Paczka z narkotykami dla psa, ukryty syn i romans ujawniony po śmierci. Czego nie wiecie o Korze
TAJEMNICE KORY, KTÓRE WYSZŁY NA JAW DOPIERO PO JEJ ŚMIERCI! Ukrywany syn, romans z tajemniczym milionerem, paczka z narkotykami dla psa i dramat, o którym przez lata milczała. Prawdziwe życie legendy Maanamu było bardziej wstrząsające niż ktokolwiek przypuszczał!
Miliony Polaków znały jej głos, śpiewały jej przeboje i podziwiały odwagę. Ale za scenicznym wizerunkiem Kory kryła się historia pełna bolesnych wspomnień, rodzinnych tajemnic, zdrad i dramatycznych decyzji. Dopiero po jej śmierci zaczęły wychodzić na jaw szczegóły, które rzuciły zupełnie nowe światło na życie jednej z największych gwiazd polskiej muzyki. Szczególnie zaskakujące okazały się opowieści o ukrywanym przez lata ojcostwie jej syna, nieznanym wcześniej romansie oraz wydarzeniach, które doprowadziły do rozpadu pierwszego małżeństwa. A to zaledwie początek historii, w której miłość przeplatała się z cierpieniem, a prawda nie zawsze była taka, jaką widziała publiczność.

Kiedy 28 lipca 2018 roku Polska dowiedziała się o śmierci Kory, wydawało się, że wraz z nią odeszła cała epoka. Niezapomniana wokalistka Maanamu, kobieta o niezwykłej charyzmie i bezkompromisowych poglądach, przegrała wieloletnią walkę z nowotworem. Miała 67 lat.
Wspominano jej największe przeboje, odważne wypowiedzi i charakterystyczny sceniczny wizerunek. Niewielu jednak zdawało sobie sprawę, jak wiele nieopowiedzianych historii pozostawiła po sobie artystka.
Z czasem zaczęły ukazywać się biografie, wspomnienia przyjaciół i wywiady z jej najbliższymi. Niektóre ujawnione szczegóły były tak osobiste, że wywoływały pytanie, czy Kora sama chciałaby, aby kiedykolwiek ujrzały światło dzienne.
Dziewczynka, której odebrano nawet imię
Zanim stała się Korą, była Olgą Ostrowską. Urodziła się 8 czerwca 1951 roku w Krakowie, w rodzinie, której życie naznaczyły wojna, ubóstwo i choroby.
Jej dzieciństwo dalekie było od obrazu beztroski. Rodzina mieszkała w trudnych warunkach, a kiedy matka zachorowała na gruźlicę, kilkuletnia Olga wraz ze starszą siostrą trafiła do placówki prowadzonej przez zakonnice w Jordanowie.
To właśnie tam, według późniejszych wspomnień artystki, rozegrał się jeden z najciemniejszych rozdziałów jej życia.
Kora opowiadała o poniżaniu, surowych karach i przemocy, której doświadczały dzieci. Wspominała także, że zamiast imion wychowankom przypisywano numery. Ona miała być ósemką.
Trudno wyobrazić sobie, co oznaczało to dla małego dziecka. Dziewczynka, która potrzebowała miłości i poczucia bezpieczeństwa, przez pięć lat żyła w miejscu kojarzącym jej się przede wszystkim ze strachem.
Po powrocie do rodzinnego Krakowa nie odnalazła upragnionego spokoju. Niedługo później zmarł jej ojciec, a sytuacja materialna rodziny nadal była dramatyczna.
Dopiero po latach Kora zaczęła publicznie opowiadać o swoich doświadczeniach. Szczególnie poruszające były jej relacje dotyczące niewłaściwych zachowań duchownych wobec dzieci.
W 2010 roku wydała utwór „Zabawa w chowanego”, w którym poruszyła problem wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księży. Piosenka wywołała gwałtowną debatę społeczną.
Dla części odbiorców była odważnym oskarżeniem instytucjonalnego milczenia. Inni krytykowali artystkę za sposób przedstawienia tematu.
