„Łóżko gwiazdy bywało gabinetem bezpieki”: Ujawnione po latach akta obnażają kulisy szantażu i inwigilacji największych legend polskiej sceny.
Pułapka uczuć i zaszczuta Maryna z Janosika
W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej świat kina, estrady i telewizji wydawał się milionom zwykłych ludzi niedostępną enklawą piękna, wolności i luksusu. Na ekranach królowały zjawiskowe kobiety, których uroda i talent rozbudzały zbiorową wyobraźnię, a ich prywatne losy uchodziły za bajkowe spełnienie marzeń. Jednak za kulisami tego barwnego spektaklu czaił się ponury cień komunistycznego aparatu represji. Departament Drugi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zajmujący się kontrwywiadem, doskonale zdawał sobie sprawę z siły kobiecego wdzięku. Służba Bezpieczeństwa bez żadnych skrupułów wkraczała do sypialni największych gwiazd, zamieniając intymne relacje w operacyjne narzędzia, a paszport na wyjazd za granicę czyniąc towarem wymiennym za raporty o mężach, kochankach i przyjaciołach ze sceny. Odtajnione po latach archiwa Instytutu Pamięci Narodowej odsłoniły dramatyczne karty z życia kobiet, które zmuszono do prowadzenia niebezpiecznej, podwójnej gry.

Porażającym przykładem tego bezwzględnego mechanizmu była historia Ewy Lemańskiej. W połowie lat siedemdziesiątych cała Polska kochała ją za rolę Maryny w kultowym serialu Janosik, widząc w niej uosobienie dziewczęcej czystości i niewinności. Poza planem filmowym jej życie zamieniło się jednak w koszmar, gdy popełniła w oczach reżimu grzech najcięższy: zakochała się w obywatelu Stanów Zjednoczonych, który był pilotem cywilnym. W realiach zimnej wojny każdy związek z człowiekiem zza żelaznej kurtyny automatycznie uruchamiał machinę inwigilacji. Bezpieka natychmiast zablokowała jej możliwość wyjazdu i postawiła brutalne ultimatum. Aktorkę wzywano na wyczerpujące, wielogodzinne przesłuchania, podczas których oficerowie wprost żądali podpisania zobowiązania do współpracy. Miała donosić na partnera, rejestrować jego kontakty oraz stać się informatorką w środowisku artystycznym. Zaszczuta, stojąca przed perspektywą zniszczenia kariery i rozłąki z ukochanym, została wciągnięta w matnię, z której jedyną drogą ucieczki okazała się bezpowrotna emigracja do Ameryki w 1980 roku.
Równie mroczny los spotkał Barbarę Kwiatkowską, znaną na świecie jako Barbara Lass. Gdy w wieku siedemnastu lat zagrała w komedii Ewa chce spać, mężczyźni natychmiast stracili dla niej głowę. Wkrótce została żoną wschodzącej gwiazdy reżyserii, Romana Polańskiego, co uczyniło z niej bezcenny cel dla wywiadu. Z zachowanych akt wynika, że zarejestrowano ją jako tajnego współpracownika o pseudonimie Kasia. Werbunek nie miał nic wspólnego z ideologią; był wynikiem bezwzględnego szantażu materiałami obyczajowymi. Funkcjonariusze zagrozili młodziutkiej dziewczynie wywołaniem skandalu, zakazem grania i dożywotnim odebraniem paszportu. W zamian oczekiwano, że wykorzysta swój erotyczny magnetyzm do inwigilowania zachodnich dyplomatów, a także będzie składać meldunki z własnego domu, raportując o nastrojach i planach męża. Ciągły strach przed dekonspiracją i psychiczny ciężar bycia marionetką w rękach oficerów doprowadziły do rozpadu jej małżeństwa i ucieczki na Zachód, gdzie bezpieka wreszcie straciła nad nią kontrolę.
Arystokratyczny dystans i międzynarodowe pułapki
Niezwykle gorzką kartę w archiwach pozostawiła również sprawa Beaty Tyszkiewicz, pierwszej damy polskiego kina i muzy Andrzeja Wajdy. W 1961 roku, u progu wielkiej sławy, została zarejestrowana jako kontakt operacyjny o pseudonimie Elżbieta. Jako bywalczyni najbardziej wpływowych salonów stolicy, mająca dostęp do zagranicznych reżyserów, pisarzy oraz zachodnich dyplomatów, była dla bezpieki kopalnią wiedzy o elitach. Z notatek wynika, że spotkania odbywały się w dyskretnych kawiarniach i mieszkaniach, gdzie wypytywano ją o nastroje wśród inteligencji twórczej, kontakty z opozycją oraz nielicencjonowane publikacje. Choć gwiazda po latach bagatelizowała te kontakty, twierdząc, że prowadziła z oficerami grę i opowiadała o sprawach błahych, by chronić rodzinę i prawo do podróży, historycy przypominają, że w totalitarnym państwie nawet towarzyskie plotki stawały się amunicją w rękach śledczych.
Z kolei Krystyna Mikołajewska, zjawiskowa Sara z nominowanego do Oscara Faraona Jerzego Kawalerowicza, stała się zakładniczką własnej egzotycznej urody. Po wielkim sukcesie posypały się dla niej propozycje z Niemiec i Czechosłowacji. Dla kontrwywiadu jej częste wyjazdy na zagraniczne festiwale oraz bliskie relacje z twórcami z Zachodu były idealną okazją do stworzenia z niej agentki wpływu. Przed każdym wydaniem paszportu wzywano ją na rozmowy operacyjne, podczas których oficerowie bezceremonialnie wypytywali o intymne szczegóły jej znajomości z zagranicznymi producentami. Oczekiwano, że w sypialni wyciągnie informacje o poglądach politycznych swoich wpływowych adoratorów. Życie w nieustannym poczuciu osaczenia i przedmiotowego traktowania okazało się zbyt dużym obciążeniem psychicznym. Zamiast wielkiej europejskiej kariery, zaszczuta aktorka wybrała stopniowe wycofanie się z zawodu i ucieczkę przed okiem wielkiego brata.
