Uncategorized

Tajemnica Gór Izerskich: Przepadła 18 lat temu, ale właśnie natrafiono na jej sprzęt. To NAGRANIE zmienia wszystko…

Reszta

Od sierpnia Magda miała sekret. Film z jej wesela miała nagrać Aneta. Ale wstęp Magda chciała zrobić sama. Dolina Izery, łąka, ława przy piecu, na której siedzieli tamtej nocy, kilka zdań do Kamila powiedzianych w miejscu, w którym się poznali. Miał je zobaczyć dopiero na weselu. Wiedziała o tym tylko jedna osoba. W sobotę 24 września 2005 roku, Magda pierwszy raz od maja miała wolne.

Para, która ją zamówiła, przełożyła wesele. Kamil pojechał na urodziny brata do Wrocławia. Myślał, że Magda będzie w domu montować. O 12:40 Magda zadzwoniła do matki. Bożena powtórzyła te rozmowę policji jeszcze tej nocy. Powiedziała: “Jadę do chatki nagrać wstęp. Chcę mieć mgłę nad Izerą o zmierzchu.

Wrócę koło 10:00 i nic nie mów Kamilowi. Kanapki zabrała. O 13:35 parkingowy na polanie Jakuszyckiej wydał bilet na srebrne kombi Magdy. Stamtąd na ha schroniska Orle, potem doliną Izery wzdłuż granicy z Czechami. O 172 telefon Magdy ostatni raz zalogował się do stacji bazowej nad halą Izerską. Niżej w dolinie zasięgu wtedy prawie nie było. Więcej się nie odezwał.

Słońce zaszło o 18:55. W nocy na hali złapał pierwszy przymrozek tej jesieni. O 22:30 Bożana Janik zadzwoniła do córki. Abonent czasowo niedostępny. O 23:15 zadzwoniła na policję. Dorosła kobieta, godzina spóźnienia, góry, brak zasięgu. Dyżurny poradził, żeby poczekała do rana. Bożena nie miała prawa jazdy.

10 minut po północy zadzwoniła do Kamila. Kamil przejechał 130 km z Wrocławia w niecałe dwie godziny. O 2:25 stał na pustym parkingu przy polanie Jakuszyckiej. Srebrne kombi było zamknięte. Przednią szybę pokrywał Szron. Na tylnym siedzeniu leżało pudełko czystych kaset. Tym razem nikt nie radził czekać.

O 3:10 zaalarmowano grupę karkonowską GOPR. O świcie od samochodu ruszył pies [muzyka] tropiący. Szedł leśną drogą do Orla, dalej doliną w górę rzeki. Półtora kilometra za schroniskiem, tam gdzie żwirowa droga leśna przecina boczny potok, skręcił. Wszedł na strome zbocze nad potokiem, pokręcił się przy starym pniu, zszedł z powrotem na drogę i stanął.

Jego przewodnik zapisał w notatce, że pies stracił ślad na żwirze. Po co Magda wchodziła na to zbocze, skoro szlak biegł dołem wzdłuż rzeki? W 2005 roku nikt nie umiał tego wyjaśnić. Drogę, na której pies zgubił trop, zamykał niżej szlaban na kłókę. Samochodem nie mógł tu wjechać nikt z zewnątrz. Klucze miało kilkanaście osób.

Tamtej jesieni nikt nie zapytał, kto dokładnie. W poniedziałek 26 września o 10:15 jeden z ochotników zawołał ratowników nad potok. W Paprociach 10 m od drogi leżał mały czarny statyw. Jedna noga była wygięta, na drugiej trzymała się biała naklejka. Studio filmowe Magda Janik. Magda używała go do długich, nieruchomych ujęć.

Skąd statyw w paprociach? Skoro Magda szła dalej, odpowiedź znaleziono szybko. Wypadł jej, kiedy schodziła do wody. Dolina prowadziła prosto na torfowiska rezerwatu, 500 m dalej. Matka powtórzyła słowa córki o mgle nad Izerą. Od tego dnia akcja miała jeden kierunek, ale jedna rzecz nie pasowała do żadnej wersji.

Zacisk szybko złączki na głowicy statywu był otwarty i pusty. Kamery nie było. Gdzie się podziała, wiedziało wtedy tylko jedno stworzenie w tym lesie i nie był to człowiek. Kto zabrał kamerę z tego zbocza okaże się dopiero w 2024 [muzyka] roku. Jeśli chcecie poznać tę odpowiedź razem z nami, subskrybujcie kanał, włączcie dzwonek i zostawcie łapkę w górę.

Dzięki temu YouTube pokaże te histori większej liczbie ludzi. I napiszcie w komentarzu skąd oglądacie. 18,5 roku później, we wtorek 19 marca 2024 roku, w dolinie Izery pracowała ekipa Zakładu Usług leśnych. Zimowe wichury położyły na zboczach kilkaset świerków. Trzeba je było wyciąć i wywieźć, zanim w pniach zalęgną się korniki. Dawid Fijał miał 30 lat i od sześciu siedział w kabinie Harwestera.

Około 10:00 podjechał do świerka, który leżał z wyrwaną z ziemi płytą korzeniową wysoką na 2 met. Kiedy podniósł pień chwytakiem, płyta przechyliła się i odsłoniła jamę w ziemi. Fijał zeznał później. Myślałem, że to lis albo borsuk, ale przy wejściu leżało coś czarnego z paskiem. Wysiadłem, bo pomyślałem, że ktoś zgubił aparat.

Kamera mieściła się w dłoni. Obudowa pękła z jednej strony. Wizjer był pełen ziemi. Pasek na nadgarstek był przegryziony na pół, [muzyka] a w szczelinach tkwiły rude włosy. Na spodzie została biała naklejka z nazwą Stubia filmowego i numerem telefonu stacjonarnego z Jeleniej Góry. Fijał nie znał tej nazwy.

W 2005 roku miał 12 lat i mieszkał na drugim końcu województwa. zadzwonił do leśniczego, a leśniczy na policję. Dyżurny w szlarskiej Porębie wpisał nazwisko z naklejki do systemu. Po kilku sekundach miał na ekranie sprawę sprzed 18 lat. Zaginiona, nie odnaleziona. Tę sprawę w 2005 roku prowadził Wiesław Rogala z komendy w Jeleniej Górze.

Miał wtedy 37 lat. W 2024 był już na emeryturze i opowiedział policjantom jak wyglądało tamtych 9 dni. Od drugiego dnia wszystko kręciło się wokół torfowisk. Rezerwat ciągnie się 3 km wzdłuż izery po samą granicę. Mchy, kosodrzewina, bagienne oczka z czarną wodą, w których nie widać dna. Strażacy płetwonurkowy schodzili do nich po kolei na linach.

