Uncategorized

Cień Młodej Kobiety Na Cmentarzu W 1904 R. — 119 Lat Później Odkryto, Że Nie Istniała W Księgach

Reszta

Ksiądz patrzył prosto w obiektyw, ale jego wzrok wydawał się nieobecny, jakby skupiony na czymś, co znajdowało się tuż obok aparatu. Na jego twarzy malował się wyraz lekko niepokoju, co było nietypowe dla oficjalnych fotografii kościelnych z tego okresu. Doktor Nowak sięgnęła po telefon i zadzwoniła do doktor Pawła Zielińskiego, eksperta od historii fotografii z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Jeśli ktokolwiek mógł wyjaśnić te anomalie, to właśnie on. Paweł, to Kasia z Katowic. Mam tu coś, co może cię zainteresować. Katarzyno, jak tam projekt digitalizacji? Znalazłaś coś ciekawego? Znalazłam fotografię z 1904 roku, wykonaną przez Antoniego Dębskiego. Problem w tym, że opisała mu szczegółowo to, co widziała. W słuchawce zapadła cisza.

Katarzyno powiedział w końcu doktor Zieliński. Jego głos stał się poważny. Czy jesteś pewna, że emulsja jest nienaruszona? Antoni Dębski nigdy nie popełniał błędów technicznych. Jego zdjęcia były bezbłędne. Widziałem setki jego prac w różnych archiwach. Jestem pewna. Płytka jest w doskonałym stanie. Nie ma śladów manipulacji, retuszu ani podwójnej ekspozycji.

To niemożliwe. Dębski był perfekcjonistą. Każde jego zdjęcie było dokładnie zaplanowane i wykonane. Nigdy nie pozwoliłby sobie na przypadkową obecność dodatkowych elementów. Doktor Nowak ponownie spojrzała na fotografię, która leżała na metalowym biurku pod lampą. Paweł, czy znasz jakiekolwiek informacje o szczególnych okolicznościach, w jakich to zdjęcie mogło zostać wykonane? Może jakieś niezwykłe wydarzenia w Starych Tarnowicach w 1904 roku? Ceremonie, które mogły się wiązać z niecodziennymi zjawiskami? Nie z pamięci, ale sprawdzę

moje archiwalia i skontaktuję się z kolegami z muzeum w Tarnowskich Górach. Katarzyno, czy sprawdziłaś inne zdjęcia z tego pudełka? Jeśli to zjawisko pojawiło się na jednej fotografii Dębskiego, może doktor Nowak spojrzała na pozostałe 24 płytki, wciąż starannie owinięte w bibułkę i ułożone w drewnianym pudełku.

Nagle poczuła dziwny niepokój, jakby pudełko emanowało chłodem. Co jeśli ten tajemniczy cień pojawia się na więcej niż jednej fotografii? Co jeśli to nie była pomyłka techniczna, ale coś znacznie bardziej niepokojącego? Jeszcze nie sprawdziłam innych. Odpowiedziała cicho, nie mogąc oderwać wzroku od pozostałych płytek.

Sprawdź je natychmiast wszystkie i zadzwoń do mnie jeszcze dziś wieczorem. Jeśli znajdziesz coś podobnego, przyjeżdżam jutro rano pierwszym pociągiem z Krakowa. Nie ruszaj tej płytki więcej niż to absolutnie konieczne i nie próbuj jej skanować. Stare emulsje mogą być wrażliwe na intensywne światło. Połączenie zostało przerwane.

Doktor Nowak została sama w ciemnej chłodnej piwnicy archiwum z 24 nieotwartymi płytkami i jedną fotografią, która przeczyła wszystkiemu, czego nauczyła się o fotografii historycznej podczas 20 lat kariery naukowej. Gdy sięgała po kolejną płytkę, zauważyła, że jej dłonie drżą. Nie wiedziała, czy z zimna, czy z niepokoju.

Ostrożnie rozwinęła drugą fotografię. Przedstawiała inną część cmentarza. Północno-zachodni róg, gdzie znajdowały się starsze groby z X wieku. Na pierwszym planie widniała grupa żałobników podczas pogrzebu. Około 12 osób w czarnych strojach, mężczyźni w wysokich kapeluszach, kobiety w długich welonach. Data na nagrobku, który był fotografowany wskazywała na 1000 pi.

Wszyscy uczestnicy ceremonii byli wyraźnie widoczni. Ich twarze ostre mimo wymaganej długiej ekspozycji. Ale w tle, za największym nagrobkiem wykonanym z czarnego marmuru, dostrzegła kolejny cień, ten sam dokładny kształt, tę samą sylwetkę dziewczyny w długiej sukni. Serce doktor Nowak zaczęło bić szybciej.

Trzecia płytka ukazywała samą kaplicę cmentarną podczas nabożeństwa za zmarłych. Kilkunastu mężczyzn w ciemnych garniturach stało przed gotyckim wejściem, trzymając kapelusze w dłoniach. Ich twarze wyrażały skupienie i smutek. I znowu po prawej stronie grupy na kamiennych schodach prowadzących do kaplicy widniał znajomy cień.

Ta sama dziewczyna, ta sama suknia, ten sam warkocz. Doktor Nowak odłożyła płytki na biurko i oparła się o chłodną ceglastą ścianę piwnicy. To definitywnie nie był przypadek ani błąd techniczny. Cień pojawiał się systematycznie na fotografiach wykonanych przez Antoniego Dębskiego w różnych miejscach cmentarza, w różnych latach, przy różnych uroczystościach, zawsze w tym samym kształcie, zawsze ta sama dziewczyna, ale nigdy ani razu sama postać nie była widoczna na zdjęciu.

Spojrzała na zegarek. Była już 8:00 wieczorem. Stary budynek uniwersytecki wydawał się pustszy niż zwykle, a korytarze wypełniała głęboka, niemal namacalna cisza. Gdzieś w oddali słychać było odgłosy ulicznego ruchu, ale tutaj, w piwnicy panowała atmosfera całkowitej izolacji od zewnętrznego świata. Zdecydowała, że sprawdzi pozostałe płytki następnego dnia.

W obecności doktor Zielińskiego i przy świetle dziennym. Ale gdy starannie pakowała fotografię z księdzem z powrotem do pudełka, owijając ją w bibułkę dokładnie tak, jak była zapakowana przez poprzednie dziesięciolecia, nie mogła oprzeć się nieracjonalnemu, ale silnemu wrażeniu, że cień dziewczyny w jakiś sposób patrzył prosto na nią.

