruger zrozumiał, że właśnie był świadkiem usuwania dowodów, ale dowodów czego i kogo? Gdy siostry zniknęły w budynku, podjął desperacką decyzję.

Musiał się dostać do piwnicy, zanim będzie za późno. Ostrożnie otworzył okno swojego pokoju. Na szczęście znajdował się na pierwszym piętrze, a pod oknem rosła stara grusza o solidnych konarach. Wspinaczka była trudna, ale jego determinacja przeważyła nad strachem. dotarł na ziemię bez większego hałasu i przeczołgał się do wejścia do piwnicy.

Kłótka nadal była zamknięta, ale stare drewno przy zawiasach było przegniłe. Z pomocą kamienia zdołał wyważyć jedną z desek. Wnętrze piwnicy było większe niż przypuszczał. Pierwsze pomieszczenie rzeczywiście służyło jako spiżarnia. Stały tam beczki z winem, worki ze zbożem, słoiki z przetworami, ale za półkami z jedzeniem znajdował się ciemny korytarz prowadzący w głąb ziemi.

Zapalił świeczkę znalezioną na półce i ruszył tunelem. Powietrze było zaduchne, pełne dziwnych zapachów. słodkawy odór, który kojarzyły mu się z rozkładem, mieszał się z aromatami nieznanych ziół i coś jeszcze, coś metalicznego. Korytarz kończył się większą komorą. [muzyka] To, co zobaczył, przekroczyło jego najgorsze obawy.

Na kamiennych półkach ustawionych wzdłuż ścian leżały dziesiątki przedmiotów osobistych: zegarki, biżuteria, portfele, dokumenty, okulary. Wszystko starannie uporządkowane i opisane. Na małych karteczkach widniały nazwiska i daty, te same, które widział na liście w kuchni. W centrum pomieszczenia stał stary kamienny stół pokryty ciemnymi plamami.

Na nim leżały dziwne instrumenty. Noże o wykrzywionych ostrzach, metalowe narzędzia, których przeznaczenia nie potrafił odgadnąć i ceramiczne naczynia ozdobione symbolami, które wydawały się bardzo stare. Na ścianie naprzeciwko wejścia wisiała mapa regionu, na której czerwonymi krzyżykami oznaczone były różne punkty w lesie.

Obok mapy stały kolejne półki pełne szklanych słoików [muzyka] z czymś, co wydawało się być częściami ciała zachowanymi w jakimś płynie. Kruger poczuł, że robi mu się niedobrze. To nie były zwykłe morderstwa. To było coś znacznie gorszego. Systematyczne, rytualne zabijanie. Nagle usłyszał kroki na schodach do piwnicy.

Serce zamarło mu w piersi. zgasił świeczkę i schował się za jedną z półek, modląc się, żeby go nie znaleźli. Do komory wszedły obie siostry. Klara niosła lampę naftową, a Ameli metalowe narzędzia, które właśnie umyła. Wszystko załatwione? spytała Klara po portugalsku, ale Kruger rozumiał już wystarczająco dużo z kontekstu.

Tak, grób jest głęboki, nikt go nie znajdzie, podobnie jak inne. A co z prawnikiem? Jutro rano przygotowałam już herbatę. Tym razem użyję większej dawki. Dobrze, ale najpierw musi podpisać testament. Wilhelm Kruger jest zbyt bogaty, żeby go po prostu zabić. Musimy przejąć jego majątek. Klara podeszła do stołu i zaczęła układać na nim narzędzia.

Pamiętasz tego kupca z Hamburga, jak błagał o życie? Tak. Zaśmiała się Amelie. Obiecywał nam wszystkie swoje pieniądze, jakby nie wiedział, że i tak je dostaniemy. A ten oficer z Berlina, ten był najtrudniejszy. Przez trzy dni nie chciał umrzeć. Ale w końcu wszyscy umierają. To jest naturalną kolej rzeczy.

My tylko pomagamy im przejść na druga stronę. Kruger słuchał tej rozmowy z rosnącą grozą. Te kobiety nie były zwyczajnymi morderczynkami. Były potwornymi, które znajdowały przyjemność w torturach i śmierci. A co z tym dziwnym zapachem w jego pokoju? Spytała nagle Klara. Jakim zapachem? herbata, którą mu dałaś rano. Wylał ją przez okno.

Widziałam plamy na ziemi pod jego oknami. Siostry spojrzały na siebie ze zrozumieniem. On wie. Powiedziała cicho Ameli. Tak. Pytanie brzmi: ile wie i co zamierza zrobić. Może powinniśmy przyspieszyć plan. Klara zastanowiła się przez chwilę. Nie jest prawnikiem. może mieć kontakty w policji. Jeśli zniknie zbyt szybko po przyjeździe, mogą zacząć szukać.