Ratownicy szli tyralierą przez kosodrzewinę. Co 2 metry człowiek. Jeden dzień nad doliną latał policyjny śmigłowiec. Po czeskiej stronie rzeki to samo robili ratownicy górscy z Czech. 3 października akcję zakończono. W aktach zostało zdanie, które przez kolejne 18 lat nikt nie zmienił.

Prawdopodobnie nieszczęśliwy wypadek na terenie torfowiska. Rogala nie tłumaczył się z tamtej decyzji. Powiedział tylko: “Wszystko się zgadzało. Mówiła matce, że idzie nagrywać mgłę. Statyw leżał w stronę torfowisk. Pies zgubił ślad na drodze, na którą nikt nie mógł wjechać. Zostawała jedna możliwość. Dla rodziny została pustka bez daty.

Bożana Janik co roku w ostatnią sobotę września jechała autobusem do Szklarskiej Poręby i szła do Orla, a potem doliną aż do granicy rezerwatu z termosem. Stała tam godzinę i wracała. Nigdy nie weszła na torfowisko. Polskie prawo pozwala uznać zaginionego za zmarłego po 10 latach. Od końca 2015 roku Bożena mogła złożyć taki wniosek. Nie złożyła.

Powiedziała policjantom. Żeby uznali ją za zmarłą, musiałabym napisać, że nie żyje. Nie napisałam. Kamil ożenił się w 2014 roku. Uczył dalej geografii w tym samym liceum. Na półce w jego domu stała jedna kaseta podpisana ręką Magdy. Sylwester chatka. Sprawa kamery z Nory trafiła do zespołu, który w policji nazywa się Archiwum X.

Zajmuje się zbrodniami i zaginięciami sprzed lat. We Wrocławiu przejęła ją nadkomisarz Joanna Kulesza, 44 lata, od dziewięciu w tym zespole. Jej pierwsze pytanie brzmiało prosto. Jak kamera, która miała zginąć na torfowisku, trafiła do nor 300 m w górę zbocza po drugiej stronie drogi? Odpowiedź dał doktor Jacek Sęk, zoolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Rude włosy w szczelinach obudowy były lisie, ślady zębów na pasku też. Lisy zanoszą do nor przedmioty, które pachną człowiekiem, zwłaszcza [muzyka] jeśli czuć na nich jedzenie. Buty, rękawiczki, czapki. W Berlinie jeden lis zgromadził w ten sposób ponad 100 butów. Na pasku kamery laboratorium znalazło ślady tłuszczu.

Kiedy Kulesza powiedziała o tym Bożenie Janik, matka przez dłuższą chwilę nic nie mówiła. Potem powiedziała jedno zdanie. Zawsze robiłam jej kanapki z szynką. Tego samego tygodnia technik kryminalistyczny zjechał do magazynu dowodów w Jeleniej Górze. Leżał tam czarny statyw z wygiętą nogą, zabezpieczony w 2005 roku.

Do spodu kamery z Nory wciąż była przykręcana płytka szybko złączki. Technik wsunął ją w zacisk na głowicy statywu. Zaskoczyła. To oznaczało jedno. Kamera spadła ze statywu tam, gdzie leżał statyw nad potokiem 10 m od drogi. Nie na torfowisku. Czy Magda w ogóle doszła do torfowisk? Odpowiedź była na kasecie.

Tylko, że kaseta przeleżała 18 lat w wilgotnej noże. Trafiła do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji w Warszawie. Biegły z zakresu badań nagrań doktor Piotr Hanusz opisał jej stan w pierwszej notatce. Taśma sklejona wilgocią, na brzegach pleśń, obudowa pęknięta. Taśmy nie można było po prostu włożyć do magnetowidu, bo rozerwałaby się przy pierwszym obrocie.

Trzeba ją było rozebrać, oczyścić centymetr po centymetrze i odczytywać kawałkami. Hanusz uprzedził, że potrwa to miesiące. Najpierw obraz, potem dźwięk. Uprzedził też o czymś, co miało się okazać najważniejsze w całej sprawie. Kasety tego typu zapisują w każdej klatce datę i godzinę nagrania.

Jeśli ten zapis przetrwał, każda sekunda tamtego wieczoru będzie miała swój dokładny czas. W czwartek 18 kwietnia Hanusz zadzwonił do Kuleszy i poprosił, żeby przyjechała. Na monitorze w laboratorium w pasie zakłóceń pojawił się obraz. Drewniana ława przy kaflowym piecu. Za oknem jesienna łąka. W rogu kadru cyfry 24 września 2005. 15:58.

Potem w kadr weszła Magda. Usiadła na ławie, poprawiła włosy, spojrzała prosto w obiektyw i uśmiechnęła się tak, jak uśmiechają się ludzie, którzy wiedzą, że ktoś bliski będzie to kiedyś oglądał. Kamil, jeśli to oglądasz na naszym weselu, Kulesza napisała w notatce, że było to pierwsze nagranie Magdy Janik, jakie widziała i że na wszystkich kolejnych ujęciach Magda była spokojna i sama. Do 18:28.

O 18:28,15 sekund obraz szarpnął się w bok. Niebo, gałęzie, liście paproci tuż przed obiektywem, potem prawie czerń, a w tej czerni głos Magdy. Krzyczy trzy słowa. Hanusz przesłuchał ten fragment kilkaset razy. Kiedy zeznawał potem przed sądem, powiedział o nim tylko tyle. To nie był krzyk strachu, to było kłamstwo.

Na początku maja Joanna Kulesza zaprosiła rodzinę do komendy w Jeleniej Górze. Bożena Janik przyszła z sąsiadką. Kamil przyszedł sam. Laboratorium przysłało pierwszą [muzyka] część odczytu. 40 minut obrazu z przerwami, z pasami zakłóceń, tam gdzie pleśń zjadła taśmę. Orle w słońcu, zera płytka i szybka, łąka przed schroniskiem i ława przy piecu.

Kamil zeznał później, że poprosił o jedno, żeby przy ławie nikt nie siedział obok niego. Pierwszy raz od 18 lat usłyszałem, jak mówi do mnie, nie o mnie, do mnie. Obejrzał wstęp do końca i poprosił, żeby puścić go jeszcze raz. Co Magda powiedziała mu z tej ławy, wyjaśni się w tej historii później. Tamtego dnia w komendzie ważniejsze okazało się coś innego.

Aneta Maj przyszła następnego dnia. Miała 43 lata i od 15 prowadziła własne studio. Kamerę z Nory rozpoznała zanim ktokolwiek zdążył ją zapytać. Mała prywatna kamera Magdy. Ta na wycieczki. Kulesza zapytała o jedno. Czy w tej kamerze świeciła się lampka nagrywania? Aneta odpowiedziała bez wahania.

