Uncategorized

„Pieniądze szczęścia nie dają, ale pozwalają być nieszczęśliwym w komforcie”: Polskie gwiazdy uciekały z PRL-u do luksusu za dewizy.

Orbisowski blichtr i ucieczka przed szarością socjalizmu

W realiach Polski Ludowej hotele sieci Orbis, z warszawską Victorią, Europejskim i Forum na czele, stanowiły odrębne enklawy luksusu. Za grubymi kotarami i pod czujnym okiem portierów toczyło się życie, o którym przeciętny obywatel stojący w wielogodzinnych kolejkach po podstawowe artykuły mógł jedynie pomarzyć. Tam unosił się zapach drogich zachodnich perfum, kelnerzy serwowali francuskiego szampana i kawior, a rachunki regulowano w twardej walucie. Dla wielu najpiękniejszych i najbardziej utalentowanych polskich aktorek tamtej epoki hotelowe lobby stało się nieoficjalną giełdą towarzyską. Kobiety te szybko zrozumiały, że ich uroda oraz talent są w siermiężnym systemie towarem marnującym się za głodowe stawki w bezwartościowych złotówkach. Małżeństwo z obcokrajowcem, zamożnym polonusem lub dyplomatą jawiło się wówczas nie tylko jako obietnica wielkiej miłości, lecz przede wszystkim jako paszport do wolności, dobrobytu i ucieczki przed dławiącą beznadzieją komunizmu.

Pierwszą z głośnych postaci, która zdecydowała się na radykalny krok, była Ewa Lemańska. Cała Polska pokochała ją za rolę Maryny w kultowym „Janosiku”, widząc w niej uosobienie dziewczęcego wdzięku i góralskiej niewinności. Jednak po zakończeniu zdjęć sława zamieniła się w pułapkę. Reżyserzy zaszufladkowali młodą artystkę, odmawiając jej nowych, poważnych ról filmowych. Rozczarowana brakiem perspektyw w kraju, gdzie na sklepowych półkach hulał wiatr, Lemańska postanowiła poszukać szczęścia za oceanem. Jej wybrankiem został Amerykanin James Rooney. W 1980 roku, gdy w Polsce rodził się wielki zryw Solidarności, spakowała walizki i wyjechała na Florydę. Środowisko zazdrościło jej słońca Miami i dolarów, lecz rzeczywistość okazała się bezwzględna. W Stanach Zjednoczonych status gwiazdy zza żelaznej kurtyny nie znaczył nic. Zamiast wielkich ról przyszła praca modelki i dorywcze zajęcia, a małżeństwo szybko zakończyło się rozwodem. Lemańska zyskała wolność materialną, lecz bezpowrotnie utraciła to, co dla artysty najcenniejsze – uwielbienie rodzimej publiczności.

Zupełnie inaczej potoczyły się losy Liliany Głąbczyńskiej, której drapieżna, zmysłowa uroda od początku kompletnie nie pasowała do surowej estetyki kina moralnego niepokoju. W mrocznych latach stanu wojennego była stałą bywalczynią hotelu Victoria, szukając partnera, który zaoferuje jej bilet w jedną stronę na Zachód. Przepustką do wolnego świata okazał się związek z wybitnym muzykiem jazzowym Michałem Urbaniakiem, który na stałe mieszkał w Nowym Jorku. W 1984 roku Głąbczyńska zamieniła szarą Warszawę na tętniący życiem Manhattan. W przeciwieństwie do wielu koleżanek nie zadowoliła się rolą żony przy mężu. Potrafiła przekuć kontakty w zagraniczną karierę, a późniejsze małżeństwo z kanadyjskim reżyserem Christianem Duguayem otworzyło jej drzwi do zachodnich produkcji u boku takich gwiazd jak Donald Sutherland czy Aidan Quinn.