Śledził jej ruchy przez szklany ekran emulsji fotograficznej. Sylwetka dziewczyny. Trzecia płytka ukazywała samą kaplicę cmentarną. Podczas nabożeństwa za zmarłych kilkunastu mężczyzn w ciemnych garniturach stało przed wejściem, trzymając kapelusze w dłoniach. I znowu po prawej stronie grupy, na kamiennych schodach prowadzących do kaplicy, widniał znajomy cień.

Czwarta fotografia przyniosła jeszcze większy szok. Przedstawiała ceremonię pochówku dziecka, małej trumienki otoczonej wieńcami z białych kwiatów. To był prawdopodobnie pogrzeb dziecka z zamożniejszej rodziny, sądząc po bogactwie dekoracji kwiatowych i obecności większej liczby żałobników. Na pierwszym planie stała matka zmarłego dziecka, ubrana w głęboką żałobę z czarnym welonem zakrywającym twarz.

Obok niej młody mężczyzna, prawdopodobnie ojciec, trzymał w dłoniach mały bukiet białych róż. Ale tym razem cień dziewczyny znajdował się znacznie bliżej. głównych postaci. Ukazywał się tuż za matką żałobniczką, jakby dziewczyna stała bezpośrednio za nią, niemal dotykając jej ramienia. Co więcej, przez lupę doktor Nowak dostrzegła szczegół, który sprawił, że poczuła zimny dreszcz na plecach.

W ręku cień dziewczyny trzymał coś, co wyglądało jak mała lalka lub zabawka. Piąta płytka była uszkodzona. Pęknięcie przebiegało przez środek, ale dolna część była czytelna. pokazywała grupę dzieci podczas ceremonii poświęcenia nowego ogrodzenia wokół starszych grobów. Dzieci ubrane w odświętne stroje stały w rzędzie, trzymając w dłoniach małe bukieciki kwiatów polnych.

I tam, na końcu rzędu, gdzie nie stało żadne dziecko, cień dziewczyny pojawiał się ponownie. Doktor Nowak przerwała przeglądanie. Jej ręce drżały tak mocno, że bała się uszkodzić kolejne płytki. wzięła głęboki oddech i zadzwoniła ponownie do doktor Zielińskiego. Paweł, sprawdziłam pięć płytek. Cień pojawia się na każdej z nich.

W słuchawce zapadła długa cisza. Katarzyno, jesteś tam sama? Tak, ale zostaw wszystko tak, jak jest. Nie dotykaj więcej żadnych płytek. Jadę do Katowic jeszcze dziś wieczorem. Poczekaj na mnie. Paweł, czy ty wiesz coś, czego mi nie mówiłeś? Kolejna cisza, jeszcze dłuższa. Katarzyno. W archiwach krakowskich jest wzmianka o Antonim Dębskim, o tym że w 1906 roku nagle przestał fotografować na cmentarzach.

Podobno coś się wydarzyło w Starych Tarnowicach. Coś co sprawiło, że nigdy więcej nie wrócił tam z aparatem. Doktor Nowak poczuła, jak pomieszczenie robi się chłodniejsze. Co się wydarzyło? Nie jestem pewien. Dokumenty są niekompletne, ale podobno fotografował pogrzeb młodej dziewczyny. I Katarzyno, czy na którejś z tych fotografii widzisz pogrzeb dziecka? Doktor Nowak spojrzała na czwartą płytkę, która wciąż leżała na biurku. Tak wyszeptała. Zostaw to. Jadę.

Połączenie zostało przerwane. Doktor Nowak została sama w piwnicy z piętoma fotografiami ukazującymi niemożliwy cień i 22 płytkami, których jeszcze nie otworzyła. Ale teraz w świetle lamp fluorescencyjnych miała nieodparte wrażenie, że cień dziewczyny na każdej z fotografii był odrobinę wyraźniejszy niż przedtem, jakby z każdą obejrzaną płytką stawał się coraz bardziej rzeczywisty i po raz pierwszy od rozpoczęcia pracy w archiwum usłyszała w pustym budynku ciche kroki na korytarzu nad jej głową.

Lekkie dziecięce kroki, jakby ktoś chodził tam na bosaka. Doktor Paweł Zieliński przyjechał do Katowic o 6:00 rano następnego dnia w dzdsty środowy poranek marca. Doktor Nowak czekała na niego westybulu budynku uniwersyteckiego z dwoma kubkami gorącej kawy i ekspresją człowieka, który nie spał całą noc. Miała ciemne cienie pod oczami i drżące dłonie, które próbowała ukryć, zaciskając je wokół ciepłego kubka.

Katarzyno, wyglądasz okropnie. Powiedział doktor Zieliński zdejmując mokry płaszcz. Był wysokim, szczupłym mężczyzną po S0dziesiątce, z siwymi włosami i stalowo niebieskimi oczami, ukrytymi za okularami w drucianych oprawkach. Czy zostałaś tutaj na noc? Nie mogłam zasnąć w domu. Odpowiedziała, prowadząc go w stronę schodów do piwnicy.

Te obrazy, Paweł, im dłużej na nie patrzę, tym wyraźniejsze się stają. To brzmi szaleńczo, ale mam wrażenie, że ta dziewczyna próbuje mi coś przekazać. Dostali się windą na poziom piwnicy. Korytarz był ciemny i chłodny, oświetlony jedynie starymi lampami z żółtymi kloszami, które rzucały długie cienie na betonowe ściany. Ich kroki odbijały się echem, mieszając się z odgłosem kropel wody sączycych się gdzieś w oddali.

Przed przyjazdem przejrzałem swoje archiwalia. powiedział doktor Zieliński, gdy szli w stronę pomieszczenia z fotografiami. Znalazłem kilka interesujących zapisów dotyczących Antoniego Dębskiego. W 1906 roku po trzech latach intensywnej pracy na cmentarzu w Starych Tarnowicach nagle przerwał wszystkie kontrakty związane z fotografowaniem ceremonii pogrzebowych.

Jego asystent, młody Niemiec imieniem Klaus Weber, zostawił notkę w dzienniku Atelier, w której wspominał o dziwnych zjawiskach podczas ostatniej sesji na cmentarzu. Doktor Nowak otworzyła metalowe drzwi do archiwum. Pomieszczenie wyglądało dokładnie tak, jak zostawiła je poprzedniego wieczoru. Fluorescencyjna lampa mrugała nad metalowym biurkiem, na którym leżały pięć otwartych płytek fotograficznych, ale coś się zmieniło.

Powietrze było jeszcze chłodniejsze niż wcześniej, a w pomieszczeniu unosił się słaby, ale wyraźny zapach wilgotnej ziemi i zwiędłych kwiatów. Jezus, Maria! wyszeptał doktor Zieliński, gdy jego wzrok padł na pierwszą fotografię, tę z księdzem i cieniem dziewczyny. Podszedł bliżej, wyciągnął z kieszeni własną lupę o dziudziestokrotnym powiększeniu i pochylił się nad płytką.

