„To, co działo się podczas moich trzydziestu rozpraw, było jak żywcem wyjęte z ponurych książek Orwella”: Za kulisami kultowego polskiego serialu komediowego aktorzy przeżywali wielkie miłości, bolesne zdrady, walkę z nałogami i ciche rodzinne dramaty.
Komediowa fasada i prawdziwe uczucia na planie

Przez ponad dwie dekady obecności na antenie telewizyjnej „Świat według Kiepskich” bawił miliony Polaków do łez, stając się nieodłącznym elementem popołudniowego relaksu w niemal każdym domu. Perypetie mieszkańców wrocławskiej kamienicy przy ulicy Ćwiartki 3/4 były krzywym zwierciadłem naszej codzienności, pełnym absurdu, ciętego dowcipu i groteskowych sytuacji. Widzowie zżyli się z bohaterami tak mocno, że zaczęli utożsamiać aktorów z ich ekranowymi postaciami, zakładając, że ich prywatne życie jest równie beztroskie i pogodne. Gdy gasły jednak potężne reflektory w studiu nagraniowym, a artyści zmywali z twarzy charakteryzację, musieli stawić czoła własnej, nie zawsze wesołej rzeczywistości.

W tym samym środowisku rodziły się jednak także piękne, trwałe relacje, które przetrwały próbę czasu. Niezwykłym tego przykładem jest historia Anny Ilczuk i Andrzeja Kłaka. Aktorka, którą widzowie pokochali za brawurową rolę bezkompromisowej Jolasi, żony Waldka Kiepskiego, swoją wielką miłość odnalazła właśnie w miejscu pracy. Choć z Andrzejem Kłakiem, znakomitym aktorem teatralnym, który w serialu pojawił się gościnnie między innymi jako Mikołaj Kopernik, znali się już ze sceny, to wspólne chwile na planie produkcji Polsatu zapoczątkowały głębokie uczucie. W 2014 roku powitali na świecie córkę Zofię, a rok później przypieczętowali swój związek ślubem. Para niezwykle dba o domową prywatność, nie bywa na bankietach i nie zabiega o tani rozgłos, a ich wspólna zawodowa droga połączyła się ponownie w serialu „Pierwsza miłość”, gdzie spotkali się już jako zgrane, dojrzałe małżeństwo.
Zupełnie inaczej potoczyły się losy Barbary Mularczyk-Potockiej, czyli niezapomnianej Marioli Kiepskiej. Dorastająca na oczach całego kraju dziewczyna, córka wybitnego aktora Jerzego Mularczyka, spędziła na planie ponad dwadzieścia lat, od pierwszego odcinka aż do definitywnego zakończenia produkcji. Mimo wielkiej rozpoznawalności i sympatii widzów, swojej drugiej połówki nie szukała w artystycznych salonach ani za kulisami teatrów. Postawiła na nowoczesność i miłość odnalazła w aplikacji randkowej. Spotkanie w restauracji z Rafałem Potockim od razu uświadomiło obojgu, że są sobie przeznaczeni. We wrześniu 2011 roku stanęli na ślubnym kobiercu, a w kolejnych latach ich dom wypełnił się dziecięcym gwarem po narodzinach córki Aleksandry i syna Jana, tworząc bezpieczną przystań z dala od blasku fleszy.
Bolesne rozwody i nowe nadzieje