U Magdy ta lampka nie świeciła się nigdy w żadnej kamerze. Wyłączała ją w menu pierwszego dnia, jak tylko wyjęła kamerę z pudełka. Kulesza zapisała to w notatce i podkreśliła dwa razy. Jeszcze nie wiedziała dlaczego. Najdłuższe ujęcie na kasecie zaczynało się o 18:3. Kamera stała nieruchomo na statywie i patrzyła w dół na dolinę. Magda nie mówiła nic.

Tak nagrywała zawsze, kiedy chciała mieć zmianę [muzyka] światła. Zostawiała kamerę na 20-30 minut, a potem przyspieszała to na montażu. Słońce schodziło za grzbiet. Po łące na dnie doliny przesuwał się cień, a w lewym dolnym rogu kadru, 400 m niżej, stała ciężarówka. Na pełnym ekranie była to kilkumilimetrowa plamka.

Laboratorium powiększyło ją klatka po klatce. Samochód do wywozu drewna z dźwigiem. Dźwig podnosił kłody i układał je na naczepie. Obok stał mniejszy samochód terenowy, jasny, bez żadnych napisów, które dałoby się odczytać. Sobota, 18:00. Pół godziny przed zachodem słońca. Kulesza wysłała powiększenia do nadleśnictwa z jednym pytaniem.

Czy w tym miejscu we wrześniu 2005 roku prowadzono zrąb? Odpowiedź przyszła po tygodniu i miała dwie strony. [muzyka] Na mapie leśnej to miejsce było wyłączonym drzewostanem nasiennym. Tak leśnicy nazywają najlepsze fragmenty lasu z najzdrowszymi drzewami, z których zbiera się nasiona na nowe uprawy.

W takim drzewostanie zwykłej wycinki się nie prowadzi. W planie na 2005 rok nie było tam ani jednego ściętego drzewa, a ktoś [muzyka] w sobotni wieczór ładował stamtąd drewno na ciężarówkę. Kulesza położyła obok siebie dwie mapy. Mapę z Akt z 2005 roku, na której przewodnik psa zaznaczył, gdzie zwierzę zgubiło trop i mapę z nadleśnictwa.

Punkt, w którym pies stanął na żwirze, leżał przy tej samej drodze, którą kilkanaście minut wcześniej musiała przejechać ciężarówka z drewnem. Tej samej drodze, na którą według akt nikt nie [muzyka] mógł wjechać. Wiesław Rogala przyjechał do komendy na prośbę Kuleszy. Obejrzał powiększenia w milczeniu.

Potem powiedział: “Szlaban był zamknięty. Założyliśmy, że nikt tam nie wjechał”. Nikt nie zapytał, kto ma klucze. To było jedno zdanie, ale stała za nim cała wersja z torfowiskiem. Jeśli nad potokiem mógł stanąć samochód, pies nie musiał zgubić śladu na żwirze. Mógł go zgubić dlatego, że Magda do tego samochodu wsiadła.

Pozostawało pytanie, kto mógł podnieść szlaban? Nadleśnictwo przechowało w archiwun zeszyt wydawania kluczy z tamtych lat. Kulesza dostała kopię. 14 nazwisk. leśniczowie z okolicznych leśnictw, strażnicy straży leśnej, myśliwi z koła łowieckiego, które dzierżawiło te tereny, dwie firmy, które na zlecenie wywoziły drewno, i ratownicy z GOPR.

14 nazwisk i 18 [muzyka] lat. Część z tych ludzi już nie żyła, część wyjechała. Kulesza nie miała jak zawęzić tej listy. Jeszcze nie. W czwartek 23 maja laboratorium przesłało drugą część odczytu. Tym razem sam dźwięk, to co było pod czernią. Kulesza słuchała go w słuchawkach z wydrukiem czasu z kasety przed sobą.

18:24,50 [muzyka] sekund. Szum lasu, potok, daleko jakiś ptak i nagle bardzo blisko mikrofonu męski głos, spokojny, uprzejmy, z miejscowym zaśpiewem. Człowiek w średnim wieku. Dobry wieczór. Co [muzyka] pani tu nagrywa? Magda odpowiada coś, czego nie da się zrozumieć i się śmieje. Mężczyzna mówi dalej, że to teren zamknięty, że tu nie wolno filmować.

Głos wciąż jest uprzejmy, ale coraz krótszy. Po minucie pada zdanie, które biegły Hanusz wypisał w protokole osobno. Proszę dać kasetę. Magda odmawia. Spokojnie, jednym zdaniem, którego fragment zjadła pleśń. Mężczyzna powtarza prośbę. Potem jeszcze raz, już bez. Proszę. O 18:28 i1 sekund słychać szarpnięcie, trzask plastiku, szelest, uderzenie i coś, co toczy się po kamieniach.

Obraz, jak Kulesza wiedziała z pierwszej części w tej sekundzie ucieka w niebo i w paprocie. 5 sekund później krzyczy Magda głośno, wyraźnie, w innym kierunku niż przed chwilą. wpadła do potoku. Trzy słowa. Te same, o których Hanusz powiedział, że nie były krzykiem strachu. Kulesza cofnęła nagranie i słuchała tego miejsca, aż zrozumiała, co miał na myśli.

Magda nie krzyczała do nikogo o pomoc. Krzyczała do niego i pokazywała mu wodę. A kamera leżała w paprociach, nie w potoku. Czy mężczyzna jej uwierzył? Na taśmie słychać kroki w dół, chlup od wody, przekleństwo, potem rozmowę, która trwa kilka minut. Mężczyzna mówi szybko i coraz głośniej. Głos Magdy jest cichy i oddala się. Laboratorium nie zdołało wyciągnąć z tego fragmentu więcej niż pojedyncze słowa.

O 18:33 i 40 sekund trzaskają drzwi samochodu. Jedne. Drugie, silnik. Samochód rusza po żwirze i odjeżdża. Potem jest już tylko las, potok, szum drzew, ptak, który odzywa się coraz rzadziej, bo zapada zmrok. Kulesza zapisała w notatce. 18:34. Magda Janik nie idzie na torfowiska, odjeżdża samochodem. Mogła na tym skończyć odsłuch.

Kaseta zapisywała jednak dalej, bo nikt jej nie wyłączył. O 18:39, 5 minut po tym, jak samochód odjechał, na taśmie znowu słychać silnik. Samochód wracał. Ostatnie minuty kasety były w najgorszym stanie. Ten odcinek taśmy leżał najbliżej pękniętej [muzyka] obudowy i przez 18 lat chłonął wilgoć z nory. Hanusz odklejał go od szpuli milimetr po milimetrze.