Katarzyno, to jest, to jest niemożliwe z punktu widzenia fizyki światła. Przez następne 20 minut badał każdą z pięciu fotografii w absolutnej ciszy, przerywając jedynie po to, by robić notatki w małym notesie. Doktor Nowak obserwowała jego twarz, na której malowało się coraz większe zdumienie i niepokój. Emulsja jest oryginalna. Mruczał pod nosem.

Brak śladów retuszu. Jednolita struktura chemiczna. Cień jest renderowany z tą samą gęstością optyczną co pozostałe elementy. Kąt padania światła jest matematycznie spójny. To jest, to powinno być niemożliwe. Gdy skończył, usiadł ciężko na metalowym krześle i zdjął okulary, przecierając je drżącymi dłońmi.

Paweł, powiedziałeś, że znalazłeś coś o ostatniej sesji Dębskiego na cmentarzu? Doktor Zieliński sięgnął do swojej teczki i wyjął pożółkłe fotokopie dokumentów. To są fragmenty z dziennika Klaus Weber, asystenta dębskiego. Znalazłem je w archiwum Akademii w Krakowie w kolekcji dokumentów dotyczących historii fotografii na Śląsku.

Rozłożył fotokopi na biurku. Tekst był napisany po niemiecku w starannym gotyckim piśmie. 15. Oktober 1906. Herr Dempski ist heute sehr nervös gewesen. Wir haben die Beerdigung des kleinen Mädchens fotografiert. Anna Kowalska, 7 Jahre alt. Während der Aufnahme bemerkte ich, dass Herr Demski plötzlich sehr blass wurde.

Er starrte auf etwas links von der Hauptgruppe, aber dort war niemand. Nach der Entwicklung der Platte sah er das Bild nur einmal an und wurde sehr aufgeregt. Er verbot mir, die Platte zu berühren und schloss sie in einen separaten Behälter ein. Doktor Nowak czytała tekst po niemiecku, tłumacząc na bieżąco 15 października 1906 roku. Pan Dębski był dziś bardzo nerwowy.

Fotografowaliśmy pogrzeb małej dziewczynki Anna Kowalska, 7 lat. Podczas robienia zdjęcia zauważyłem, że pan Dębski nagle zbladł. wpatrywał się w coś po lewej stronie głównej grupy, ale tam nikogo nie było. Po wywołaniu płytki spojrzał na obraz tylko raz i bardzo się zdenerwował. Zabronił mi dotykać płytki i zamknął ją w oddzielnym pojemniku.

Jest więcej powiedział doktor Zieliński wskazując na kolejny fragment 16 oktober 1906 herdemski kamte nich zur Arbeit Ich entwickelte die anderen Platten vom Friedhof auf mehreren von ihnen erscheint derselbe seltsame Schatten. Immer ein kleines Mädchen immer an verschiedenen Stellen. Ich habe Angst. Was ist das für ein phenomen? 16 października 196 roku.

Pan Dębski nie przyszedł dziś do pracy. Wywołałem inne płytki z cmentarza. Na kilku z nich pojawia się ten sam dziwny cień. Zawsze mała dziewczynka. Zawsze w różnych miejscach. Mam strach. Co to za zjawisko? Doktor Nowak poczuła dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Paweł to znaczy, że ten sam cień pojawiał się już ponad 100 lat temu.

To nie jest nowy fenomen. Czekaj, jest jeszcze ostatni wpis. Doktor Zieliński przewrócił stronę. Ten z 20 października 20 oktober 1906. Herdęski isturyk gekommen, aber er ist ein anderer Mann. Er befahl mir alle Platten vom Friedhof zu zerstören, aber ich konnte mich nicht dazu durchringen. Ich versteckte sie im Keller des Ateliers.

Er erzählte mir, dass er Anna Kowalska gekannt hat. Sie war die Tochter seiner Cousine. Sie starb unter seltsamen Umständen. Ihre Mutter behauptete, dass Anna seit Tagen vor ihrem Tod von einem unsichtbaren Freund sprach, einem anderen kleinen Mädchen, das nur sie sehen konnte. Doktor Nowak proożyła tekst z trudem.

20 października 1906 roku pan Dębski wrócił, ale to już inny człowiek. kazał mi zniszczyć wszystkie płytki z cmentarza, ale nie mogłem się na to zdobyć. Ukryłem je w piwnicy Atelier. Powiedział mi, że znał Annę Kowalską. Była córką jego kuzynki. Zmarła w dziwnych okolicznościach. Jej matka twierdziła, że Anna przez kilka dni przed śmiercią mówiła o niewidzialnej przyjaciółce, innej małej dziewczynce, którą tylko ona mogła widzieć.

Cisza, która zapadła w pomieszczeniu, była tak głęboka, że słychać było tykanie zegarka na nadgarstku doktor Zielińskiego i odległy huk miejskiego ruchu dochodzący przez grube mury piwnicy. Katarzyno powiedział w końcu doktor Zieliński bardzo cicho, czy sprawdziłaś, które z tych fotografii przedstawia pogrzeb dziecka? Doktor Nowak wskazała na czwartą płytkę.

Tę z małą trumienką otoczoną białymi kwiatami. Ta tutaj. I cień dziewczyny jest na niej najbliżej głównych postaci. Doktor Zieliński pochylił się nad fotografią, badając ją przez lupę. Czy widzisz napis na nagrobku w tle? Doktor Nowak przyłożyła lupę do płytki. Na starym kamiennym nagrobku znajdującym się za grupą żałobników dostrzegła wyryte litery Anna Kowalska 18906.

Niech spoczywa w pokoju. To ta sama dziewczynka. wyszeptała Anna Kowalska, ta o której pisał asystent Dębskiego. Ale Katarzyno, jeśli to Anna Kowalska została pochowana, to czyj cień pojawia się na fotografii? Kto był tą niewidzialną przyjaciółką, o której mówiła przed śmiercią? Doktor Nowak spojrzała ponownie na cień na fotografii.

Teraz, gdy wiedziała, czego szukać, dostrzegła szczegół, który wcześniej jej umknął. Cień dziewczyny trzymał w ręku coś, co wyglądało jak mała lalka. A lalka ta miała długie włosy i sukienkę identyczną jak ta, którą nosiła sama dziewczyna rzucająca cień. Paweł. Powiedziała. Jej głos stał się niepewny. Myślę, że musimy sprawdzić pozostałe płytki, wszystkie.