Kora nie zamierzała jednak wycofywać swoich słów. Wiedziała, jaką cenę może zapłacić dziecko za milczenie dorosłych.
Wielka miłość i sekret, który przez lata niszczył rodzinny spokój
Pod koniec lat sześćdziesiątych młoda Olga wkroczyła w środowisko krakowskich hipisów. Tam poznała ludzi, którzy na zawsze zmienili jej przyszłość.
Jednym z nich był Ryszard Terlecki, wówczas młody hipis znany pod pseudonimem „Pies”, późniejszy polityk. Ich związek należał do barwnych historii młodości artystki.
Przełom nastąpił jednak wtedy, gdy spotkała Marka Jackowskiego.
Muzyk zrobił na niej ogromne wrażenie. Był ambitny, utalentowany i przekonany, że pewnego dnia stworzy zespół, który podbije Polskę.
Pobrali się pod koniec 1971 roku. Na świat przyszedł ich syn Mateusz. Niedługo później rozpoczęła się muzyczna historia, która przyniosła im ogólnopolską sławę.
Powstał Maanam, a Kora stała się jego niekwestionowaną gwiazdą.
Publiczność widziała parę artystów, którzy doskonale się uzupełniali. Marek komponował muzykę, Kora pisała teksty i śpiewała. Ich współpraca przyniosła przeboje, które przetrwały dziesięciolecia.
Ale prywatnie ich małżeństwo przeżywało poważny kryzys.
W życiu Kory pojawił się bowiem Kamil Sipowicz, człowiek związany ze środowiskiem artystycznym, który z czasem stał się jej wielką miłością.
Początkowo ich relacja była utrzymywana w tajemnicy.
Najbardziej dramatyczny okazał się jednak fakt, że młodszy syn Kory, Szymon, był biologicznym dzieckiem Kamila, a nie Marka Jackowskiego.
Przez wiele lat prawda o jego ojcostwie nie była powszechnie znana. Według przywoływanych relacji Marek dowiedział się o niej dopiero w okresie rozpadu małżeństwa.
Można sobie wyobrazić, jak bolesne musiało być odkrycie, że chłopiec, którego uważał za własnego syna, miał innego biologicznego ojca.
Jedna z najbardziej poruszających historii została przedstawiona przez Kamila Sipowicza w biografii Marka Jackowskiego.
Według jego relacji, podczas późniejszego postępowania sądowego dotyczącego ojcostwa Marek miał zawahać się, kiedy zapytano go o formalne zaprzeczenie ojcostwa Szymona.
Sipowicz wspominał, że Jackowski nie potrafił łatwo pogodzić biologicznej prawdy z uczuciami do wychowywanego chłopca.
Należy jednak podkreślić, że opis tej sceny pochodzi z relacji jednego uczestnika rodzinnej historii, a dokumenty sądowe nie zostały publicznie przedstawione.
Małżeństwo Kory i Marka zakończyło się rozwodem w 1984 roku. Niezwykłe było jednak to, że mimo osobistych dramatów nadal potrafili razem tworzyć muzykę.
Maanam przetrwał rozpad ich związku.
Romans, o którym Polska dowiedziała się po śmierci gwiazdy
Przez lata wydawało się, że to właśnie Kamil Sipowicz był ostatnią i najważniejszą miłością Kory.
Ich relacja trwała przez dziesięciolecia, a w 2013 roku, gdy artystka zmagała się już z poważną chorobą, zdecydowali się na ślub.
Jednak w 2023 roku ukazała się biografia „Kora. Się żyje”, napisana przez Katarzynę Kubisiowską.
Znalazła się w niej opowieść, o której wcześniej niewielu słyszało.
Według wspomnień Kamila Sipowicza, około 1990 roku w życiu Kory pojawił się Ilan Luft, Izraelczyk związany z branżą diamentową.
Sipowicz twierdził, że artystka była nim mocno zauroczona i spotykała się z nim między innymi za granicą.
Dla jej wieloletniego partnera miało to być wyjątkowo bolesne doświadczenie.
Z jego opowieści wynikało, że romans zakończył się pod wpływem nacisków rodzinnych i zawodowych po stronie Lufta.