Trzecia część odczytu przyszła do Wrocławia w czwartek 20 czerwca. 6,5 minuty dźwięku. 18:39,5 sekund. Silnik zbliża się po żwirze i milknie. Nie przy potoku, tylko dalej, może 100 met niżej. Trzask drzwi. Jedne drzwi, nie dwoje. Potem kroki. Ktoś schodzi drogą szybko. Prawie biegnie. Kamienie pod butami. Klik.

Hannusz opisał ten dźwięk w protokole jako włącznik latarki. W dolinie pod świerkami było już wtedy prawie ciemno. Słońce zachodziło za kwadrans. Kroki schodzą z drogi i zbliżają się do mikrofonu. Szelest paproci, potem woda. Ktoś wchodzi do potoku i brodzi. Przewraca kamienie. Plusk. Znowu plus. Człowiek mówi coś do siebie półgłosem.

Laboratorium wyczyściło z tego jedno słowo, przekleństwo i jedno pełne zdanie. Gdzie ty jesteś? Szukał w wodzie, dokładnie tam, gdzie pokazała mu Magda. Kulesza słuchała tego fragmentu z mapą przed sobą. Statyw w 2005 roku leżał 10 met od [muzyka] drogi. Kamera, sądząc po dźwięku kilka metrów od statywu obiektywem w paprociach.

Człowiek z latarką był od niej trzy, może 4 metry. Dlaczego jej nie zobaczył? Kulesza wróciła do swojej notatki sprzed miesiąca, do zdania podkreślonego dwa razy. U Magdy lampka nagrywania nie świeciła się nigdy. czarna kamera, czarne paprocie, zmierzch i żadnego czerwonego punktu, który w ciemności widać z daleka.

Tym razem wiedziała już, dlaczego je podkreśliła. 18:41 i 30 sekund. Człowiek wciąż jest w potoku i wtedy bardzo blisko odzywa się trzeci głos. Metaliczny z trzaskami jak z głośnika. 6262 zgłoś się. Szybki ruch, szelest ubrania. Radio milknie w pół słowa, jakby ktoś zakrył je ręką albo przekręcił gałkę. Potem jeszcze 4 minuty.

Kroki w potoku, oddech. O 18:43 człowiek zatrzymuje się tak blisko kamery, że mikrofon łapie jego oddech. Ciężki, szybki. Stoi tak kilka sekund. 18:45 [muzyka] i 30 sekund. Taśma się kończy. Człowiek wciąż szuka. Kulesza puściła ten fragment całemu zespołowi. Nikt nie odezwał się przez dłuższą chwilę. 62.

Co to mogło znaczyć? Pierwsza myśl numer rejestracyjny, ale w radiu nikt nie wywołuje ludzi po tablicach samochodów. Druga godzina, kot jakiś komunikat. Kulesza sprawdziła w komendzie w Jeleniej Górze jak w 2005 roku wywoływali się policjanci. Inaczej sprawdziła w grupie karkonowskiej gopr. Ratownicy mieli własne kryptonimy i żaden nie brzmiał jak liczba.

Zostali ludzie z listy 14 nazwisk. i jedna instytucja, która miała w tych lasach własną sieć radiową, Lasy Państwowe. Kulesza poprosiła nadleśnictwo o kogoś, kto pamięta łączność radiową sprzed 20 lat. Wskazali Zenona Dudka. Dudek miał 71 lat. Przez ponad 30 lat był dyżurnym w punkcie alarmowo-dyspozycyjnym nadleśnictwa.

W sezonie pożarowym siedział przy radiostacji od rana do wieczora. wysłuchał nagrania w swojej kuchni dwa razy z zamkniętymi oczami. Potem powiedział: “To jest wywołalnie z dyspozytorni. Od marca do końca września wieczorem wywoływaliśmy po kolei wszystkie leśnictwa. Każde miało swój numer.

Leśniczy odpowiadał, że u niego spokój, bez dymu i następne. 24 września, ostatni tydzień sezonu pożarowego. Kulesza zapytała, czy pamięta, które leśnictwo miało numer 62. Dudek wstał, poszedł do pokoju i wrócił z zeszytem w kratkę grubym z pożłkłymi rogami. Prowadził go od lat 80. numery, nazwy leśnictw, nazwiska leśniczych, zmiany, dopiski  ołówkiem.

Przerzucił kilka kartek i położył palec na jednym wierszu. 62. Leśnictwo w dolinie Izery. Leśniczy Zdzisław Kmieć. To nazwisko było na liście 14. W zeszycie wydawania kluczy stało na pierwszym miejscu. Kulesza wróciła do akt z 2005 roku. Przeczytała je jeszcze raz. Strona po stronie szukając tego nazwiska.

Protokoły przesłuchań, listy ochotników, mapy sektorów, notatki z odpraw o świcie. Zdzisław Kmieć nie pojawiał się w nich ani razu. Leśniczy z tej [muzyka] samej doliny, człowiek, który znał tam każdy potok i każdą drogę. Przez [muzyka] 9 dni jego las przeczesywało 150 osób, a jego nikt nie przesłuchał i on nikomu niczego nie powiedział.

Dział kadr nadleśnictwa odnalazł jego teczkę osobową. W poniedziałek 26 września 2005 roku Kmieć wziął [muzyka] trzy dni urlopu do środy. Tego samego dnia, w którym ochotnik znalazł statyw, był to jedyny urlop, jaki wziął w tamtym roku. W marcu 2024 [muzyka] kmieć miał 66 lat. Od roku był na emeryturze [muzyka] i mieszkał w Piechowicach.

Kilkanaście kilometrów od doliny. Sekretariat nadleśnictwa prowadzi zeszytów. Kulesza poprosiła o marzec. 22 marca, trzy dni po tym, jak lokalny portal napisał o kamerze znalezionej w Lisiej Noze, zadzwonił emerytowany leśniczy Zdzisław Kmieć. Sekretarka zanotowała jego pytanie, bo wydało jej się dziwne jak na człowieka, który formalnie nie miał już z lasem nic wspólnego.

Gdzie dokładnie znaleziono? Kulesza nie wezwała go od razu. Głos z taśmy to jeszcze nie dowód. Numer z zeszytu emerytowanego dyżurnego też nie. Potrzebowała czegoś, czego nie da się wytłumaczyć z biegiem okoliczności. Znalazła to w dokumentach, które nadleśnictwo przysłało jej wcześniej przy pytaniu o ciężarówkę.