Ale gdy sięgała po kolejne zapakowane fotografie, usłyszała z góry, z korytarza nad piwnią ten sam dźwięk, co poprzedniego wieczoru. Ciche, dziecięce kroki. Tym razem jednak kroki zatrzymały się dokładnie nad pomieszczeniem, w którym się znajdowali. Doktor Zieliński również je usłyszał. Spojrzał na sufit, a następnie na doktor Nowak.

Czy ktoś jeszcze pracuje w budynku o tej porze? Budynek jest zamknięty do 8:00 rano odpowiedziała, a jej głos był ledwie słyszalny. Nikt nie powinien tutaj być. Kroki zaczęły poruszać się ponownie, powoli, metodycznie, jakby ktoś chodził tam i z powrotem po korytarzu, a następnie, ku ich przerażeniu, usłyszeli dźwięk, którego nie spodziewali się nigdy usłyszeć w pustym budynku.

Cichy dziecięcy śmiech. Dziecięcy śmiech ucichł tak nagle, jakby został odcięty nożem. Doktor Nowak i doktor Zieliński stali w absolutnej ciszy, wpatrując się w sufit piwnicy, czekając na jakikolwiek kolejny dźwięk. Sekundy ciągnęły się jak godziny, przerywane jedynie rytmicznym tykaniem zegarka i odległym szumem wentylacji budynku.

Musimy sprawdzić pozostałe płytki. Powiedział w końcu doktor Zieliński. Jego głos był cichy, ale zdecydowany. Teraz, gdy wiemy o Annie Kowalskiej, może znajdziemy więcej informacji o tej drugiej dziewczynie. Doktor Nowak skinęła głową, chociaż jej ręce wciąż drżały. Sięgnęła po szóstą płytkę z pudełka, ostrożnie rozwinęła ją z bibułki i położyła na biurku pod lampą.

Fotografia przedstawiała wnętrze kaplicy cmentarnej podczas mszy żałobnej. Około 20 osób klęczało w drewnianych ławkach, ich głowy pochylone w modlitwie. Nad ołtarzem wisiał duży drewniany krucyfiks, a po bokach znajdowały się witraże przedstawiające sceny z życia świętych. Ale tym razem cień dziewczyny nie był w tle. znajdował się w pierwszym rzędzie tuż obok ołtarza, jakby klęczał razem z żałobnikami.

Doktor Nowak przyłożyła lupę do tej części fotografii i wstrzymała oddech. Paweł, popatrz na to. Wyszeptała. Cień ma coś napisane na sukience. Doktor Zieliński przesunął lupę nad sylwetką. Na ciemnej sukience dziewczyny, w miejscu, gdzie powinna znajdować się kieszeń, dostrzegł jasne litery, jakby wyhaftowane białą nicią. MN 1899. Inicjały.

Powiedział MN i ten sam rok urodzenia co Anna Kowalska. Siódma fotografia pokazywała ceremonię poświęcenia nowego nagrobka. Ksiądz Malinowski stał przy imponującym marmurowym nagrobku rodziny von Tarnowic, czytając z mszału. Wokół niego zgromadzili się przedstawiciele najbogatszych rodzin z tarnowskich gór, mężczyźni w ciemnych surdutach, kobiety w eleganckich sukniach z wysokimi kołnierzykami.

W tle widoczne były jesienne drzewa. Ich liście tworzyły złoto-czerwony kobierzec na ziemi. Cień dziewczyny pojawił się tym razem. bezpośrednio obok nagrobka, jakby czytał napis wyryty w marmurze. Doktor Nowak zbadała tablicę przez lupę i odczytała. Maria Nowak 189279 ukochana córka Johan i Katarina. Spoczywaj w pokoju wiecznym.

Maria Nowak powiedziała doktor Nowak. Jej głos stał się chropowaty. Mn. To nie może być przypadek. Sprawdź datę na fotografii. Poprosił doktor Zieliński. Na dolnym rogu płytki w charakterystycznym stylu Antoniego Dębskiego widniała data. Oktober 1899. Dokładnie miesiąc po śmierci Marii Nowak.

Ósma fotografia była inny niż wszystkie poprzednie. Przedstawiała nie ceremonię ani grupę ludzi, ale pojedynczą postać, kobietę w średnim wieku klęczącą przy małym grobie. Była ubrana w żałobę. Jej twarz była ukryta pod czarnym welonem, ale jej postawa wyrażała głęboki ból. W dłoniach trzymała bukiet białych chryzantem. Grób, przy którym klęczała, był ozdobiony małym kamiennym aniołkiem i tabliczką z napisem Maria Nowak 18952199.

Ale tym razem cień dziewczyny nie był sam. Obok sylwetki Marii pojawiała się druga postać, mniejsza o wyglądzie charakterystycznym dla kilkuletniego dziecka. I ta druga postać trzymała pierwszą za rękę. Dwie dziewczynki. Wyszeptał doktor Zieliński. Maria i kto? Dziewiąta płytka przyniosła odpowiedź na to pytanie, ale też pogrążyła ich w jeszcze większym niepokoju.

Fotografia przedstawiała dokumentację z ekshumacji, rzadko fotografowaną procedurę, którą wykonywano jedynie w szczególnych przypadkach, gdy rodzina chciała przenieść szczątki zmarłego na inny cmentarz lub gdy władze podejrzewały nieprawidłowości w sprawie śmierci. Na zdjęciu widoczni byli urzędnicy miejscy, lekarz i ksiądz stojący wokół otwartego grobu.

Data wskazywała na luty 19 roku, 4 miesiące po śmierci Marii Nowak. Ale to, co sprawiło, że doktor Nowak poczuła zimne lodowate ukłucie w żołądku znajdowało się w prawym dolnym rogu fotografii. Tam, gdzie nikt nie powinien stać, wyraźnie rysowały się kontury dwóch postaci. Jedna wyższa, druga niższa, trzymające się za ręce. I tym razem cienie były tak wyraźne, że można było dostrzec szczegóły twarzy.

Paweł powiedziała doktor Nowak drżącym głosem. Ta mniejsza postać to nie jest Maria. Doktor Zieliński przyłożył lupę do fotografii. Mniejszy cień rzeczywiście miał inne proporcje. Był drobniejszy, młodszy, z krótkimi, kręconymi włosami, a jego twarz, choć ledwo widoczna, wyrażała wyraz głębokiej smutku i longing.

To jest dziecko około pięciu lat. Stwierdził. Znacznie młodsze niż Maria, która miała 7 lat w momencie śmierci. Doktor Nowak sięgnęła po 10ą płytkę. Jej ruchy były coraz bardziej nerwowe. Fotografia pokazywała wnętrze domu. Salon w stylu wilhelmińskim z ciężkimi meblami, gęstymi dywanami i portretami rodzinnymi na ścianach. Na środku pokoju stała otwarta trumienka, a w niej leżała mała dziewczynka w białej sukience z zamkniętymi oczami i rękami złożonymi na piersi.