Utracony blask w złotej klatce i dyplomatyczne salony

Podobny dylemat przeżywała Barbara Kwiatkowska, pierwsza żona Romana Polańskiego i gwiazda komedii „Ewa chce spać”. W latach sześćdziesiątych, gdy młody reżyser dopiero walczył o pozycję, w ich wynajmowanych mieszkaniach wiecznie brakowało pieniędzy. Zmęczona ciągłą niepewnością aktorka podczas pobytów na zagranicznych festiwalach poznała Karlaheinza Böhma, austriackiego gwiazdora znanego z filmów o cesarzowej Sissi. Zamożny, elegancki i dysponujący twardą walutą Austriak zaoferował jej natychmiastowe życie w monachijskiej willi i zakupy w butikach Paryża. Rozwód z Polańskim w 1962 roku wstrząsnął polskim środowiskiem filmowym. Kwiatkowska wyjechała z kraju, przyjmując pseudonim Barbara Lass, jednak w zachodnim kinie nigdy nie osiągnęła pozycji pierwszoplanowej gwiazdy. Stała się ozdobą salonów u boku bogatego męża, podczas gdy opuszczony Polański wkrótce podbił Hollywood, zdobywając światowe laury.

Z kolei Ewa Krzyżewska, niezapomniana barmanka Krystyna z arcydzieła Andrzeja Wajdy „Popiół i diament”, szczerze nienawidziła brudnych garderób i biedy polskiego kina. Szukała mężczyzny, który zapewni jej standard życia odpowiadający arystokratycznym aspiracjom. Wybrała najwyższą półkę towarzyską – korpus dyplomatyczny. Jej mężem został prawnik Bolesław Kwiatkowski, pracujący dla organizacji międzynarodowych, w tym ONZ. W 1973 roku, będąc u szczytu sławy, Krzyżewska podjęła szokującą decyzję: definitywnie porzuciła aktorstwo. Bez żalu zamieniła scenariusze na bilet do Nowego Jorku, wybierając anonimowe, wygodne życie w luksusowych apartamentach i podróże po całym świecie. Jej los zakończył się tragicznie w 2003 roku w wypadku samochodowym w Hiszpanii, gdzie spędzała emeryturę w prywatnej willi.

Na tym tle wyróżniała się Grażyna Szapołowska, która nigdy nie ukrywała zamiłowania do przepychu. W warszawskim hotelu Victoria czuła się jak u siebie, manifestując niezależność w czasach kartek na żywność. Jej przepustką do wielkiego świata stało się małżeństwo z węgierskim przedsiębiorcą Ferencem. Związek z zamożnym cudzoziemcem przyniósł jej paszport konsularny, swobodę podróżowania i stały dostęp do dóbr luksusowych. Podczas gdy rodacy zmagali się z kryzysem, Szapołowska w futrach i drogich autach krążyła między Warszawą a Budapesztem, grając w międzynarodowych produkcjach i pokazując, że można żyć na własnych warunkach bez konieczności emigracji za ocean.

Skandynawska przystań i wielkie fortuny w cieniu skandali

Kolejną artystką, która wybrała emigrację u szczytu popularności, była Małgorzata Pieczyńska. Po głośnych rolach w „Jeziorze Bodeńskim” i „Komediance” stała się jedną z najbardziej podziwianych kobiet w kraju. Jednak perspektywa stania w kolejkach po podstawowe towary była dla niej nie do zniesienia. W 1986 roku związała się z Gabrielem Wróblewskim, biznesmenem mieszkającym w Szwecji, i wyjechała do Sztokholmu. Wybrała kraj stabilny i opiekuńczy, budując karierę w szwedzkich teatrach i serialach od podstaw, udowadniając, że pragmatyczna decyzja może przynieść zarówno spokój materialny, jak i zawodowe spełnienie.

W zupełnie inny sposób zapisała się w historii Ewa Morelle, znana w latach sześćdziesiątych jako Ewa Frykowska. Choć na ekranie pojawiała się głównie w epizodach, jej życie prywatne elektryzowało całą stolicę. W hotelu Europejskim i klubie SPATiF zarzuciła sieci na najbogatszego młodzieńca ówczesnej Polski – Wojciecha Frykowskiego, syna potentata tekstylnego z Łodzi. Czerwony jaguar, prywatny szofer, futra z norek i wystawne bankiety stały się jej codziennością. W kraju z trudem dźwigającym powojenne braki tworzyli parę wydającą miliony. Związek okazał się jednak burzliwy i zakończył się głośnym rozwodem. Frykowski wyjechał później do Stanów Zjednoczonych, gdzie zginął tragicznie w willi Polańskiego, natomiast Ewa wyemigrowała do Paryża, kontynuując życie w kręgach międzynarodowej socjety.