Kilka kartek, które przejrzała wtedy pobieżnie. W aktach z 2005 roku nazwisko kmie nie pada ani razu. Ale 22 października, 4 tygodnie po zaginięciu Magdy, Zdzisław Kmieć zrobił w swoim lesie coś, czego nie było w żadnym planie. Zanim Kulesza sięgnęła po te dokumenty, laboratorium przepuściło całą taśmę jeszcze raz od pierwszej do ostatniej sekundy z nowymi filtrami.

Z obrazu, dźwięku i godzin zapisanych w każdej klatce dało się odtworzyć ostatnie popołudnie Magdy Janik. Prawie minuta po minucie. Tak wyglądało. 14:5. Orle. Magda kręci budynek schromiska z drogi, potem odwraca kamerę na siebie. Ma na sobie zieloną kurtkę i czapkę z pomponem. Mówi szeptem, jakby ktoś mógł podsłuchać.

Dzień pierwszy tajnej operacji. Obiekt nic nie wie i się śmieje. Potem dolina i Zera płynie płytko po kamieniach. Magda nagrywa ją z brzegu, z mostku, z góry. Co kilka minut wyłącza kamerę, żeby oszczędzać baterie i taśmy. Tak robi zawsze. 15:55. Chatka górzystów. W środku kilka osób przy herbacie.

Magda pyta gospodarzy, czy może na 5 minut zająć ławę przy piecu. Ustawia kamerę na statywie, sprawdza kadr, siada. 15:58 mówi do Kamila. Kamil, jeśli to oglądasz na naszym weselu, to znaczy, że Aneta dotrzymała tajemnicy. Siedzę na tej ławie, tej samej. 5 lat temu było tu 20 stopni mrozu, a ty tłumaczyłeś wszystkim, dlaczego jest tak zimno i nawet nie zauważyłeś, że nagrywam tylko ciebie.

Nagrałam wtedy 40 minut, 38 z tobą. Śmieje się i odwraca na chwilę wzrok. Poprosiłam cię wtedy, żebyś powiedział coś ciepłego. Nie powiedziałeś. To dzisiaj ja powiem. Na każdym weselu mówię ludziom: Zapomnijcie o mnie. Mnie tu nie ma. Dzisiaj pierwszy raz mówię odwrotnie. Jestem i będę nawet wtedy, kiedy [muzyka] będziesz tłumaczył naszym dzieciom, dlaczego tutaj jest tak zimno.

Nagranie trwa jeszcze kilka sekund. Magda patrzy w obiektyw i nic nie mówi. Potem wstaje i wyłącza kamerę. 16:20 łąka. 17:30 Droga w dół doliny. Słońce jest już nisko i robi się złote. Magda nagrywa pojedyncze kadry. Świerk pod światło, pajęczyny na kosodrzewinie, własne buty na żwirze. 17:45. Magda schodzi z drogi przy bocznym potoku i wchodzi na strome zbocze.

Tu jest odpowiedź na pytanie z 2005 roku. Po co wchodziła na to zbocze? Z góry widać całą dolinę naraz. Magda ustawia statyw przy starym pniu 30 met nad drogą. Kieruje kamerę w dół. 18:3. Nagrywanie. Długie ujęcie. Magda chce mieć na wstępie to, jak zmierzch schodzi do doliny. Za kilka miesięcy na montażu zmieści pół godziny w 10 sekundach. Siada obok na mchu.

O 18:10 słychać szelest folii. Kanapka od matki. Magda mówi z pełnymi ustami do nikogo. Mama by się ucieszyła. Na dole w rogu kadru dźwig ładuje kłody na ciężarówkę. Magda ją widzi. Na taśnie słychać jak mówi półgłosem. Nawet ciężarówka ładnie wygląda w tym świetle. Nie wie co patrzy. Dla niej to zwykła praca w lesie.

Sobotni [muzyka] wieczór. Ktoś się spieszy przed zmrokiem. Nie zmienia kadru. Ta ciężarówka jej nie przeszkadza. Ale ktoś na dole widzi błysk obiektywu na zboczu. 18:24,50 sekund. Kroki za plecami. Mężczyzna przyszedł od strony drogi pod górę. Cicho. Dobry wieczór. Co pani tu nagrywa? Magda nie wstaje od razu odpowiada swobodnie, że nagrywa zmierzch do filmu, że potrzebuje jeszcze kwadransa światła.

Mężczyzna mówi, że to teren zamknięty i że tu nie wolno filmować. Magda przeprasza. Mówi, że zaraz skończy i zejdzie. Proszę dać kasetę. Magda pierwszy raz milknie na dłużej. Potem mówi zdanie, które laboratorium wyczyściło dopiero przy ostatnim odsłuchu. To jest prezent ślubny. Za sześć tygodni wychodzę za mąż.

Proponuję, że pokażę mu na ekranie wszystko, co nagrała. Że jeśli coś mu przeszkadza, wytnie to na montażu. Mężczyzna powtarza jedno: “Kaseta już bez proszę”. Aneta Maj, która słuchała tego fragmentu razem z Kuleszą, powiedziała później: “Ona nie mogła mu jej dać. To było w niej głębiej niż strach”. “Kaseta to jedyny egzemplarz dnia, który się nie powtórzy.

” Mówiła mi to od pierwszego wesela. Magda mówi: “Nie, 18:28 i 15 sekund. Mężczyzna chwyta kamerę, Magda łapie za pasek. Szarpnięcie. Statyw przewraca się przez pień i razem z kamerą leci w dół zbocza przez kamienie i paprocie prawie do samej wody. Co dzieje się w głowie człowieka w takiej sekundzie? U Magdy dzieje się jedno.

Ona wie, gdzie kamera spadła. On nie wie. Wpadła do potoku. Krzyczy to głośno w stronę wody i pokazuje ręką. Mężczyzna zbiega na dół. Wchodzi do potoku, przewraca kamienie. Kamera leży kilka metrów obok obiektywem w paprociach. Nagrywa dalej. Czerwona lampka się nie świeci. Nigdy się nie świeciła. Magda nie schodzi za nim.

Nie ucieka też w las. Na taśmie słychać jej kroki na żwirze i głos, który próbuje być spokojny. Mówi, że nic się nie stało, że kaseta i tak jest w wodzie, że trudno. Mężczyzna wychodzi z potoku. Rozmowa robi się szybka i głośna z jego strony. Magda odpowiada cicho. Co mówi on? Laboratorium w większości nie odczytało.

[muzyka] Co mówi ona, słychać wyraźnie jeszcze raz. Niech mnie pan odwiezie do samochodu. 18:33. Kroki na żwirze oddalają się w stronę drogi i zanim trzasną drzwi samochodu, na taśmie jest jeszcze coś. Hanusz wychwycił to dopiero przy ostatnim przejściu z najczulszym filtrem, bo Magda powiedziała to bardzo cicho. Nie do mężczyzny.