Wokół trumienki zgromadzili się członkowie rodziny, rodzice, dziadkowie, rodzeństwo. To był portret postmortem Mari Nowak, wykonany prawdopodobnie w domu rodzinnym dzień przed pogrzebem. Takie fotografie były popularne w tamtych czasach jako ostatnie pamiątki po zmarłych bliskich. Antoni Dębski specjalizował się w tego typu zdjęciach.

potrafił nadać im godność i spokój, które przynosiły pocieszenie żałobnikom. Ale na tej fotografii działo się coś, co wymykało się wszelkiej logice. Obok trumienki, w miejscu, gdzie nie stał nikt z żałobników, wyraźnie rysował się cień trzeciej dziewczynki, tej najmłodszej, którą widzieli na poprzednim zdjęciu. Tym razem jednak cień był wyjątkowo wyraźny, niemal namacalny, a dziewczynka w cieniu wyciągała rękę w kierunku trumienki, jakby próbowała dotknąć zmarłej Marii.

To niemożliwe, wyszeptał doktor Zieliński. Ten cień jest ostrzejszy niż wszystkie inne elementy na fotografii. To tak, jakby ta trzecia dziewczynka była bardziej rzeczywista niż ludzie, którzy rzeczywiście tam stali. Doktor Nowak odłożyła lupę i oparła się o ścianę. Paweł, myślę, że musimy sprawdzić archiwalia parafalne. Jeśli Maria Nowak zmarła w 1899 roku, musi być zapis o jej śmierci.

I może znajdziemy informacje o innych dzieciach, które zmarły w podobnym czasie. Masz rację. Ale najpierw sprawdźmy pozostałe płytki. Musimy zobaczyć pełny obraz. 11. Fotografia przedstawiała cmentarz w Starych Tarnowicach zimą, prawdopodobnie w grudniu 1899 roku, sądząc po śniegu pokrywającym nagrobki i drzewa.

Na pierwszym planie widoczny był świeżo usypany grób z drewnianym krzyżem, ozdobiony zimowymi wieńcami z jodły i świerku. Przy grobie stała samotna kobieta w czarnym płaszczu, prawdopodobnie matka Marii Nowak. Ale tym razem na fotografii pojawiły się nie jeden, nie dwa, ale trzy cienie. Wszystkie przedstawiały dziewczynki różnego wieku stojące w rzędzie obok grobu Marii.

Najwyższa sylwetka, prawdopodobnie sama Maria, znajdowała się po prawej stronie. Środkowa była niższa, miała około s lat, a najmniejsza wyglądała na czterolatkę. Trzy dziewczynki, powiedział doktor Zieliński. Jego głos był ledwo słyszalny. wszystkie zmarłe. 12 płytka pokazywała ceremonię pogrzebową sprzed kilku lat wcześniej.

Datowana na 1897 rok. Przedstawiała pogrzeb dziecka, ale tym razem było to inne dziecko niż Maria. Na nagrobku widniał napis Elizabeth Kowalski 18921897 Anioł Boży. I znowu w tle ceremonii wyraźnie rysowała się sylwetka dziewczynki, tej samej, którą widzieli jako średnią postać na poprzednim zdjęciu.

Elizabeth Kowalski przeczytała doktor Nowak. Zmarła w wieku pi lat. fotografia była ostatnią, która zawierała cienie. Przedstawiała najstarszą ceremonię z całej kolekcji datowaną na 18986 rok. Pokazywała pogrzeb trzyletniego dziecka imieniem Agnieszka Włodek. I tam po raz pierwszy pojawił się cień najmniejszej dziewczynki, tej, którą widzieli jako trzecią postać na późniejszych zdjęciach.

Doktor Nowak i doktor Zieliński siedzieli w ciszy, wpatrując się w fotografię. Powoli zaczynała wyłaniać się makabra historia trzech małych dziewczynek, które zmarły w odstępach kilku lat, a ich duchy lub cienie jakimś sposobem pozostały związane z cmentarzem w Starych Tarnowicach. Katarzyno, powiedział w końcu doktor Zieliński, czy zauważyłaś, że te dzieci pojawiają się w odwrotnej kolejności? Najpierw widzimy Agnieszkę na jej własnym pogrzebie w 1896 roku.

Potem Elizabeth w 1897, a w końcu Maria w 1896. Ale na późniejszych fotografiach wszystkie trzy są razem. Jakby się zbierały, wyszeptała doktor Nowak, jakby każda następna śmierć dodawała kolejną postać do grupy. Ale gdy sięgała po 14 płytkę, zauważyła coś, co sprawiło, że jej krew zamarła w żyłach. Na bibułce otaczającej fotografię było coś napisane ołówkiem: “Jasne dziecinne pismo Anna jest z nami teraz”.

14 fotografia pokazywała pogrzebny Kowalskiej z 1906 roku. Ten sam, o którym pisał w swoim dzienniku Klaus Weber, asystent Antoniego Dębskiego. Na zdjęciu widoczne były wszystkie elementy, które opisywał mała Trumienka, rodzice w żałobie, ksiądz Malinowski czytający Mszał. Ale tym razem na fotografii pojawiły się cztery cienie, trzy znane już dziewczynki plus nowa postać, wyższa i starsza.

Anna Kowalska dołączyła do grupy i w tym momencie doktor Nowak zrozumiała coś, co sprawiło, że poczuła lodowaty strach. Na wszystkich fotografiach, na których pojawiały się cienie, dzieci te stały w określonej formacji, tworzyły krąg, jakby czegoś czekały, jakby przygotowywały miejsce dla kogoś kolejnego. Paweł powiedziała drżącym głosem.

Sprawdź pozostałe płytki szybko. Ostatnie fotografie z pudełka przedstawiały różne ceremonie z lat 1907-1910, ale żadna z nich nie zawierała cieni dziewczynek. Wydawało się, że po śmierci Anny Kowalskiej zjawisko się zakończyło, ale gdy doktor Zieliński podnosił ostatnią płytkę, z jej tyłu odpadł mały kawałek papieru.

Doktor Nowak podniosła go i rozłożyła. Był to fragment listu napisany po niemiecku tą samą ręką co dziennik Klaus Weber dieren. Warten Sie warten auf das fünfte. Der alte Mann aus dem Dorf sagt, dass alle 5 Jahre ein Kind stirbt. 1897 189 196 Das nächste sollte 1911 sein, aber Herr Demski ist weggegangen. Er will nicht fotografieren, was als nächstes passiert.