Zrobimy to jutro wieczorem po kolacji. A teraz sprawdźmy, czy nie ma problemów z sypianiem. Siostry wyszły z komory, zostawiając Krugera w ciemności. Czekał jeszcze pół godziny, zanim odważył się wyjść z kryjówki. [muzyka] Teraz wszystko było jasne. Musiał stąd uciec i to jak najszybciej. Ale jak? Drzwi były zamknięte, a okno w jego pokoju było za wysokie, żeby można było bezpiecznie zeskrzyć.

Poza tym siostry na pewno go obserwowały. Wrócił do swojego pokoju tą samą drogą przez okno. Gdy tylko znalazł się w środku, usłyszał pukanie do drzwi. Herkzałam jakieś odgłosy. Wszystko w porządku? Tak, przepraszam. Nie mogłem spać. Przewróciłem krzesło. Może potrzebuje pan herbaty uspokajającej? Nie, dziękuję. Już mi lepiej.

Słyszał, jak stoi przed drzwiami jeszcze przez chwilę. Potem jej kroki oddaliły się w stronę schodów. Wiedział, że ma bardzo mało czasu. Jutrzejszy wieczór będzie jego ostatnim, jeśli nic nie zrobi. Siadł przy stole i zaczął pisać list. Jeśli nie uda mu się uciec, przynajmniej zostawi po sobie ślad. Do kogo będzie należało? Nazywam się Wilhelm Kruger.

Jestem prawnikiem z Frankfurtu. Jeśli ktoś znajdzie ten list, znaczy to, że nie żyję. Zabili mnie Clara i Ameli Monteiro, właścicielki pensjonatu Villa Walschen, pod Badenbaden. W piwnicy tego budynku znajduje się komora tortur i groby wielu niewinnych ludzi. Te kobiety to seryjne morderczynie, które zabijają samotnych podróżnych.

Proszę powiadomić policję. Niech sprawiedliwości stanie się zadość. Schował list w szufladzie stołu za stosem innych papierów. Ktoś go znajdzie, jeśli będzie szukać. Potem usiadł przy oknie i zaczął czekać na świt. Jeśli miał uce, musiał to zrobić za dnia, gdy siostry nie będą go tak pilnować. Plan był desperacki, ale to była jego jedyna szansa na przeżycie.

Świt 12 lipca 1901 roku był mglisty i chłodny. Wilhelm Kruger nie [muzyka] spał przez całą noc, obserwując ogród i planując ucieczkę. Wiedział, że ma jedynie kilka godzin, zanim siostry Monteiro wprowadzą w życie swój morderczy plan. Około 8:00 rano do drzwi zapukała Ameli z tacą śniadaniową. Dzień dobry, Herruger.

Pomyślałam, że może nie ma pan ochoty schodzić na dół. Na tacy znajdowała się kawa, bułeczki, masło i dżem. Wszystko wyglądało apetetycznie, ale Kruger nie miał zamiaru niczego tykać. To bardzo miłe z pani strony. Powiedział biorąc tacę. Czy pani siostra jest już na dole? Klara wyszła wcześnie rano sprawdzić pułapki na króliki.

Wróci za godzinę lub dwie. To była informacja, na którą czekał. Jeśli Klara była poza domem, zostały tylko Ameli. Jedna przeciw jednemu. Miał szansę. Czy mógłbym poprosić o coś do czytania? Może jakieś lokalne gazety? Oczywiście. Przyniosę panu kilka numerów z miasta. Kiedy wyszła, Kryer szybko się ubrał i przygotował do działania.

[muzyka] Zabrał wszystkie pieniądze, dokumenty i cenny zegarek po ojcu. Reszta mogła zostać. Po kwadransie Ameli wróciła z gazetami. Proszę bardzo. A może jednak herbatka do kawy? Chętnie. Odpowiedział otwierając drzwi szerzej. Ale może mogłaby pani ze mną porozmawiać. Czuję się trochę samotny. Ameli wahała się przez moment. Potem weszła do pokoju.

O czym chciałby pan rozmawiać? O państwa rodzinie. Opowiadała pani wczoraj o Portugalii, ale nie dokończyła historii o swojej babce z Nachórce. Gdy Amelie siadła w fotelu tyłem do drzwi, Kruger podszedł do niej od tyłu z mosiężnym świecznikiem w ręku. Moja babcia. Zaczęła Amelie. Kruger uderzył ją w głowę.

Nie na tyle mocno, żeby zabić, ale wystarczająco, aby straciła przytomność. Ameli osunęła się na podłogę. szybko związał ją sznurem od zasłony i zakneblował kawałkiem materiału. Była nieprzytomna, ale żywa. Oddychała równo. Teraz musiał znaleźć klucze. Przeszukał jej kieszenie i znalazł pęk kluczy. Jeden z nich pasował do drzwi wejściowych.