Odwrócona w bok, w stronę paproci, w których leżała kamera. Cztery słowa szeptem. Co znaczyły pierwsza zrozumiała jej matka? Dokument nazywał się Karta odnowienia. [muzyka] Jedna strona. Formularz wypełniony ręcznie, pieczątka leśnictwa ner 62. Data 22 października 2005 [muzyka] roku. Powierzchnia 40 arów.

Posadzono 2000 sadzonek jodły. Przyczyna: odnowienie po szkodach od wiatru. Podpis Zdzisław Kmieć. Miejsce: wyłączony drzewostan nasienny. Ten sam, w którym na nagraniu Magdy ładowano drewno na ciężarówkę. Kulesza poprosiła nadleśnictwo o rejestr szkód z jesieni 2005 roku. Wichury, śniegołomy, wiatrołomy. W leśnictwie ner 62 tamtej jesieni nie zapisano żadnych.

Wiatr nie przewrócił tam ani jednego drzewa. Po co leśniczy sadzi las w miejscu, gdzie nic się nie stało? I dlaczego tak się spieszy, że robi to w październiku, cztery tygodnie po zaginięciu kobiety w jego dolinie? Żeby to zrozumieć, trzeba wiedzieć, kim był Zdzisław Kmieć. Urodził się w lutym 58 roku pod Jelenią Górą.

Leśniczym został na początku lat 80, dokładnie wtedy, kiedy góry Izerskie zaczęły umierać. Elektrownie po polskiej, czeskiej i wschodnioniemieckiej stronie granicy wyrzucały w powietrze tyle siarki, że ten zakątek Europy nazywano czarnym trójkątem. Kwaśne deszcze zabiły świerki na całych zboczach.

Ludzie, którzy pamiętają tamte lata, mówią, że góry były szare jak popiół. Leśnicy sadzili je od nowa. Drzewo po drzewie przez całe lata 90. Kmieć był jednym z nich. Lokalne gazety pisały o nim z szacunkiem. znał każdy potok w dolinie Izery. Mieszkał w Leśniczówce. Ludzie mu ufali. Wiosną 2005 roku, pół roku przed zaginięciem Magdy, Regionalna telewizja nakręciła reportaż o tym, jak odrodził się Izerski las.

Kmieć mówił w nim przez dwie minuty. Stał na zboczu w zielonej kurtce i opowiadał: “Tu wszystko było szare. Posadziliśmy to od nowa, drzewo po drzewie”. Kulesza odnalazła ten materiał w archiwum telewizji i wysłała do Warszawy. Doktor Hanusz porównał głos z reportażu z głosem mężczyzny z Nad Potoku. Barwę, tempo, sposób wymawiania głosek, miejscowy zaśpiew.

W opinii napisał: “Oba nagrania z bardzo wysokim prawdopodobieństwem. Pochodzą od tej samej osoby. Człowiek, który posadził las i ten sam człowiek, który w sobotni wieczór chciał zabrać kobiecie kasetę. Brakowało jednego. Dlaczego? We wtorek 16 lipca do komendy we Wrocławiu przyjechał Henryk Olech, 59 lat. W 2005 roku miał małą firmę transportową i jedną ciężarówkę [muzyka] z dźwigiem.

Kulasza położyła przed nim powiększony kadr z kasety. Olech patrzył na niego kilka sekund. Potem powiedział, że to jego samochód. Poznał go po wygiętym ramieniu dźwigu, które sam kiedyś spawał. Olech wiedział, że część tego co powie dotyczy jego samego. Wiedział też, że za to co robił w 2005 roku prawo już go nie ukaże.

Przestępstwa sprzed prawie 20 lat się przedawniły. Mówił więc wszystko. Od 2003 roku Kmieć dzwonił do niego mniej więcej razy w miesiącu. Zawsze w sobotę, zawsze wieczorem, kiedy w lesie nie było nikogo z nadleśnictwa. Drewno z drzewostanu nasiennego. Najlepszy bóg i świerk w całej dolinie. Bez dokumentów za gotówkę, za połowę ceny.

Za jednym razem około 40 m s. 24 września przyjechał jak zwykle. Ładowali od 6:00. Oleg zeznał. Koło 18:20 kmieć spojrzał w górę na zbocze nad potokiem. Powiedział: “Jakaś baba filmuje z góry. Jedź już”. I poszedł pod górę. Ja pojechałem. Dwa tygodnie później Olech usłyszał w radiu o zaginionej kobiecie z kamerą. Kulesza zapytała, dlaczego nie poszedł na policję.

Bo musiałbym powiedzieć, co tam robiłem i bo nie chciałem wiedzieć. Wiosną 2006 roku straż leśna przeprowadziła w leśnictwie numer 62 kontrolę. Stwierdzono brak 410 m s drewna. W protokole zapisano kradzież przez nieznanych sprawców. Kmieć dostał nagane za niedopilnowanie. Na tym się skończyło. Nikt nie połączył tego protokołu z aktami zaginionej operatorki.

Inna instytucja, inny urząd, inna teczka. Dwie sprawy z tej samej doliny przeleżały 18 lat w dwóch różnych szafach. Zastała karta odnowienia i 40 arów jodły. Państwowy zasób geodezyjny przechowuje zdjęcia lotnicze całej Polski z różnych lat. Kulesza poprosiła o dwa. Na zdjęciu z 2004 roku drzewostan nasienny nad Potokiem jest jednolity.

Ciemne, stare korony jedna przy drugiej. Na zdjęciu z 2009 roku w samym jego środku widać jasny prostokąt. Młode drzewa posadzone równymi rzędami, ktoś wyciął starodrzew w miejscu, w którym nie wolno było wycinać. A potem, zanim ktokolwiek to zauważył, zasadził tam nowy las. Kulesza napisała w raporcie dla prokuratora jedno zdanie, które później przytoczono w akcie oskarżenia.

Leśniczy sadzi las, żeby coś rosło. Ten posadził, [muzyka] żeby coś przykryć. Prokurator zgodził się na przeszukanie terenu. We wtorek 27 sierpnia 2024 roku o 7:00 rano nad potokiem w dolinie Izery stanęło kilka samochodów. Technicy z georadarem, policjanci i przewodnik z Wrocławia z psem wyszkolonym do szukania zwłok.