Dor Nowak przetłumaczyła z trudem. Cztery dziewczynki czekają, czekają na piątą. Stary człowiek z wioski mówi, że co kilka lat umiera dziecko. 1896, 1897, 799, 1906. Następne powinno być w 1911 roku. Ale pan Dębski wyjechał. Nie chcę fotografować tego, co nastąpi później. Cisza, która zapadła w pomieszczeniu, była przerażająca.

Doktor Zieliński spojrzał na doktor Nowak z wyrazem głębokiego niepokoju. Katarzyno, co się stało w 1911 roku? Czy w archiwaliach parafialnych jest jakiś zapis o śmierci dziecka w tym roku? Ale zanim doktor Nowak zdążyła odpowiedzieć, w pomieszczeniu rozległ się dźwięk, który sprawił, że oboje zamarli w bezruchu. Gdzieś z góry, z korytarza nad piwnią dobiegł ich śpiew.

Cichy dziecinny głos śpiewający polską kołysankę. Lulajże jezuniu moja perełko, lulaj ulubione me pieścidełko. A następnie drugi głos dołączył do pierwszego, potem trzeci i czwarty. Cztery dziecięce głosy śpiewały razem w pustym budynku uniwersyteckim, a ich melodia niosła się przez korytarze jak echo z przeszłości, która nie chciała odejść.

Śpiew dziecięcych głosów ucichł tak nagle, jak się rozpoczął, zostawiając po sobie jedynie dźwięczącą ciszę, która zdawała się wypełniać każdy kąt piwnicy archiwum. Doktor Nowak i doktor Zieliński siedzieli w absolutnym bezruchu. Ich oddechy były płytkie i kontrolowane, jakby obawiali się, że jakikolwiek dźwięk mógłby przywołać z powrotem te nieziemskie głosy.

Fluorescencyjna lampa nad nimi migotała rytmicznie, rzucając drżące cienie na betonowe ściany i metalowe półki wypełnione pudełkami ze starymi fotografiami. Pzyno, wyszeptał doktor Zieliński. Jego głos był ledwo słyszalny. Musimy sprawdzić archiwalia parafialne natychmiast. Te dzieci, one wciąż tu są i czekają na piątą.

Doktor Nowak skinęła głową, nie mogąc wykrztusić słowa. Wszystkie przygotowania naukowe, cała jej racjonalna edukacja historyczna zostały zniszczone przez to, czego była świadkiem przez ostatnie dwie godziny. Wzięła drżącymi rękami telefon i wybrała numer do archiwum parafialnego przy kościele Świętego Wojciecha w Starych Tarnowicach.

Po trzecim sygnale odebrał starszy mężczyzna z głosem mającym wyraźny śląski akcent. Archiwum parafialne. Mówi brat Kazimierz. Dzień dobry. Dzień dobry. Tutaj doktor Katarzyna Nowak z Uniwersytetu Śląskiego. Prowadzę badania historyczne dotyczące śmierci dzieci w parafii Świętego Wojciecha między 1896 a 1912 rokiem.

Czy mógłby mi brat pomóc w dostępie do metryki zgonów z tego okresu? Oczywiście pani doktor, ale jeśli chodzi o ten konkretny okres to dziwne, że pani pyta. Przed rokiem miałem podobne zapytanie od innego badacza. Czy to przypadkiem nie dotyczy tych fotografii Antoniego Dębskiego? Doktor Nowak wymieniła spojrzenie z doktor Zielińskim. Tak właśnie.

Czy może mi brat powiedzieć o tym poprzednim badaczu? To był młody doktorant z Uniwersytetu Wrocławskiego Marcin Kowalczyk. Przyszedł we wrześniu ubiegłego roku. Szukał informacji o dzieciach, które zmarły w odstępach kilku lat. Bardzo go te sprawy zajmowały, ale po tygodniu badań nagle przerwał pracę i wyjechał.

Zostawił tylko notatkę, że niektóre sekrety powinny pozostać pogrzebane. Ciarki przeszły po plecach doktor Nowak. Czy mógłby brat sprawdzić, jakie konkretnie informacje znalazł ten doktorant? Oczywiście. Proszę przyjechać dziś po południu. Będę przygotowany. Po zakończeniu rozmowy doktor Nowak i doktor Zieliński siedzieli w milczeniu, przetwarzając to, co usłyszeli.

Fakt, że inny badacz natrafił na podobny trop i nagle przerwał badania, był niepokojący. Jedziemy do tarnowskich gór powiedział doktor Zieliński stanowczo. Ale najpierw musimy te płytki zabezpieczyć. I Katarzyno, nie zostawiajmy ich tutaj samych. zapakowali wszystkie 27 płytek do specjalnych pudełek transportowych, uważając, by nie uszkodzić delikatnych emulsji.

Podczas pakowania doktor Nowak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że fotografie z cieniami dziewczynek wydają się cieplejsze w dotyku niż pozostałe. Droga do tarnowskich gór zajęła im 40 minut. jechali w milczeniu. Każde z nich pogrążone we własnych myślach o tym, co odkryli. Krajobraz za oknem był typowo śląski. Postindustrialne miasto z pozostałościami po kopalniach, stare kamienice mieszające się z nowoczesnymi budynkami, ol wszystko skąpane w szarej jesiennej mrżawce.

Kościół świętego Wojciecha w Starych Tarnowicach był imponującą gotycką budowlą z XIV wieku, która przeszła przez wieki wojen, zmian politycznych i industrializacji regionu. Jego wysoka wieża dominowała nad otaczającymi zabudowaniami, a witraże migotały w popołudniowym świetle. Archiwum parafialne mieściło się w dobudówce przy kościele w pomieszczeniu z wysokimi sklepieniami i rzędami drewnianych regałów wypełnionych starymi księgami metrykalnym.

Brat Kazimierz okazał się być mężczyzną po Sdziesce z siwymi włosami i łagodnym uśmiechem, ale gdy zobaczył pudełka z fotografiami, jego twarz stała się poważna. Więc to prawda. powiedział cicho. Te fotografie rzeczywiście istnieją. Słyszałem o nich od dziadka, ale myślałem, że to miejskie legendy.

Co pan wie o tych zdjęciach? Zapytał doktor Zieliński. Mój dziadek Józef Kowalski był kościelnym w tej parafii w latach 20. Opowiadał, że przed ierzą wojną światową zdarzały się dziwne rzeczy na cmentarzu. Dzieci zmarły, przed czasem nie chciały odejść. Pojawiały się na różnych uroczystościach, zawsze gdy ktoś robił zdjęcia.