Najbardziej przejmujące było jednak wyznanie Sipowicza, że wspomnienia tamtych wydarzeń wracały do niego nawet po wielu latach.
Ta historia wymaga ostrożności. Jej głównym źródłem pozostaje relacja Kamila, ujawniona już po śmierci Kory. Artystka nie miała możliwości publicznie odnieść się do przedstawionej wersji wydarzeń.
Mimo to opowieść pokazała, że nawet wieloletni związek, postrzegany jako niezwykle silny, mógł kryć głębokie rany.
Paczka zaadresowana do psa, która wywołała ogólnopolski skandal
Jedną z najbardziej nieprawdopodobnych historii związanych z Korą był skandal z 2012 roku.
Wtedy do Polski dotarła przesyłka ze Stanów Zjednoczonych. Wewnątrz znajdowała się maskotka, w której ukryto około 60 gramów marihuany.
Największe zaskoczenie wywołały jednak dane adresata.

Paczka była zaadresowana do Ramony Sipowicz, ukochanej suczki Kory i Kamila.
Sprawa błyskawicznie trafiła na pierwsze strony mediów.
Podczas przeszukania mieszkania funkcjonariusze znaleźli także niewielką ilość marihuany. Wobec artystki wszczęto postępowanie, a cała sytuacja stała się przedmiotem publicznych żartów, komentarzy i oskarżeń.
Kamil Sipowicz utrzymywał, że znalezione konopie należały do niego. Samo śledztwo dotyczące zagranicznej przesyłki nie doprowadziło do ustalenia jej nadawcy.
Postępowanie wobec Kory dotyczące substancji znalezionej w mieszkaniu zostało natomiast warunkowo umorzone, z obowiązkiem wpłaty pieniędzy na cel charytatywny.
Dla publiczności zapamiętanym symbolem tej historii pozostała jednak Ramona, niewielki biały pies, którego nazwisko znalazło się na tajemniczej paczce.
Diagnoza, która zmieniła wszystko
W 2013 roku życie Kory zostało brutalnie zatrzymane przez wiadomość, której nikt nie chciałby usłyszeć.
Lekarze rozpoznali u niej zaawansowanego raka jajnika.
Artystka od dłuższego czasu zmagała się z dolegliwościami, ale właściwe rozpoznanie przyszło bardzo późno.
Rozpoczęły się operacje, chemioterapia i kolejne etapy leczenia.
Kora, znana z niezwykłej determinacji, nie zamierzała rezygnować z walki. Gdy pojawiła się możliwość stosowania kosztownego leku, publicznie opowiedziała o problemie jego dostępności.
Miesięczna terapia kosztowała wówczas około 24 tysięcy złotych, co dla większości pacjentek stanowiło barierę nie do pokonania.
Dzięki nagłośnieniu problemu i działaniom środowisk pacjenckich sprawa trafiła do Ministerstwa Zdrowia. W 2016 roku podjęto decyzję o refundowaniu olaparybu dla określonej grupy chorych.
Kora walczyła już nie tylko o własne życie, ale również o szansę na leczenie dla innych kobiet.
Paradoksalnie, nawet w tak trudnym okresie nie uniknęła medialnej krytyki. Kiedy pojawiła się publicznie w luksusowym samochodzie, część internautów kwestionowała zasadność wcześniejszego zbierania pieniędzy na jej terapię.
Bliscy wyjaśniali później, że samochód był pożyczony.
Ostatnie dni w domu, który kiedyś chciała sprzedać
Ostatnie lata życia artystka spędzała coraz częściej w Bliżowie na Roztoczu.
Był to dom z niezwykłą historią. Wcześniej inwestycja budowlana doprowadziła do konfliktu finansowego i postępowania sądowego, a nieruchomość została nawet wystawiona na sprzedaż.
Ostatecznie Kora postanowiła tam pozostać.
Otaczały ją zwierzęta, ogród, książki i ludzie, którym ufała.
Choć choroba postępowała, nadal snuła plany. Chciała remontować dom, tworzyć i korzystać z każdego kolejnego dnia.
W lipcu 2018 roku jej stan gwałtownie się pogorszył.