Pies szedł powoli między rzędami jodeł. Były już wyższe od ludzi. Obwąchiwał ziemię, zawracał, szedł dalej. W połowie czwartego rzędu zatrzymał się, pokręcił się w miejscu i położył się na ziemi między dwoma rzędami drzew. Te jodły rosły tam od prawie 19 lat. Dokładnie od tak dawna, od jak dawna nie było Magdy. Georadar pokazał pod ziemią zaburzenie.

prostokąt długości niespełna dwóch metrów na głębokości około metra między dwoma rzędami jodeł dokładnie tam gdzie położył się pieschnicy kopali ręcznie łopatkami i pędzlami przez cały dzień korzenie jodeł przez 19 lat wrosły w tę ziemię i każdy trzeba było obciąć osobno. Po południu pod korzeniami pojawił [muzyka] się strzęb zielonej tkaniny.

Potem podeszwa buta turystycznego. Zielona kurtka, ta sama, w której Magda na nagraniu z Orla mówiła do kamery: “Obiekt nic nie wie”. Biegły z zakładu medycyny sądowej we Wrocławiu opisał szczątki w opinii na kilkunastu stronach. Najważniejsze było jedno zdanie. Uraz głowy, który nie mógł powstać przy upadku z wysokości własnego ciała.

Badanie DNA porównano z próbką odbożony Janik. Zgodność potwierdzono we wrześniu, tego samego dnia 27 sierpnia o 14:00 policjanci zapukali do mieszkania w bloku w Piechowicach otworzył wysoki siwy mężczyzna w swetrze, 66 lat. W notatce z zatrzymania zapisano jego pierwsze słowa, zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć.

Czekałem na was od marca. Na pierwszym przesłuchaniu zmienił jednak zdanie. powiedział, że nigdy nie widział Magdy Janik, że 24 września siedział w leśniczówce, że o żadnej ciężarówce nic nie wie, że Olech kłamie, bo ma do niego żal o dawne pieniądze. Kulesza nie kłóciła się z nim. Postawiła na stole laptop i włączyła nagranie od 18:39.

Silnik na żwirze, kroki, klik latarki, plusg wody, przekleństwo i metaliczny głos z trzaskami. 6262 zgłoś się. Kmieć poprosił, żeby to wyłączyć. Kulasza wyłączyła. Przez kilka minut nikt w pokoju nic nie mówił. Potem poprosił o obrońcę. Następnego dnia już z adwokatem złożył [parsknięcie] wyjaśnienia.

trwały 5 godzin. Ich treść znalazła się potem w akcie oskarżenia i w uzasadnieniu wyroku. Według km wszystko zaczęło się od błysku na zboczu. Zobaczył kobietę z kamerą skierowaną na ciężarówkę Olecha. Poszedł na górę, żeby zabrać kasetę. Nie chciała dać. Szarpnął za kamerę i kamera poleciała w dół.

Kobieta krzyknęła, że wpadła do potoku. Szukał jej w wodzie i nie znalazł. Wtedy jak mówił, chciał tylko porozmawiać. wziął kobietę do samochodu. Obiecał, że odwiezie ją na parking. W samochodzie zaczęła się kłótnia. Powiedziała, że wszystko zgłosi. Kmieć twierdził, że chciała wyskoczyć w czasie jazdy, że gwałtownie zahamował i że uderzyła głową o ramę drzwi.

To był wypadek. Powtórzył kilka razy. Kulesza zapytała, dlaczego w takim razie nie wezwał pomocy. Na to pytanie Kmieć nie odpowiedział. Resztę opowiedział bez przerywania. zawrócił na rozwidleniu dróg i wrócił nad potok, żeby jeszcze raz poszukać kamery. To te kilka minut, które zapisała taśma.

Dyspozytorni nie odpowiedział, bo jak powiedział nie mógł mówić normalnym głosem. Tej samej nocy pochował kobietę na świeżym zrębie w drzewostanie nasiennym, gdzie ziemia była miękka po zwózce drewna. Jej plecak i telefon spalił w piecu w leśniczówce. W poniedziałek wziął urlop, wyjaśnił to jednym zdaniem.

Żeby nikt mnie o nic nie pytał. Nie umiałbym kłamać, patrząc ludziom w oczy. Przez kolejne tygodnie wracał nad potok cztery razy, zawsze nocą z latarką. Przewracał kamienie w wodzie, szukał w paprociach. Kamery nie było. W końcu uznał, że porwała ją woda, a taśma rozmokła i przepadła. W październiku posadził na zrębie jodły 2000 sadzonek.

Wpisał w dokumenty szkody od wiatru. Zapytany o powód powiedział, żeby nikt nie przyglądał się tej ziemi. Nowy las miał przykryć jednocześnie ścięte drzewa i grób. Czy przez te 19 lat myślał o Magdzie? Kulesza zadała mu to pytanie na końcu. W protokole zapisano odpowiedź. Myślałem o kamerze i wtedy wyjaśniło się, dlaczego w marcu zadzwonił do nadleśnictwa.

Kiedy przeczytał, że w lisiej noze znaleziono kamerę, chciał wiedzieć jedno. Czy Nora była przy tamtym potoku. Była 300 m od niego. We wrześniu Kulesza zadzwoniła do Bożeny Janik z wynikiem badania DNA. Rozmowa trwała krótko. Bożena wysłuchała, podziękowała, a potem powiedziała zdanie, które Kulesza zapisała w notatce służbowej.

To teraz już mogę napisać. Kamil zadał policjantce tylko jedno pytanie. Czy Magda się bała? Kulesza odpowiedziała mu tym, co było na taśmie, że do ostatniego zdania mówiła spokojnie, że o kasetę kłóciła się tak, jak kłóci się ktoś, kto jest pewien, że ma rację. i że w najgorszej sekundzie tamtego wieczoru myślała szybciej niż człowiek, który ją krzywdził.

Prokuratura okręgowa w Jeleniej Górze skierowała do sądu akt oskarżenia pod koniec roku. Zabójstwo. Kmieć nie przyznał się do niego, przyznał się do wszystkiego innego. Obrona przyjęła jedyną linię, jaka jej została. Nie spierała się z tym, że Kmieć był nad potokiem. Uderzyła w to, na czym stało całe oskarżenie.

Na pierwszej rozprawie we wtorek 11 lutego 2025 roku obrońca wstał i powiedział: “Nie ma dowodu, że to ta sama kaseta. 18 lat w lisiej noze, potem harwester, leśniczy, policja, laboratorium. Kto i kiedy mógł to nagranie zmienić? Jeśli sąd by go posłuchał, z całej sprawy zostałoby wyjaśnienie oskarżonego, a w nim słowo wypadek”. Na odpowiedź obrony sąd w Jeleniej Górze poświęcił dwie rozprawy.

Pierwszy zeznawał Dawid Fijał. Opowiedział jak podniósł świerk, jak zobaczył kamerę przy wylocie nory i jak zadzwonił do leśniczego. Leśniczy zeznał, że kamera do przyjazdu policji leżała w reklamówce na masce jego samochodu i nikt jej nie otwierał. Policjant ze Szklarskiej Porędy pokazał protokół zabezpieczenia z godziną i podpisami.

