Uncategorized

Szok w Polsce! Anna Jantar chciała tylko wrócić do córki. Nie wiedziała, że to jej ostatnia podróż

Anna Jantar chciała tylko wrócić do córki. Kilka minut przed spotkaniem wydarzyło się coś, co wstrząsnęło całą Polską

 

Miała zaledwie 29 lat, miliony Polaków znały jej głos, a jej piosenki rozbrzmiewały w domach, samochodach i kawiarniach całego kraju. Jednak w marcu 1980 roku Anna Jantar nie myślała przede wszystkim o scenie, kolejnych przebojach ani o sławie. Po długiej podróży po Stanach Zjednoczonych chciała jednego – jak najszybciej znaleźć się w Warszawie i przytulić swoją córeczkę Natalię. Nie mogła wiedzieć, że podróż, która miała zakończyć się rodzinnym spotkaniem, stanie się jednym z najbardziej tragicznych rozdziałów w historii polskiej kultury.

 

Był 13 marca 1980 roku. Nowy Jork zmagał się ze śnieżną pogodą, lotnisko imienia Johna F. Kennedy’ego było pełne zdenerwowanych pasażerów, a kolejne komunikaty mieszały się z szumem rozmów i odgłosem przesuwanych walizek. Wśród ludzi czekających na odlot znajdowała się Anna Jantar.

Jeszcze kilka godzin i miała rozpocząć podróż do domu.

Natalia Kukulska świętuje 47. urodziny. Przypominamy dokonania artystki -  Portal i.pl

Dla innych była gwiazdą. Dla trzyletniej wówczas Natalii była po prostu mamą.

I właśnie ta różnica ma w tej historii największe znaczenie.

 

Czekała na nią córka

 

Podczas pobytu za oceanem Jantar występowała dla Polonii. Śpiewała dla ludzi, którzy wiele lat wcześniej opuścili Polskę, ale nadal tęsknili za jej językiem, muzyką i atmosferą rodzinnego domu. Spotkania z publicznością były pełne emocji. Jednak z każdym kolejnym dniem coraz silniej miała odczuwać własną tęsknotę.

W Warszawie została Natalia.

 

Anna kupowała córce prezenty i mówiła bliskim, jak bardzo chce już wrócić. Według opowieści przywoływanych w materiale źródłowym jednym z prezentów miała być lalka kupiona w Nowym Jorku. Z pozoru zwyczajny podarunek po latach stał się jednym z najbardziej przejmujących symboli niedokończonego powrotu.

Jantar skontaktowała się z rodziną przed wylotem. Mówiła o powrocie, spotkaniu i o tym, jak bardzo brakuje jej dziecka.

 

Nie było w tym nic niezwykłego.

Każdego dnia tysiące rodziców wykonują podobne telefony z lotnisk. „Jutro będę w domu”. „Przyjedźcie po mnie”. „Nie mogę się doczekać”.

Tyle że w tym przypadku te zwyczajne słowa miały później nabrać dramatycznego znaczenia.

 

Życie Anny nigdy nie było tak proste, jak sugerował jej uśmiech

 

Publiczność znała Jantar przede wszystkim jako uśmiechniętą dziewczynę o niezwykłej energii. „Tyle słońca w całym mieście” stało się jednym z utworów definiujących całą epokę. Anna była młoda, piękna, popularna i pozornie miała wszystko.

Za scenicznym blaskiem kryło się jednak bardziej skomplikowane życie.

 

Przyszła na świat jako Anna Maria Szmeterling. Muzyka towarzyszyła jej od dzieciństwa. Początkowo uczyła się gry na fortepianie, ale z czasem okazało się, że to właśnie głos będzie jej największym instrumentem.

Droga do sukcesu nie była natychmiastowa. Musiała walczyć o miejsce na scenie, przechodzić przez rozczarowania i szukać własnego sposobu na zaistnienie. Przełomem stała się współpraca z zespołem Waganci oraz poznanie Jarosława Kukulskiego – kompozytora, który został później jej mężem.

 

To właśnie wtedy narodziła się Anna Jantar.

Nazwisko sceniczne, kojarzące się z bursztynem, okazało się niezwykle trafione. Wkrótce znała je niemal cała Polska.

Sukces przyszedł szybko.

 

Festiwale, nagrody, koncerty, nagrania radiowe i kolejne piosenki sprawiły, że Jantar znalazła się w ścisłej czołówce polskiej estrady lat 70. Jej głos był rozpoznawalny po kilku sekundach.

Ale życie prywatne nie zawsze nadążało za scenicznym szczęściem.