W ostatnich dniach czuwali przy niej najbliżsi.
Według relacji przywołanej przez biografkę Beatę Biały, jedna z opiekujących się nią kobiet zapamiętała słowa, którymi Kora mówiła o zbliżającej się śmierci. Ostatnim usłyszanym przez tę osobę słowem miało być „Wystarczy”.
Nie można jednak traktować tego jako pewnego zapisu ostatnich słów artystki. Jest to osobiste wspomnienie jednej osoby.
28 lipca 2018 roku Kora zmarła.
Jej pogrzeb, który odbył się 8 sierpnia na warszawskich Powązkach Wojskowych, miał charakter świecki, zgodny z jej światopoglądem.
Wydarzenie ponownie wywołało dyskusję o religii i życiowych wyborach artystki.
Spory o spadek i opowieści, których nie mogła już sprostować
Po śmierci Kory media zaczęły informować również o rodzinnych nieporozumieniach dotyczących majątku i praw związanych z jej artystycznym dorobkiem.
W doniesieniach pojawiał się spór pomiędzy starszym synem, Mateuszem Jackowskim, a Kamilem Sipowiczem.
Sytuację dodatkowo komplikowało to, że Kamil przez wiele lat uczestniczył nie tylko w prywatnym, ale również zawodowym życiu artystki.
Dla opinii publicznej była to kolejna odsłona historii rodziny, w której relacje osobiste i muzyczne od początku pozostawały ze sobą nierozerwalnie związane.
Jednocześnie kolejne książki i wywiady ujawniały wspomnienia, których Kora sama nigdy szeroko nie komentowała.
To właśnie rodzi najważniejsze pytanie: ile z tych historii przedstawia pełny obraz wydarzeń, a ile pozostaje osobistą interpretacją ludzi, którzy ją kochali, z którymi się rozstała albo którzy przez lata żyli w cieniu jej sławy?
Tajemnica ósemki. Symbol, który powrócił po siedemdziesięciu latach
Jednym z najbardziej poruszających elementów historii Kory jest symbol związany z jej dzieciństwem.
Mała Olga miała być w Jordanowie numerem osiem.
Po wielu dekadach, na nagrobku artystki, pojawił się znak nieskończoności, przypominający przewróconą ósemkę.
Kamil Sipowicz wyjaśniał później, że ten symbol miał dla niego szczególne znaczenie.
Łączył pamięć o dzieciństwie Kory, jej niezwykłym życiu i nadzieję, że śmierć nie musi oznaczać ostatecznego końca.
Jest w tym coś głęboko przejmującego.
Dziewczynka, której według jej wspomnień odebrano w dzieciństwie prawo do własnego imienia, dorosła i stała się kobietą rozpoznawaną przez miliony ludzi pod jednym, wybranym przez siebie pseudonimem.
Nie potrzebowała nazwiska, aby stać się legendą.
Wystarczały cztery litery.
KORA.
Dzisiaj, kiedy wracają opowieści o jej romansach, rodzinnych konfliktach i bolesnych tajemnicach, łatwo zapomnieć, że za sensacyjnymi nagłówkami stał człowiek, który przez całe życie próbował sam decydować o swojej tożsamości.
Była artystką, matką, partnerką, kobietą pełną sprzeczności. Potrafiła kochać, ranić, przebaczać i walczyć nawet wtedy, gdy sytuacja wydawała się beznadziejna.
Nie wszystkie sekrety da się dziś wyjaśnić. Nie każdą relację można zweryfikować. A osoby, które znały całą prawdę, często już nie żyją.
Jedno jednak pozostaje bezsporne: Kora zostawiła po sobie coś znacznie większego niż skandale.
Zostawiła muzykę, odwagę i historię kobiety, której nie udało się uciszyć ani tragicznym dzieciństwem, ani osobistymi dramatami, ani ciężką chorobą.
I być może właśnie w tym tkwi największa tajemnica jej życia. Nie w tym, co ukrywała przed światem, lecz w tym, jak mimo tylu bolesnych doświadczeń potrafiła stać się głosem całego pokolenia.