Brat Kazimierz poprowadził ich do starego drewnianego stołu, na którym rozłożył kilka wielkich ksiąg metrykalnych. Tu są zapisy zgonów z lat 1895-1915. Ten doktorant Marcin Kowalczyk znalazł bardzo niepokojący wzorzec. otworzył pierwszą księgę na stronie datowanej na sierpień 1896 roku. Zapisanym starannym pismem gotyckim widniał wpis.

Agnieszka Włodek, córka Stanisława i Marianny lat trzech, zmarła 15 sierpnia 1896 roku na chorobę niepoznaną. Objawy: gorączka, omamy, mówienie do niewidzialnych osób. Pogrzeb 17 sierpnia 1896. Choroba niepoznana. Przeczytała doktor Nowak. To było napisane przez księdza Malinowskiego. Tak. Ale proszę popatrzeć na notatkę na marginesie.

Przy wpisie o śmierci Agnieszki było dopisane drobnym pismem. Dziecko w ostatnich dniach mówiło o starszych siostrach, które przyszły po nią. Rodzice twierdzili, że wyciągała ręce do pustego powietrza, jakby kogoś wołała. Następny wpis maja 1897 roku. Elizabeth Kowalski, córka Wilhelma i Anny, lat piąty, zmarła 12 maja 1897 roku na chorobę podobną do poprzedniej.

Objawy identyczne, gorączka, widzenie osób nieobecnych, rozmowy z pustym powietrzem. Ostatnie słowa: Agnieszka mnie wołą. Doktor Zieliński przeczytał wpis dwukrotnie. Te dzieci widziały się nawzajem przed śmiercią. Trzeci wpis września9 roku. Maria Nowak, córka Johana i Katariny, lat siódme, zmarła 20 września 1899 roku na tę samą tajemniczą chorobę.

Matka relacjonuje, że Maria przez tydzień przed śmiercią mówiła o dwóch młodszych przyjaciółkach, które chcą się z nią bawić. Nazywała je po imieniu Agnieszka i Elizabeth. Maria znała imiona dzieci, które zmarły przed jej narodzeniem. Wyszeptała doktor Nowak. To niemożliwe. Czwarty wpisł z października 1906 roku.

Anna Kowalska, córka Józefa i Rozalii, lat siómy, zmarła 14 października 1906 roku. Choroba podobna do poprzednich przypadków. Anna mówiła o trzech starszych siostrach, które czekają na nią na cmentarzu. Ostatnie słowa: “Już nas są cztery, ale musi być pięć”. Brat Kazimierz zamknął księgę i spojrzał na badaczy poważnie. To jest ten wzorzec, który znalazł doktorant Kowalczyk.

Co kilka lat umierało dziecko z tymi samymi objawami, ale najgorsze jest to, co znalazł w ostatniej księdze. Otworzył najnowszą księgę datowaną na lata 1910-1915. Przerzucał strony w poszukiwaniu konkretnego wpisu, aż w końcu zatrzymał się na stronie z marca 1911 roku. Tu wskazał palcem na wpis. Katarzyna Kowalska, córka Franciszka i Heleny, lat szósty, zmarła 8 marca 1911 roku, ale przy tym wpisie nie było standardowych notatek o objawach.

Zamiast tego ksiądz Malinowski napisał długi, osobisty komentarz: “Nie mogę więcej tego znosić. To piąte dziecko zmarło w ten sam sposób”. Katarzyna przez dwa tygodnie mówiła o czterech dziewczynkach, które przyszły po nią. Opisywała je po imieniu i wyglądzie. choć nigdy o nich nie słyszała. W nocy przed śmiercią śpiewały kołysanki za jej oknem, ale nikt ich nie widział.

Rodzice błagali mnie o pomoc, ale nie wiem co robić. Po pogrzebie Katarzyny zaprzestaję odprawiania mszy na starym cmentarzu. To miejsce jest przeklęte. Doktor Nowak poczuła, jak jej nogi miękkną. Pięć dziewczynek. Wzorzec się zakończył w 1911 roku. Ale czy na pewno? zapytał brat Kazimierz. Ten doktorant znalazł jeszcze coś.

W archiwum miejskim są notatki o dziwnych zjawiskach na cmentarzu w latach 1911-1920. Ludzie unikali tego miejsca po zmroku. Podobno słyszano śpiew i śmiech dzieci. Doktor Zieliński ostrożnie wyjął fotografię pogrzebu Anny Kowalskiej z 1906 roku. Czy może nam brat pokazać gró tej piątej dziewczynki, Katarzyny Kowalskiej? To jest problem.

Odpowiedział brat Kazimierz. Jego głos stał się niepewny. Grób Katarzyny zniknął. Jak to zniknął? W 1920 roku rodzina Kowalskich postanowiła ekshumować jej szczątki i przenieść je na nowy cmentarz komunalny. Ale gdy kopacze otworzyli grób, był pusty. Żadnych szczątków, żadnej trumienki, jakby nigdy tam nikogo nie pochowano.

Cisza, która zapadła w archiwum, była gęsta i duszna. Doktor Nowak czuła, jak jej świat naukowy ostatecznie się rozpada. A co się stało z doktorantem Kowalczykiem? Zapytała. Więcej go nie widziałem, ale miesiąc po jego wizycie dostałem od niego list. Napisał, że przerwał badania, bo zaczął śnić o pięciu dziewczynkach, które szukają szóstej, że słyszy je w nocy, jak śpiewają pod jego oknem.

Doktor Zieliński zapakował fotografię z powrotem. Czy można zobaczyć miejsce, gdzie był grób Katarzyny? Brat Kazimierz wahał się. Proszę być ostrożnymi. To miejsce nadal nie jest normalne. Poprowadził ich na stary cmentarz za kościołem. Era to miejsce historyczne, pełne XIXwiecznych nagrobków z miejscowego kamienia, wielkiej starych drzew i wąskich ścieżek między grobami.

W dalekiej części cmentarza, w miejscu, które wydawało się odizolowane od reszty, znajdowała się mała polanka otoczona pięcioma starymi grabami. Tu był grób Katarzyny. Wskazał na puste miejsce w środku polany. Wokół znajdowały się nagrobki czterech innych dziewczynek. Agnieszki Włodek, Elizabeth Kowalski, Mari Nowak i Anny Kowalskiej.

Doktor Nowak spojrzała na układ grobów. Tworzyły one idealny krąg z pustym miejscem w środku. Dokładnie tak jak cienie na fotografiach. One wciąż czekają. Wyszeptała. Nawet po śmierci piątej dziewczynki wciąż czekają. W tym momencie doktor Zieliński dostrzegł, co sprawiło, że jego twarz pobladła. Na każdym z czterech nagrobków leżały świeże białe kwiaty, róże, które wyglądały jakby zostały położone tego samego dnia.