 

Narodziny Natalii zmieniły wszystko

 

9 czerwca 1976 roku na świat przyszła Natalia Kukulska.

Od tej chwili w życiu Anny pojawiło się napięcie, które doskonale zna dziś wiele pracujących matek: jak pogodzić karierę z pragnieniem bycia przy dziecku?

Koncert oznaczał wyjazd. Sesja nagraniowa oznaczała kolejne godziny poza domem. Zagraniczna trasa oznaczała dni, a czasem tygodnie rozłąki.

Kariera Anny była w pełnym rozkwicie. Nie mogła po prostu zniknąć na kilka lat i liczyć na to, że publiczność będzie na nią czekać. Jednocześnie każda podróż oznaczała pozostawienie Natalii pod opieką bliskich.

 

Powroty stawały się więc szczególnie emocjonalne.

Anna przywoziła prezenty, przytulała córkę i próbowała nadrabiać stracony czas.

Dlatego również powrót ze Stanów Zjednoczonych w marcu 1980 roku miał dla niej tak ogromne znaczenie.

 

Ostatnie godziny w Ameryce

 

Materiały dotyczące ostatniej podróży Jantar przez lata obrastały wspomnieniami, opowieściami i szczegółami, które dziś brzmią niemal jak elementy tragicznego scenariusza filmowego.

Ostatni telefon.

Ostatnie zdjęcie.

Ostatnie pożegnanie na lotnisku.

 

Ostatnia walizka pełna rzeczy, które miały zostać rozpakowane już w Warszawie.

Według relacji przywoływanej w materiale Anna została sfotografowana na lotnisku podczas rozmowy telefonicznej. Patrząc na tę fotografię z dzisiejszej perspektywy, trudno uwolnić się od wiedzy o tym, co wydarzyło się kilkanaście godzin później.

Dla ludzi znajdujących się wtedy obok niej był to jednak zwyczajny wieczór.

 

Nikt nie wiedział, że patrzy na kobietę, której pozostało mniej niż kilkanaście godzin życia.

Samolot Ił-62 Polskich Linii Lotniczych LOT „Mikołaj Kopernik” wystartował z Nowego Jorku z opóźnieniem. Na pokładzie znajdowali się pasażerowie różnych narodowości i zawodów, ludzie wracający do rodzin, jadący do pracy, na spotkania czy zawody sportowe.

Każdy miał swoje plany.

Każdy zakładał, że za kilka godzin znajdzie się na ziemi.

 

Warszawa była już tak blisko

 

14 marca samolot znalazł się nad Warszawą.

Na lotnisku oczekiwali bliscy pasażerów.

Dla rodziny Anny miała to być chwila radości. Według wspomnień przytaczanych w opowieściach o tragedii Natalia czekała na mamę z kwiatami.

 

Samolot był już niemal u celu.

Wtedy pojawił się problem techniczny związany z sygnalizacją podwozia. Załoga rozpoczęła procedurę odejścia na drugi krąg.

Była to sytuacja, którą doświadczeni piloci powinni móc opanować.

Nikt na ziemi nie przypuszczał jeszcze, że za chwilę rozpocznie się dramat.

 

Podczas zwiększania mocy nastąpiła katastrofalna awaria jednego z silników. Fragmenty uszkodzonej turbiny spowodowały kolejne zniszczenia, wpływając na pozostałe systemy maszyny.

Piloci znaleźli się w sytuacji praktycznie bez wyjścia.

W ciągu kilkudziesięciu sekund normalne podejście do lądowania zmieniło się w desperacką walkę o utrzymanie maszyny w powietrzu.

 

Kapitan Paweł Lipowczan próbował zrobić wszystko, co było jeszcze możliwe.

Samolot nie doleciał jednak do pasa.

O godzinie 11:15 maszyna rozbiła się w pobliżu warszawskiego Okęcia.

 

Zginęły wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie.

Wśród nich Anna Jantar.

Miała 29 lat.

 

Polska nie mogła w to uwierzyć

 

Informacja o katastrofie rozeszła się błyskawicznie.

W jednej chwili nazwisko kobiety kojarzonej ze słońcem, uśmiechem i najbardziej pogodnymi piosenkami polskiej estrady zaczęło być wymieniane w kontekście niewyobrażalnej tragedii.

Dla fanów był to szok.

 

Jeszcze niedawno słyszeli ją w radiu.

Jeszcze niedawno oglądali jej występy.

Była młoda. Jej kariera nie chyliła się ku końcowi – przeciwnie, mogła dopiero wejść w kolejny etap.

 

I nagle wszystko się urwało.