Cena sławy i pracy w tak intensywnym projekcie bywała jednak dla wielu artystów niezwykle wysoka. Bartosz Żukowski, który jako Walduś Kiepski stworzył postać absolutnie ikoniczną i zapisaną w historii rodzimej telewizji, w życiu prywatnym musiał przejść przez prawdziwe piekło. Jego małżeństwo z Ewą zakończyło się niezwykle burzliwym, wyczerpującym rozstaniem. Aktor stoczył batalię sądową obejmującą ponad trzydzieści posiedzeń, a atmosferę towarzyszącą procesowi porównywał bez ogródek do totalitarnej opresji znanej z dzieł George’a Orwella. Paraliżujące emocje na długi czas odebrały mu możliwość skupienia się na pracy zawodowej. Po latach udało mu się jednak odbudować poprawne relacje z byłą żoną dla dobra dorastającej córki, a w jego życiu pojawiła się nowa miłość – Ludwina Paul, ceniona trenerka wokalna współpracująca z największymi gwiazdami polskiej estrady, przy której aktor wreszcie odzyskał upragniony spokój.
Równie poruszająca jest biografia Henryka Gołębiewskiego, ekranowego Boczka i wybitnego naturszczyka, który po latach zapomnienia powrócił na szczyt nagrodzoną Złotą Kaczką rolą w filmie „Edi”. Urodzony w wielodzietnej rodzinie na warszawskim Mokotowie aktor nie miał łatwego startu. Gdy w 2002 roku poznał w osiedlowym pubie Marzenę Matusiak, kobieta początkowo nie miała pojęcia, że rozmawia ze znanym z ekranów artystą. Ich związek od początku musiał zmierzyć się z bolesnymi wspomnieniami aktora o zmarłej dawnej ukochanej Mirze, do której Marzena była uderzająco podobna.
Przezwyciężenie żałoby wymagało czasu i ogromnej dojrzałości obu stron. Kiedy telefon z propozycjami zawodowymi milczał, rodzina borykała się z poważnymi kłopotami materialnymi, a domowy budżet ratowała skromna pensja Marzeny pracującej jako strażniczka miejska oraz wsparcie siostry Henryka. Pomimo skrajnych temperamentów – jego stoickiego spokoju i jej wybuchowej energii – udało im się zbudować trwały, kochający dom, w którym aktor znalazł bezpieczne schronienie po życiowych burzach.
Cienie nałogu i odrodzone uczucie
Wstrząsające wyznanie złożył również Lech Dyblik, charyzmatyczny pieśniarz i aktor charakterystyczny, który w serialu wcielał się w postać Badury. Od ponad czterech dekad jest mężem Marii Hempel-Dyblik, utalentowanej rzeźbiarki i ceramiczki, z którą wychował trzy córki: Zofię, Marię i Annę. Choć dzisiaj ich małżeństwo uchodzi za wzór stabilności, przez długie lata wisiało na włosku z powodu ciężkiego uzależnienia aktora od alkoholu. Lech bez owijania w bawełnę przyznawał w wywiadach, że w szponach nałogu całkowicie zatracił się w egoizmie, zaniedbując żonę i dzieci. Nie potrafił odnaleźć się w roli odpowiedzialnego ojca, a każdą domową trudność topił w kieliszku.
Punkt zwrotny nadszedł dopiero wtedy, gdy zrozumiał, że traci wszystko, co w życiu najważniejsze. Podjął trudną walkę z chorobą alkoholową, wygrał trzeźwość i mozolnie, krok po kroku zaczął odbudowywać zaufanie najbliższych. Po latach z dumą podkreśla, że po czterech dekadach wspólnego trwania zakochał się w swojej żonie na nowo, dostrzegając w niej nie tylko matkę swoich dzieci, ale przede wszystkim najwierniejszą przyjaciółkę, która nie opuściła go w najczarniejszych momentach upadku. To świadectwo dojrzałości stało się dowodem na to, że nawet z najgłębszego kryzysu można wyjść z podniesionym czołem, jeśli po obu stronach tli się autentyczna wola porozumienia.
Niewyobrażalne tragedie i cicha samotność dam kina

Za kulisami wrocławskiego planu rozgrywały się jednak także tragedie, których żaden scenarzysta nie byłby w stanie wymyślić. Joanna Kurowska, uwielbiana za niezwykły talent komediowy i kabaretowy dynamizm, w życiu osobistym doświadczyła potwornych ciosów od losu. W 1997 roku poślubiła znanego dziennikarza sportowego Grzegorza Świątkiewicza. Ich wielkie szczęście zostało naznaczone najpierw śmiercią pierwszej nowonarodzonej córeczki Hanny, co było dla obojga niewyobrażalną traumą. Mimo to trwali przy sobie przez siedemnaście lat, tworząc zgrane i kochające małżeństwo. Niestety, mąż aktorki od lat toczył nierówną, wyniszczającą walkę z ciężką depresją. We wrześniu 2014 roku pięćdziesięciopięcioletni mężczyzna odebrał sobie życie na terenie własnej posesji, pozostawiając pogrążoną w żałobie żonę i dorastającą córkę, która musiała znaleźć w sobie siłę, by podnieść się po tej druzgocącej stracie.
Niezwykle barwny, lecz w gruncie rzeczy samotny życiorys zapisała również Zofia Czerwińska, legendarna Malinowska ze „Świata według Kiepskich” i niezrównana Balcerkowa z „Alternatywy 4”. Aktorka o arystokratycznym zacięciu i ciętym języku nie miała szczęścia w miłości. Jej pierwsze małżeństwo z Leszkiem rozpadło się z hukiem, gdy nakryła męża na zdradzie we własnym łóżku. Drugi mąż, Paweł, którego uważała za wspaniałego człowieka i partnera na całe życie, postawił ją przed dramatycznym wyborem, wybierając zagraniczną emigrację zamiast wspólnego budowania domu w Polsce. Kolejny partner porzucił artystkę w najbardziej bezdusznym momencie – gdy dowiedział się, że zaszła w ciążę bliźniaczą, której niestety nie zdołała donosić. Ta wybitna aktorka, która rozbawiała całą Polskę, ostatnie lata spędziła w towarzystwie ukochanego psa, pracując niemal do ostatnich chwil. Odeszła w marcu 2019 roku, zaledwie miesiąc po nagraniu swoich ostatnich scen w serialu.
Wszystkie te historie pokazują, że za komediowymi gagami i salwami śmiechu z telewizyjnej widowni kryły się niezwykle skomplikowane ludzkie losy, w których radość nieustannie przeplatała się z bólem.