Wyszedł na parter, cały czas nasłuchując. Dom wydawał się pusty, ale nie miał czasu na sprawdzanie każdego pokoju. Musiał uciekać, póki Klara nie wróciła. Drzwi wejściowe otworzyły się bez problemu. Sierpcowe słońce oślepiło go po długich godzinach spędzonych w zamknięciu. Ogród był spokojny, żadnego znaku Klary. Ruszył ścieżką wiodącą przez las kierunku głównej drogi.

Według jego obliczeń do Baden Baden było około 5 km przez las, ale droga była stroma i wijąca się. szedł szybko, ale starał się nie biec, żeby nie wydawać niepotrzebnego hałasu. Las był gęsty, a mgła nadal zalegała między drzewami, co utrudniało orientację. Po godzinie marszu dotarł do rozwidlenia ścieżek. Jedna wiodła w dół ku dolinie, druga wspinała się na grzbiet góry. Wybrał drogę w dół.

Tam była większa szansa na spotkanie innych ludzi. Nagle usłyszał za sobą odgłos pościgu. Ktoś biegł przez las, łamiąc gałęzie i krzyczącą coś po portugalsku. To była Klara. Kruger rzucił się biegiem. Prawnik z miasta nie był przygotowany na taką wędrówkę, ale adrenalina dodawała mu sił. Za nim słyszał zbliżające się kroki.

Klara znała las lepiej niż on i szybko niwelowała przewagę. Her Kryer krzyczała po niemiecku. Proszę się zatrzymać. Możemy o tym porozmawiać. Ale w jej głosie nie było już nic z wcześniejszej słodyczy. Brzmiała jak rozwścieczony drapieżnik. Ścieżka nagle skręciła w lewo i Kruger zobaczył przed sobą stromy zbocze. Był wybór.

Wspinaczka w górę albo kontynuowanie biegu szlakiem, który wiódł wzdłuż urwiska. Wybrał górę. Wspinaczka była wyczerpująca, ale między skałami mógł się ukryć. Klara pojawiła się u podnóża zbocza po kilku minutach. Miała w ręku długi nóż myśliwski. Nie ma pan dokąd uciec! Krzyczała. Ten las znam jak własną kieszeń.

Kruger wspiął się jeszcze wyżej i schował za dużym głazem. Serce biło mu tak głośno, że bał się, żeby Klara go nie usłyszała. Czekał w napięciu, słuchając odgłosów [muzyka] poniżej. Klara krążyła między drzewami, przeszukując każde miejsce, gdzie mógłby się ukryć. Po godzinie odgłosy się oddaliły. Może go zagubi, a może wróciła do pensjonatu po pomoc Amelii.

Krüer zszedł ostrożnie ze zbocza i ruszył dalej szlakiem. Słońce było już wysoko, a przez drzewa przebijały się pierwsze promienie. Mgła powoli się rozchodziła. Po kolejnej godzinie marszu usłyszał najpiękniejszy dźwięk w swoim życiu. Odgłos dzwonków kościelnych. Wioska była już blisko. Gdy dotarł na skraj lasu, zobaczył przed sobą małe miasteczko Newire, położone kilka kilometrów od Baden Baden.

Na rynku stało kilka powozów, a ludzie prowadzili swoje codzienne sprawy. Pierwszym miejscem, do którego się udał, była żandarmeria. Posterunek mieścił się w małym kamiennym budynku obok kościoła. Wachtmistrz Johan Ditrich był starszym mężczyzną o siwej brodzie, który służył w tej funkcji od 20 lat.

Gdy Wilhelm Kruger wpadł do jego biura, brudny, zmęczony i w podartym garniturze, pomyślał, że ma do czynienia z wariatem. Spokojnie, Meinha. Powiedział wskazując krzesło. Co się stało? Nazywam się Wilhelm Kruger. Jestem prawnikiem z Frankfurtu. Właśnie uciekłem z pensjonatu Villa Walden, gdzie dwie kobiety próbowały mnie zabić. One są seryjnymi morderczyniami.

Ditrich zmarszczył brwi. Historia brzmiała nieprawdopodobnie. Willa Walden. Ten pensjonat prowadzą dwie panie z Portugalii. Znane są jako bardzo gościnne osoby. To właśnie o nich mówię. Klara i Ameli Monteiro. W piwnicy ich pensjonatu znajduje się komora tortur i przedmioty należące do dziesiątek zamordowanych ludzi.