Potem zeznawał doktor Piotr Hanusz. Wyjaśnił sądowi rzecz, o której obrona wcześniej nie mówiła. Kaseta tego typu zapisuje w każdej klatce datę i godzinę nagrania. Nie na naklejce, nie w opisie, tylko w samym zapisie razem z obrazem i dźwiękiem. Na tej taśmie każda sekunda od 145 [muzyka] do 18:45 ma swój znacznik z 24 września 2005 roku.

Zapis biegnie bez [muzyka] przerw poza miejscami, w których Magda sama wyłączała kamerę. Nie ma w nim wklejek ani cięć. Żeby zmienić te taśmę, ktoś musiałby wiedzieć, co na niej jest, zanim ją znaleziono. Powiedział Hanusz. Oryginał od pierwszego dnia leżał w magazynie dowodów. Laboratorium pracowało na kopiach. Obrońca zapytał jeszcze o głos.

Czy biegły może wykluczyć, że to ktoś inny? Hanusz odpowiedział, że pewności absolutnej fonoskopia nie daje nigdy, ale głos z reportażu z wiosny 2005 roku i głos [muzyka] znadptoku łączy tyle cech, że inne wyjaśnienie jest skrajnie mało prawdopodobne. A Radiotelefon wywołał tego wieczoru jedno leśnictwo. Leśnictwo oskarżonego.

Zeznawał Henryk Olech. Zeznawał Zenon Dudek ze swoim zeszytem w kratkę. Biegły z medycyny sądowej powtórzył to, co napisał w opinii. Uraz głowy Magdy nie pasuje do uderzenia o ramę drzwi przy hamowaniu. Sąd obejrzał zdjęcia lotnicze z 2004 i 9 roku, kartę odnowienia z podpisem oskarżonego, rejestr szkód bez jednego wiatrołomu, a potem prokurator poprosił o odtworzenie ostatniego fragmentu kasety 18:33.

Kroki na żwirze, głos Magdy. Niech mnie pan odwiezie do samochodu. A zaraz po nim, bardzo cicho, w stronę paproci, cztery słowa, które Hanusz wyciągnął spod szumu przy ostatnim przejściu taśmy. Mnie tu nie ma. W protokole rozprawy zapisano, że w tym momencie z ławki dla pokrzywdzonych wstała Bożena Janik.

Sędzia pozwolił jej mówić. Ona to mówiła na każdym weselu do państwa młodych, żeby zapomnieli o kamerze i byli sobą. Tam nad tym potokiem ona to powiedziała do kamery, żeby on o niej zapomniał. Wtedy wszyscy na sali zrozumieli, co znaczył ten szept. O 18:33 Magda wiedziała, że kamera leży w paprociach i nagrywa. Wiedziała, że lampka jest wyłączona.

Mogła odwrócić [muzyka] się do niej. pokazać ją, poprosić, żeby ją podniósł. Zamiast tego odeszła w drugą stronę i zostawiła ją tam, gdzie była, jako świadka. W ustnych motywach wyroku sędzia powiedział: “Najważniejszym świadkiem w tej sprawie była pokrzywdzona”. Wyrok zapadł we wtorek, 17 czerwca 2025 roku.

Sąd uznał Zdzisława Kmiecia winnym zabójstwa Magdy Janik. Wersję o wypadku odrzucił. Opinia biegłego, brak jakiejkolwiek próby wezwania pomocy, nocny pochówek, las posadzony na grobie i 19 lat milczenia. Kara: 25 lat pozbawienia wolności. Sąd zastosował przepisy z 2005 roku, bo były dla oskarżonego względniejsze niż dzisiejsze. Za resztę nie odpowie.

Kradzież drewna, fałszywa karta odnowienia, przetrzymywanie Magdy w samochodzie. To wszystko przedawniło się wiele lat temu. [parsknięcie] Za las i za kłamstwa nie odpowie nigdy, tylko za nią. W styczniu 2026 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał wyrok w mocy. Kmieć ma 68 lat. O warunkowe zwolnienie będzie mógł się starać najwcześniej jako 81latek.

Henryk Olech nie usłyszał żadnych zarzutów. Sprzedał ciężarówkę jeszcze przed procesem. Wiesław Rogala przyszedł na ogłoszenie wyroku i usiadł w ostatnim rzędzie. Powiedział potem, że dziś w każdej sprawie zaginięcia w górach pierwsze pytanie zadawałby o klucze. Dawid Fijał dalej pracuje w lasach nad Izerą.

Nora pod korzeniami świerka zapadła się przy pierwszych roztopach. Magde Janik pochowano w sobotę 12 października 2024 roku na cmentarzu w Jeleniej Górze. Aneta Maj przyszła na pogrzeb bez kamery. Pierwszy raz od lat na tak dużym zgromadzeniu ludzi [muzyka] nie nagrywała niczego. 5 listopada 2025 roku minęło 20 lat od dnia, w którym Magda i Kamil mieli wziąć ślub.

Kamil pojechał tego dnia na halę Izerską. usiadł na ławie przy piecu w [muzyka] chatce górzystów, na tej samej, z której Magda mówiła do niego z taśmy. Siedział tam godzinę. Pięć lat przed jej śmiercią poprosiła go, żeby powiedział coś ciepłego. Czy powiedział to tamtego dnia na głos? Nie wie nikt. Kamil niczego nie nagrywał.

A teraz pytanie do was. Do kogo naprawdę Magda szeptała: “Mnie tu nie ma.” Do kamery, żeby nie zdradziła się ani jednym dźwiękiem. Do Kamila, który miał to kiedyś usłyszeć. A może do samej siebie? Napiszcie w komentarzach, jak wy to słyszycie. W sobotę 14 marca 2026 roku po prawomocnym wyroku prokuratura oddała bożenie Janik rzeczy córki, kamerę spękniętą obudową i przegryzionym paskiem i kopię nagrania na płycie.

Bożena obejrzała je w domu sama. Całe orle, dolinę, ławę przy piecu, zmierzch nad doliną i kanapkę w folii i cztery słowa na końcu. Potem postawiła kamerę na półce obok kaset z weselami, które Magda nagrała dla innych ludzi. Ta kamera już nigdy się nie włączy. Czerwona lampka nie zaświeci się w niej nigdy więcej.

nie świeciła się zresztą nigdy wcześniej i właśnie dlatego wszystko się nagrało.

Disclaimer: This story is fictional and created for entertainment purposes only. Any names, characters, places, or events are fictitious or used fictitiously. No real person or organization is intended to be portrayed.

You Might Also Enjoy