Szczególnie bolesny pozostawał fakt, że po drugiej stronie lotniska czekało dziecko.

Mała Natalia nie mogła jeszcze zrozumieć, co dokładnie się stało. Z czasem miała dorastać otoczona muzyką i pamięcią o matce, której cały kraj wydawał się znać fragment.

Anna Jantar katastrofa 1980. Natalia Kukulska wzruszająco wspomina mamę -  Viva.pl

Dla jednych Anna była gwiazdą.

Dla innych legendą.

Dla Natalii pozostawała mamą, której nie zdążyła naprawdę poznać.

 

„Nic nie może wiecznie trwać” nabrało nowego znaczenia

 

Po śmierci artystki jej utwory zaczęły być słuchane inaczej.

Najbardziej przejmującym przykładem stała się piosenka „Nic nie może wiecznie trwać”.

Przed tragedią była po prostu dojrzałym utworem o przemijaniu i końcu pewnego etapu. Po 14 marca 1980 roku słuchacze zaczęli dopatrywać się w niej niemal proroczego znaczenia.

To oczywiście perspektywa nadana przez późniejsze wydarzenia.

 

Jednak trudno się dziwić, że słowa o przemijaniu brzmiały zupełnie inaczej, gdy śpiewała je kobieta, która kilka miesięcy później miała już nie żyć.

Legenda rosła.

Anna Jantar przestała być tylko jedną z gwiazd lat 70.

Stała się symbolem przerwanego życia.

 

Córka musiała poznawać własną matkę z nagrań

 

Natalia Kukulska dorastała, słuchając głosu mamy z płyt.

Widziała ją w starych programach telewizyjnych.

Czytała wywiady.

 

Spotykała ludzi, którzy pamiętali Annę osobiście i chcieli opowiadać o niej kolejne historie.

Dla dziecka musiało to być niezwykłe doświadczenie – cały kraj pamiętał kobietę, której ona sama miała tylko kilka osobistych wspomnień.

Z czasem Natalia również została piosenkarką.

 

Porównania były nieuniknione.

Każdy występ, każda piosenka wykonywana z repertuaru matki przypominały o tragedii, która wydarzyła się wtedy, gdy Natalia była jeszcze małą dziewczynką.

Po latach odwiedziła również miejsce katastrofy.

Dla opinii publicznej był to symboliczny moment zamknięcia pewnego kręgu: córka stanęła w miejscu, w którym zakończyła się droga matki.

 

Minęły dekady, a ta historia nadal boli

 

Od katastrofy minęło wiele lat, ale Anna Jantar wciąż pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej muzyki.

Dlaczego?

Nie tylko dzięki piosenkom.

Jej historia zawiera bowiem wszystko, czego ludzie najbardziej boją się w życiu: przypadek, rozłąkę, niespełnione plany i ostatnie pożegnanie, które w chwili wypowiadania nie wydaje się ostatnim.

 

Anna miała wrócić do domu.

Miała przytulić córkę.

Miała rozpakować walizkę.

 

Miała rozpocząć kolejny dzień.

Tymczasem zabrakło zaledwie kilku minut.

Samolot był już nad Warszawą. Rodzina znajdowała się na lotnisku. Dzieliła ich odległość, którą samochodem można dziś pokonać w kilka chwil.

 

A jednak do spotkania nigdy nie doszło.

Być może właśnie dlatego ta opowieść nadal wywołuje tak silne emocje.

Bo przypomina, że największe tragedie nie zawsze zaczynają się od dramatycznych decyzji.

 

Czasami zaczynają się od najbardziej zwyczajnego zdania:

„Wracam do domu”.

Anna Jantar wyruszyła z Nowego Jorku jako jedna z największych gwiazd polskiej estrady. Do Warszawy miała wrócić przede wszystkim jako matka stęskniona za swoim dzieckiem.

Nie wróciła.

 

Pozostał głos zapisany na płytach, fotografie, wspomnienia najbliższych i piosenki, których kolejne pokolenia słuchają do dziś.

A kiedy z radia ponownie rozlega się „Tyle słońca w całym mieście”, przez chwilę można zapomnieć o tragicznym marcowym poranku 1980 roku.

Można zobaczyć Annę taką, jaką pamiętała ją publiczność – młodą, uśmiechniętą, pełną energii i przekonaną, że przed nią jeszcze bardzo długa droga.

Tyle że życie zdecydowało inaczej.

Disclaimer: This story is fictional and created for entertainment purposes only. Any names, characters, places, or events are fictitious or used fictitiously. No real person or organization is intended to be portrayed.

You Might Also Enjoy