Kruger opowiedział wszystko od dziwnego wina przez nocne odgłosy, listę nazwisk w kuchni aż do odkrycia w piwnicy. Ditrich słuchał coraz bardziej poważny. To bardzo poważne oskarżenia, Herrer. Jeśli to prawda, to prawda. Proszę wysłać patrol do pensjonatu, zanim one zniszczą dowody.

Wachtmistrz zastanowił się przez chwilę, po czym wstał z krzesła. Wyślę ludzi do Villa Waldaten, ale jeśli okaże się, że pan kłamie, nie kłamie. I proszę się pospieszyć. One mogą już pakować się do ucieczki. Ditrich wyszedł z biura i po 10 minutach wrócił z dwoma żandarmami. Idziemy sprawdzić pańską historię. Będzie pan musiał z nami pojechać jako świadek.

Droga powrotna do Villa Walden zajęła im godzinę. Kruger siedział w powozie między dwoma żandarmami, nie mogąc uwierzyć, że dobrowolnie wraca do miejsca, z którego tak desperacko uciekał. Pensjonat wydawał się spokojny i opuszczony. Powóz zatrzymał się przed głównym wejściem, a żandarmi ostrożnie wysiedli, trzymając ręce przy bagnetach.

Ditrich zapukał do drzwi. Otwarcia. Żandarmeria. Nikt nie odpowiedział. Drzwi były zamknięte. Wyważyć? Spytał jeden z żandarmów. Tak. Kilka kopnięć wystarczyło, żeby drzwi ustąpiły. Weszli do środka z bronią w gotowości. Dom był pusty. Siostry Monteiro zniknęły. Kruger poprowadził ich do kuchni, gdzie znajdowały się listę nazwisk, ale szafka była pusta.

Wszystkie dokumenty zniknęły. W piwnicy powiedział. Tam są prawdziwe dowody. Zeszli do piwnicy. Wejście do tajnej komory bylo nadal otwarte. Kruger [muzyka] nie zdążył go zamaskować podczas ucieczki. To, co zobaczyli żandarmi, przekroczyło ich najgorsze [muzyka] obawy. Komora była dokładnie taka jak ja. Opisał Krger.

Pełna osobistych przedmiotów, narzędzi tortur i dowodów zbrodni. M God. wyszeptał Ditrich, patrząc na stół pokryty ciemnymi plami. Jeden z żandarmów znalazł w kącie stertę dokumentów, których siostry nie zdążyły zniszczyć. Były to listy, diariusze i notatki pisane po portugalsku, ale także po niemiecku i francusku.

To wystarczy na aresztowanie stwierdził Ditrich. Ale gdzie one są? Przeszukali cały pensjonat i ogród. W stajni nie było koni. Powóz też zniknął. Siostry Monteiro najwyraźniej uciekły, gdy tylko zorientowały się, że Krigger wydostał się z pensjonatu. Wydamy list gończy. Zapewnił Ditrich. Nie mogły zajechać daleko. Znajdziemy je.

Ale Wilhelm Krüer miał przeczucie, że Clara i Ameli Monteiro są zbyt mądre i zbyt ostrożne, żeby dać się złapać tak łatwo. Gdziekolwiek teraz były, prawdopodobnie już planowały swój następny pensjonat w innym kraju, może pod innymi nazwiskami. W ciągu kolejnych tygodni historia Villa Waldaten obiegła całe południowo-zachodnie Niemcy.

Gazety pisały o portugalskich czarownicach z BadenBaden i pensjonacie śmierci w Szwarzwaldzie. Policja odnalazła w lesie kilka płytkich grobów, ale większość ciał nie została nigdy odnaleziona. Klara i Amelie Monteiro zniknęły bez śladu. Nigdy nie zostały schwytane. Kruger wrócił do Frankfurtu jako bohater, ale jego życie nigdy nie wróciło do normy.

Nocami śniły mu się oczy Klar Monteiro i jej słodki oszukańczy głos. Zmarł 10 lat później na chorobę serca, ale mieszkańcy Baden Baden twierdzili, że umarł ze strachu. Willa Waltaten stała pusta przez lata. Miejscowi unikali tego miejsca, a dzieci straszyły się opowieściami o duchach portugalskich sióstr. W 1946 roku podczas remontu budynku robotnicy znaleźli za ścianą piwnicy stary studnie zawierający szczątki dziesiątek ludzi.

To było ostateczne potwierdzenie zbrodni sióstr Monteiro. Ale one same pozostały tylko legendą, ostrzeżeniem, że zło może kryć się pod najpiękniejszą powierzchnią. Yeah.

Disclaimer: This story is fictional and created for entertainment purposes only. Any names, characters, places, or events are fictitious or used fictitiously. No real person or organization is intended to be portrayed.

You Might Also Enjoy