Kto kładzie te kwiaty? Zapytał brata Kazimierza. Nikt nie wie. Pojawiają się co kilka dni. Zawsze białe róże, zawsze świeże. Sprzątacze cmentarza przysięgają, że ich nie układają. Doktor Nowak podeszła do środka kręgu, tam gdzie powinien być grób Katarzyny. Ziemia była miękka, jakby niedawno przekopana. Gdy się nachyliła, zauważyła coś dziwnego.

W ziemi był zarys małej dłoni dziecka, jakby ktoś próbował się z niej wydostać. Paweł! Zawołała drżącym głosem. Popatrz na to. W tym momencie usłyszeli znajomy dźwięk. Cichy śmiech dzieci dobiegający z kierunku lasu otaczającego cmentarz. A potem bardzo wyraźnie pięć głosów zaczęło śpiewać tę samą kołysankę, którą słyszeli w archiwum Lulajże Jezuniu, moja perełko.

Ale tym razem śpiew był bliżej, znacznie bliżej. Brat Kazimierz łapał doktor Nowak za ramię. Musimy stąd iść teraz. Ale gdy odwracali się, by odejść, doktor Nowak dostrzegła coś, co sprawiło, że jej serce niemal stanęło. Na każdym z czterech nagrobków siedziała sylwetka małej dziewczynki. Ledwo widoczne w słabnącym świetle popołudnia, ale niewątpliwie tam obecne.

I wszystkie patrzył na nią. Paweł wyszeptała. Czy ty też je widzisz? Doktor Zieliński skinął głową. Jego twarz była biała jak kreda. Dziewczynki zaczęły powoli schodzić z nagrobków i zbliżać się do środka kręgu, tam gdzie stała doktor Nowak. Ich ruchy były płynne, nierzeczywiste, ale celowe. I gdy się zbliżyły, doktor Nowak usłyszała najwyraźniej głos najstarszej z nich, Anny Kowalskiej.

Czekałyśmy tak długo. Katarzyna nie może do nas dołączyć, dopóki nie znajdzie się ktoś, kto pomoże jej wrócić. Co chcecie ode mnie? zapytała doktor Nowak. Jej głos drżał. Zostań z nami! Odpowiedziała mała Maria Nowak. Zostań i pomóż nam być kompletnym. Pięć to nie wystarczy. Potrzebujemy szóstej. Doktor Nowak poczuła dziwne ciepło przepływające przez jej ciało, jakby coś próbowało ją przysunąć do centrum kręgu.

Jej stopy same zaczęły się poruszać w kierunku pustego miejsca, gdzie był grób Katarzyny. Katarzyno! krzyknął doktor Zieliński, łapiąc ją za rękę. Nie słuchaj ich. Nagle zrozumiała. To nie przypadek, że nazywała się Katarzyna tak jak piąta dziewczynka. To nie przypadek, że to ona znalazła fotografię. Dziewczynki czekały na kogoś o tym imieniu.

Kogoś, kto mógłby zastąpić zaginioną Katarzynę Kowalską. Z ostatkiem siły wyrwała się z transuiegła w kierunku wyjścia z cmentarza. Doktor Zieliński i brat Kazimierz biegli za nią. Za nimi dobiegł dziecięcy płacz. Niesmutny, ale złość. Płacz dzieci, którym odebrano zabawkę. Gdy dotarli do furki cmentarza, doktor Nowak obejrzała się za siebie.

Pięć dziewczynek stało przy wejściu na stary cmentarz patrzący za nimi. W zapadającym zmroku ich sylwetki były coraz bardziej widoczne, jakby ciemność dawała im więcej mocy. One mnie nie zostanią powiedziała doktor Nowak. Będą czekać, aż wrócę. Brat Kazimierz skinął głową. Doktorant Kowalczyk też tak mówił. Podobno przeprowadził się na drugi koniec Polski, ale wciąż je słyszy.

Doktor Zieliński pomógł doktor Nowak wsiąść do samochodu. Gdy odjeżdżali z tarnowskich gór w lusterku wstecznym widział pięć małych postaci stojących na drodze obserwujących jadący samochód. Co teraz zrobimy? Zapytała doktor Nowak. Zrobimy to, co zrobił Antoni Dębski. Odpowiedział doktor Zieliński. Zamkniemy te fotografie i nigdy więcej ich nie otworzą.

Niektóre sekrety przeszłości powinny pozostać pogrzebane, ale gdy jechali w ciszy przez śląskie miasteczka, doktor Nowak wiedziała, że to nie koniec. W jej torebce leżał notes z jej numerem telefonu i adresem, informacje, które zostawiła w archiwum i wiedziała, że pięć dziewczynek z cmentarza w Starych Tarnowicach ma teraz sposób, żeby ją znaleźć.

Tej nocy leżąc w swoim łóżku w Katowicach usłyszała ciche pukanie do okna swojego mieszkania na czwartym piętrze, a potem bardzo delikatnie śpiew kołysanki. Lulajże jezuniu moja perełko, lulaj ulubione me pieścidełko. Doktor Katarzyna Nowak wiedziała, że nigdy już nie będzie spać spokojnie. Pięć dziewczynek znalazło ją i będą czekać, aż pewnej nocy otworzy okno i pozwoli im wejść.

A w piwnicy Uniwersytetu Śląskiego w archiwum Rodziny Kowalskich 27 szklanych płytek fotograficznych leży w drewnianym pudełku, czekając na kolejnego badacza, który będzie na tyle ciekawski, żeby je odkryć. Na ostatniej płytce, tej, którą doktor Nowak nigdy nie otworzyła, Antoni Dębski uwiecznił scenę ze swojego ostatniego dnia pracy na cmentarzu w 1906 roku.

Fotografia pokazuje jego samego stojącego obok aparatu fotograficznego z wyrazem przerażenia na twarzy, a za nim, wyraźnie widoczne w świetle dziennym stoją cztery dziewczynki, wyciągając ręce w kierunku obiektywu. Tej fotografii nigdy nie powinien badać nikt, bo zgodnie z notatką na tyłe płytki napisaną drżącą ręką Dębskiego, to zdjęcie zostało wykonane samo.

Nie dotykałem spustu i w prawym dolnym rogu fotografii, ledwo widoczny, ale obecny jest napis wyryty w samej emulsji. Szukamy szóstej. Będziemy czekać.

Disclaimer: This story is fictional and created for entertainment purposes only. Any names, characters, places, or events are fictitious or used fictitiously. No real person or organization is intended to be portrayed.

You Might Also Enjoy