Zdrada w teatralnej garderobie i salonie przyjaciół
Prawdziwym wstrząsem dla środowiska artystycznego było odnalezienie dokumentów dotyczących Małgorzaty Lorentowicz. Uwielbiana za role w Wojnie domowej czy Koglu-moglu dystyngowana dama, powszechnie szanowana za działalność patriotyczną i wspieranie internowanych, w latach siedemdziesiątych figurowała w kartotekach jako TW Katarzyna. W jej przypadku nie stosowano brutalnego szantażu; współpraca miała charakter zaufanych rozmów towarzyskich. Jej dom był otwarty dla elity teatralnej, a koledzy bez obaw zwierzali się jej z problemów finansowych, romansów i kontaktów z podziemiem. Lorentowicz relacjonowała te spotkania funkcjonariuszom, dostarczając bezcennych haków obyczajowych, które służyły później do łamania innych twórców. Dysonans między jej ekranowym wizerunkiem a zakulisową rolą powierniczki bezpieki pozostaje jedną z najsmutniejszych lekcji tamtej epoki.
Jeszcze bardziej bezwzględną postawą wykazała się Danuta Wodyńska, wybitna aktorka charakterystyczna znana z Nocy i dni oraz Lalki. W środowisku uchodziła za duszę towarzystwa, ciepłą kobietę, której każdy chętnie zwierzał się za kulisami. W rzeczywistości jako TW Mantra prowadziła cyniczną grę, motywowaną głównie chęcią zysku i poczucia ważności. W garderobach teatrów Dramatycznego i Powszechnego zbierała informacje o najjaśniejszych gwiazdach tamtych lat, w tym o Gustawie Holoubku i Kalinie Jędrusik. Jej raporty obfitowały w intymne detale dotyczące zdrad małżeńskich, problemów z alkoholem oraz nielegalnego handlu walutą. W zachowanych teczkach widnieją pokwitowania odbioru gotówki za donosy. Poczciwa koleżanka, która na co dzień pocieszała znajomych, bez mrugnięcia okiem spieniężała ich dramaty na spotkaniach z oficerami.
Nawet nieskazitelna legenda Aliny Janowskiej, bohaterki powstania warszawskiego i uwielbianej gwiazdy Zakazanych piosenek, została naznaczona cieniem akt o kryptonimie Alina. Stała bywalczyni elitarnego klubu SPATiF, gdzie toczyło się całe życie towarzyskie Warszawy, została uwikłana w rozmowy z bezpieką w zamian za możliwość swobodnego podróżowania do rodziny na Zachodzie. Choć aktorka do końca życia utrzymywała, że starała się nikomu nie szkodzić i lawirowała między żądaniami śledczych, jej raporty zawierały charakterystyki nastrojów panujących wśród artystów. Pokazuje to potęgę opresyjnego systemu, który nie wahał się łamać nawet osób o niepodważalnym autorytecie moralnym.
Szpiegowskie jaskółki i żelazna dama telewizji
Na tym tle dramatycznie wyglądała sytuacja Ireny Karel, blondwłosej piękności z Pana Wołodyjowskiego i Stawki większej niż życie. Dla oficerów wywiadu jej oszałamiający urok osobisty stanowił perfekcyjną przynętę. Służby typowały ją do roli klasycznej jaskółki, mającej nawiązywać intymne relacje z zachodnimi dyplomatami i wojskowymi z państw NATO bawiącymi w modnych stołecznych lokalach. Karel znajdowała się pod nieustannym szantażem blokady ról filmowych, a jej prywatne spotkania z mężczyznami były drobiazgowo analizowane w tajnych raportach. Odzierana z prywatności artystka musiała toczyć wycieńczającą walkę o zachowanie własnej godności w świecie, w którym jej kobiecość traktowano jak państwową broń.
Zupełnie inny charakter miała współpraca Ireny Dziedzic, twórczyni kultowego Tele-Echa i niekwestionowanej carycy telewizji. Jako TW Marlena w latach 1958–1966 oraz w późniejszym okresie prowadziła ze służbami wyrachowaną grę na własnych warunkach. Z zachowanych dokumentów wynika, że traktowała kontrwywiad jak narzędzie do eliminowania zawodowej konkurencji i budowania pozycji nietykalnej gwiazdy. Donosiła na kolegów z redakcji, którzy zagrażali jej pozycji, oraz na dawnych partnerów, pobierając za to sowite gratyfikacje. W przeciwieństwie do zastraszonych aktorek, z oficerami rozmawiała z pozycji siły, negocjując korzyści i bezwzględnie czyszcząc sobie przedpole na telewizyjnych korytarzach.
Najbardziej bolesnym ciosem w mit wielkiej rodziny artystycznej okazały się jednak dokumenty dotyczące Krystyny Sienkiewicz, uwielbianej komediantki z Rzeczypospolitej babskiej. Zarejestrowana jako TW Krystyna, obracała się w samym sercu legendarnego Studenckiego Teatru Satyryków, będącego enklawą wolnej myśli i twórczości Agnieszki Osieckiej czy Stanisława Tyma. Jej wesoła, roztrzepana natura sprawiała, że nikt nie zachowywał przy niej ostrożności. Tymczasem notatki bezpieki wskazują, że spotkania z nią przynosiły szczegółowe relacje z prywatnych dyskusji, nieocenzurowanych tekstów i planów środowiska opozycyjnego.