Spektakularny i zarazem dramatyczny wymiar miała pogoń za bogactwem w wykonaniu Violetty Villas. Wielka diwa o potężnym głosie i burzy blond loków dusiła się w szarości rodzimej estrady. Pod koniec lat osiemdziesiątych poślubiła w Chicago polonijnego milionera Teda Kowalczyka, właściciela słynnej restauracji Orbit. Pięciodniowe wesele na ponad półtora tysiąca gości przypominało królewską koronację, a panna młoda zmieniała kreacje kilkanaście razy, prezentując drogocenną biżuterię i futra. Amerykański sen szybko zamienił się jednak w koszmar. Bogaty mąż oczekiwał od artystki uległości i parzenia kawy gościom, co dla dumnej gwiazdy było upokorzeniem. Villas uciekła ze złotej klatki w Chicago, porzucając miliony dolarów, by wrócić do kraju i zamknąć się w swoim domu w podwarszawskiej Magdalence w otoczeniu ukochanych zwierząt.

Arystokratyczny pragmatyzm i nowojorska tragedia

Wyjątkową klasą i dystansem do blichtru wykazała się Beata Tyszkiewicz. Prawdziwa hrabianka polskiego kina otwarcie głosiła słynną maksymę, że pieniądze nie dają szczęścia, lecz pozwalają być nieszczęśliwym w komforcie. W 1976 roku poślubiła architekta Jacka Padlewskiego, mieszkającego na stałe we Francji. Małżeństwo dało jej francuską rezydenturę, dostęp do paryskich salonów oraz możliwość podróżowania bez upokarzających procedur paszportowych. Tyszkiewicz szybko jednak zauważyła, że nad Sekwaną jest jedynie anonimową żoną architekta, podczas gdy w Polsce pozostaje uwielbianym skarbem narodowym. Wykorzystała zachodnie koneksje do budowy własnej niezależności, po czym wróciła do Warszawy, by królować na własnych zasadach.

Najbardziej tragiczny los spotkał jednak Elżbietę Czyżewską – niekwestionowaną królową lat sześćdziesiątych, nazywaną „Cybulskim w spódnicy”. Będąc u szczytu uwielbienia, poślubiła w 1965 roku Davida Halberstama, wybitnego amerykańskiego dziennikarza i korespondenta „The New York Timesa”. Kiedy władze komunistyczne nakazały korespondentowi opuszczenie kraju za krytyczne artykuły, zakochana aktorka stanęła przed dramatycznym wyborem. Porzuciła miliony wiernych fanów i wyjechała do Nowego Jorku, wierząc, że jej talent podbije Broadway i Hollywood.

Rzeczywistość na Manhattanie okazała się jednak bezlitosna. Silny wschodni akcent zamykał przed nią drzwi do wielkich ról, spychając ją na margines tamtejszego środowiska. W luksusowym apartamencie narastała frustracja i poczucie bezsilności, które pchnęły artystkę w szpony choroby alkoholowej. Małżeństwo z Halberstamem rozpadło się, a dawna idolka Polski Ludowej została sama w obcym mieście, bez braw i propozycji. Ostatecznym ciosem stał się sukces Meryl Streep, która zdobyła Oscara za rolę w „Wyborze Zofii”, naśladując sposób mówienia i akcent, którego prywatnie uczyła ją właśnie zapomniana Czyżewska.

Opowieści o polskich gwiazdach szukających ratunku w orbisowskich salonach i małżeństwach z dewizowcami do dziś przypominają, jak wysoką cenę płaci się za ucieczkę ze złotej klatki do obcego świata, gdzie obcy paszport i miliony na koncie rzadko idą w parze z prawdziwym spełnieniem.

Disclaimer: This story is fictional and created for entertainment purposes only. Any names, characters, places, or events are fictitious or used fictitiously. No real person or organization is intended to be portrayed.

You Might Also Enjoy